Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Warszawa - Sobota, 19 sierpnia 2000
Liga polska - 5. kolejka

 Legia Warszawa

1-1

Górnik Zabrze 

61' Giuliano

68' Szemoński

Piekarski
Zieliński
Citko

Prasnal


Robakiewicz
Murawski
Zieliński
Siadaczka
Giuliano
Majewski
Piekarski (79' Jarzębowski)
Karwan (46' Czereszewski)
Sokołowski (23' Wróblewski)
Mięciel
Citko
SKŁADY Bledzewski
(18' Szemoński) Wiśniewski
Lekki
Kolasa
Kocyba
Probierz
(86' Gierczak) Bonk
Możanić
Kompała
Prasnal
Kaondera (74. Ngudy)

SĘDZIA:
 Marek Mikołajewski (Ciechanów)
WIDZOWIE:
 9 000

Relacja

Liczyliśmy na 3 punkty

Dzisiaj, o godzinie 17:30 warszawska Legia rozegrała mecz z Górnikiem Zabrze. W ostatnim sezonie legioniści dwa razy zremisowali. Dzisiejszy mecz był bardzo dobrą okazją do pokazania kto jest lepszy, a także dla poprawienia niekorzystnego bilansu spotkań pomiędzy tymi drużynami.
Przed meczem, Sylwester Czereszewski dostał upominek od prezesa Legii w związku z setnym meczem w drużynie warszawskiej.
Dwie minuty później sędzia rozpoczyna spotkanie. Już w drugiej minucie legioniści przeprowadzają akcję, w polu karnym przewraca się jeden z nich, sędzia jednak nie daje się nabrać. W 5 min. Rafał Siadaczka podaje do Marka Citki, który pięknym zwodem mija obrońcę i dośrodkowuje na pole karne, ale Bledzewski pewnie łapie piłkę. Po trzech minutach następna akcja legionistów, Sokołowski strzela zza pola karnego broni bramkarz gości. W 12 minucie euforia na trybunach. Po faulu obrońcy Górnika, sędzia dyktuje jedenastkę. Do piłki podchodzi Piekarski i ..... fatalnie przestrzela. Jęk zawodu na trybunach. Po paru minutach legioniści znowu atakują. Marcin Mięciel strzela główką ale Bledzewski jest na posterunku. W 18 minucie następuje pierwsza zmiana w zabrzańskiej drużynie. Boisko opuszcza Wiśniewski. Zastępuje go Szemoński. Dwie minuty później sędzia pokazuje pierwszą żółtą kartkę, którą otrzymał Citko. W 23 min. boisko opuszcza Sokołowski, zastępuje go Wróblewski. Po pięciu minutach sprytnie dośrodkowanie Majewskiego łapie zabrzański bramkarz. W 30 minucie następną w tym meczu kartkę ogląda zawodnik warszawski, a jest nim Piekarski. Po chwili pierwszą żółtą kartke otrzymuje zawodnik gości. W 36 min Zieliński podaje do Citki, a ten mija bramkarza i podaje za mocno do Wróblewskiego. Radek próbował jeszcze dośrodkować ale uczynił to niecelnie. W 43 min pierwszą akcję-kontrę przeprowadzili goście. Szemoński podaje do Koandery ale ten w sytuacji sam na sam strzela fatalnie. Piłka nawet nie dolatuje do lini bramkowej. Legia odpowiada natychmiast. Wróblewski znajdując się sam na sam z bramkarzem Górnika trafia w jego nogi. W ostatniej minucie pierwszej połowy Jacek Zieliński dostaje żółtą kartkę. Sędzia dyktuje rzut wolny. Strzał Kompały łapie Robakiewicz.
Kanodera próbuje zablokować Marcina Mięciela - fot. PAP Oceniając pierwszą połowę, legioniści zagrali dobrze ale skuteczność pozostawiała wiele do życzenia.
W czasie przerwy następuje zmiana w Legii. Za Bartka Karwana wchodzi Sylwek Czereszewski.
Już w 13 sekundzie drugiej połowy po katastrofalnym błędzie warszawskiej obrony Szemoński znalazł się sam na sam z Robakiewiczem ale bramkarz warszawskiej drużyny znakomicie obronił. W 50 min kolejną groźną akcję w drugiej połowie przeprowadzili zabrzanie. Jednak strzał Prasnala broni bramkarz Legii. W 54 min. Mięciel podaje do nadbiegającego Czereszewskiego, ale strzał tego ostatniego przelatuje wysoko nad bramką. Dwie minuty później akcja górniczej jedenastki. Robakiewicz uprzedza wychodzącego na czystą pozycję Kaonderę. W 57 min Piekarski podaje z wolnego do Czereszewskiego ale strzał Sylwka z czterech metrów przelatuje wysoko nad poprzeczką. Chwilę później odpowiadają goście, ale strzał bardzo aktywnego Kaondery jest słaby i niecelny. W 61 min rzut rożny wykonuje Citko. Głową strzela Czereszewski trafia w spojenie, ale Giuliano stoi tam gdzie powinien i umieszcza piłkę w siatce. 1:0 dla Legii. Minutę później akcja Górnika, ale strzał Kompały broni Robakiewicz.
Chwilę później Kocyba łapie za rękę Mięciela ale sędzia nie pokazuje żółtej kartki. Kibice głośno i dobitnie protestują. W 68 min. gol dla Górnika. Po błedzie Giuliano, Bonk przejmuje piłkę i podaje Szemońskiego a ten strzela nie do obrony. Piłka odbija się od słupka i wpada do bramki. Konsternacja na trybunach. Kibice gości rozpalają race. W 74 min Ngudy zastępuje Kaonderę, a pięć minut później Piekarski schodzi z boiska. Na boisku pojawia się Jarzębowski. W 83 min Kompała strzela nad poprzeczką bramki gospodarzy. Dwie minuty później Siadaczka dośrodkowuje, Bledzewski piąstkuje, dopada do niej Czereszewski i strzela. Piłkę z bramki wybija Kolasa. W 86 min Gierczak zastępuje Bonka. W 88 min znakomity rajd Radka Wróblewskiego, mija dwóch obrońców zabrzańskiej jedenastki ale dośrodkowuje bardzo niecelne. Dwie minuty później Majewski strzela z dystansu ale bardzo niecelnie. Po chwili Ngudy uderza z 40 metrów ale Robakiewicz broni. Po chwili sędzia kończy spotkanie.
Oceniając cały mecz.....coż gra przyzwoita. Wynik jest taki jaki jest.... stracone dwa punkty. Niestety dzisiaj paru naszych zawodników pokazało poziom drugoligowy. Pierwsza połowa na 5 a druga na 4..... ogólna ocena 4 z minusem. Franek Smuda musi chyba z zawodnikami poważnie porozmawiać!

Autor: Woytek

Pomeczowe wypowiedzi:

Mieczysław Broniszewski - Przyjechaliśmy do Warszawy doskonale świadomi klasy i możliwości Legii, bo na pewno jest to zespół lepszy od Górnika. Nasza taktyka opierała się głównie na kontrach. Na początku wielka nawałnica Legii, która, na szczęście, nie wykorzystała rzutu karnego. Już do przerwy mogliśmy strzelić co najmniej trzy bramki. W drugiej połowie zagraliśmy zdecydowanie lepiej niż w pierwszej, mimo że musieliśmy nawet wybijać piłkę z linii bramkowej. Gdyby nie niedokładność moich napastników mogliśmy się nawet pokusić o zwycięstwo w tym meczu. Jeśli natomiast chodzi o brak Szemońskiego wyjściowej jedenastce, to było to od początku przewidziane i jak się okazało dobrze przemyślane.

Franciszek Smuda - W moim przekonaniu pierwsza połowa, mimo dużego upału, wypadła bardzo dobrze. Byliśmy stroną atakującą, a więc musieliśmy więcej biegać i siłą rzeczy tracić więcej sił niż Górnik. Tak więc łatwiej było zespołowi temu, który tylko przeszkadzał. Szkoda straty punków. Będziemy ich musieli szukać na wyjeździe, skoro w domu nie dajemy sobie rady. Natomiast Sylwek zagrał dziś ofensywnego pomocnika. Jest to dziwny zawodnik, bo ani atak, ani obrona, nic mu nie odpowiada. Sami mówiliście, że obrońcy go wyprzedzają itd. Dziś zagrał dobry mecz, a więc jak na razie sprawdza się w pomocy. Co do Sokołowskiego, to doznał on lekkiej kontuzji.

Autor: Michał Szmitkowski


Relacja z trybun

Doniesienia z Krytej: Jak to się stało?

Radosław Wróblewski mija Michała Probierza. - fot. PAP Czyżby Legia wyczerpała już na ten sezon limit szczęścia? O ile wiele osób drwiło iż właśnie głównie fartowi Legia zawdzięcza wygraną w Radzionkowie i remis w Łodzi to mecz z Górnikiem był totalnym nieszczęściem. Początek meczu przy ogłuszającym dopingu i niesamowitej duchocie był doskonały. Ataki Legii sunęły na bramkę rywala jeden za drugim a Zabrzanie mieli kłopoty z opuszczeniem własnej połowy. W 13 minucie po sprytnie sprowokowanym faulu na Marku Citce sędzia podyktował rzut karny i wydawało się, że już po kłopotach. Niestety Mariusz Piekarski fatalnie przestrzelił. Zmarnowany rzut karny specjalnie nie zdeprymował ani piłkarzy ani kibiców. Legia wspierana wspaniałym dopingiem atakowała nadal, niestety jak zwykle zawodziła skuteczność. Dobre sytuacje marnował Marcin Mięciel. Marek Citko odstawiał brazylianę i próbował kiwać się z trzema obrońcami naraz tracąc z reguły piłkę. Prawdziwym postrachem byli skrzydłowi Wróblewski i Giuliano. Dopiero pod sam koniec pierwszej połowy goście przeprowadzili pierwszą akcję na bramkę Legii, po samotnym rajdzie Kaondera strzelił dość lekko i prosto w Robakiewicza, który nie miał żadnych problemów z obroną. Po przerwie mieliśmy obawy, że taktyka zabrzan przetrzymanie pierwszych ataków i zabieganie legionistów przyniesie skutek. Co gorsza po fatalnym kiksie Zielińskiego i Siadaczki Marek Szemoński znalazł się sam na sam z Robakiewiczem tylko temu, że zabrzański napastnik sam był zaskoczony prezentem Legia zawdzięczała, że nie straciła bramki. Kolejne minuty to znowu ciągłe ataki Legii, ale nieco odważniejsi goście zaczęli na szczęście niegroźnie atakować. Okazało się, że czarnoskóry Kaondera jest doskonały kondycyjnie i o ile w pierwszej połowie nie stwarzał zagrożenia to w drugiej co chwilę urywał się naszym obrońcom. Trzeba dodać, że mecz rozgrywany był w bardzo ciężkich warunkach. Okropny upał połączony z duchotą na pewno nie ułatwiały zadania. Wreszcie przyszła 61 minuta, po rzucie rożnym Sylwek Czereszewski uderzył główką, piłka odbiła się od poprzeczki, kiedy opadała parę metrów od bramki podbiegł do niej Giuliano i prezyzyjną główką w długi róg skierował ją do siatki. Ledwo minęła euforia na trybunach, kiedy kibice skandowali imię Brazylijczyka, Giuliano stracił piłkę w środku boiska, podanie trafiło do nie pilnowanego Szemońskiego. I tu obrona Legii totalnie zawaliła sprawę. Szemoński podobnie jak Ilie w meczu w Bukareszcie spokojnie przyjął piłkę podszedł w stronę bramki, przymierzył i prezycyjnie uderzył w róg. Piłka odbiła sie od słupka i wpadła do bramki - Robakiewicz był bez szans. Kibice Górnika odpalili race a na trybunach Legii zapadła cisza. Była to dopiero 67 minuta gry i pozostało jeszcze sporo czasu. Legioniści rzucili się do ataku, ale brakło już szczęścia i sił. Największego pecha miał Czereszewski jego strzał wybił obrońca z linii bramkowej. Mecz skończył się remisem 1:1. Szkoda głupio straconych punktów, szkoda wysiłku wielu piłkarzy. Mecz był w zasadzie wygrany. Do przerwy Legia powinna prowadzić 3:0. Ale skoro nie wykorzystuję się karnych i marnuje masę sytuacji nie można potem narzekać na pecha. Niestety wielu naszych piłkarzy zawiodło delikatnie mówiąc. Rafał Siadaczka grał fatalnie, Marek Citko powinien wreszcie zrozumieć, że drugim Ronaldo to nie jest i lepiej podać nie obstawionemu partnerowi niż iść na przebój w największy tłum rywali. Nadal w Legii nie ma napastnika, ani piłkarza który umiał by uderzyć głową. Nie ma egzekutora rzutów wolnych i rożnych, są to dla Legii stracone piłki. Za tydzień Legia jedzie do Szczecina. Pogoń podbudowana zwycięstwem w Krakowie i niesiona dopingiem 20 tys. kibiców będzie bardzo ciężkim przeciwnikiem, wydaje się że jeden punkt przywieziony ze Szczecina będzie sukcesem, chyba że do tego czasu nastąpią wzmocnienia wtedy wszystko jest możliwe. Legia jest druga w tabeli, ale z taką grą ciężko będzie wygrać ligę nie mówiąc już o podbojach Europy.

Autor: Poll


Fotoreportaż z meczu




Wasze pomeczowe komentarze (0)