Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Kielce - Sobota, 23 września 2006, godz. 20:15
Ekstraklasa - 8. kolejka
Herb Korona Kielce Korona Kielce
  • 5' Djoković
  • 36' Bagnicki
  • 81' Zganiacz (k)
3 (2)
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 52' Janczyk
1 (0)

Sędzia: Krzysztof Słupik
Widzów: 15500
Pełen raport
Byli legioniści tryumfowali w sobotni wieczór w Kielcach - fot. Woytek

Grali swoje

Po dobrym występie Legii w meczu z Wisłą Płock wylano na nas kubeł zimnej wody. Blamaż w Sanoku wywołał ogromne negatywne emocje wśród kibiców. Zdawać by się mogło, że spotkanie w Kielcach będzie dla piłkarzy świetną okazją do rehabilitacji za jesienne słabe wyniki. Tymczasem pierwszą groźną akcję skonstruowali gospodarze. Już w drugiej minucie faulowany był jeden z piłkarzy Korony, ale arbiter z Tarnowa zastosował przywilej korzyści. Dwie minuty później sędzia odgwizdał faul w samym narożniku boiska. Do piłki podszedł Kaczmarek, dośrodkował. W górę wyskoczył Djoković i uderzeniem głową pokonał Łukasza Fabiańskiego. Warto zauważyć, że zawodnik Korony był zupełnie nie pilnowany przez warszawskich obrońców.
Z minuty na minutę gra zaostrzała się coraz bardziej. Już w 7. minucie z boiska został zniesiony Grzegorz Bronowicki. Legionista ostatecznie dokończył jednak spotkanie. Chwilę później po raz pierwszy na poważnie zaatakowała Legia. Ładne podanie wzdłuż pola karnego zagrał Dawid Janczyk, ale żaden z legionistów nie zamykał akcji. W 12. minucie oglądaliśmy kolejną świetną akcję w wykonaniu gospodarzy. Kielczanie rozegrali długie podanie na lewą stronę, później dośrodkowanie do Bagińskiego, a ten uderzył z niewielkiej odległości na bramkę Fabiańskiego. Golkiper Legii był jednak na posterunku.

Początek spotkania zdecydowanie należał do Korony. Gospodarze atakowali, stwarzali groźne sytuacje, a Legia nie potrafiła poważnie zagrozić bramce Mielcarza. Legioniści grali agresywnie, momentami wręcz brutalnie. Głośno wyrażali również swoją dezaprobatę względem dezycji sędziego. Już w 15. minucie żółtą kartką ukarany został Dickson Choto. Piłkarz Legii popchnął Macieja Kowalczyka.
W 32. minucie ładne podanie otrzymał mniej widoczny dzisiaj Miroslaw Radović, odegrał do Janczyka, ale ten zamiast oddać strzał, próbował efektownie podać do kolegów. Niestety, żadnego z zawodników Legii nie było w pobliżu... W 25. minucie piłkarze Legii mogli doprowadzić do wyrówania. Roger podał prostopadle do Radovcicia, piłka przeszła między Djokoviciem i Hernanim, ale Mielcarz dobrze wyszedł z bramki i uratował gospodarzy przed utratą gola. Niespełna dziesięć minut później Legia przeprowadziła najlepszą akcję w pierwszej połowie. Świetne dośrodkował Junior, piłka trafiła najpierw do Eltona, później w sporym zamieszaniu w polu karnym próbował z niewielkiej odległości strzelać Janczyk, niestety niecelnie. Za to dwie minuty później było już 2-0 dla Korony. Zganiacz podał do Kowalczyka, ten ograł Bronowickiego i oddał strzał. Fabiański zdołał odbić piłkę ręką, ale ta trafiła wprost pod nogi Bagnickiego. Piłkarz z Kielc nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem golkipera Legii. Przed przerwą fantastycznym uderzeniem popisał się Edson, ale Mielcarz cudem wybił piłkę. Jeszcze tylko Edson wdał się w przepychanki z Kowalczykiem, zobaczył żółtą kartkę, a Janczyk zepsuł fantastyczną sytuację, kiedy to będąc zupełnie niepilnowanym, uderzył wprost w bramkarza, i sędzia zakończył pierwszą część spotkania.

Druga połowa rozpoczęła się mocnym uderzeniem Korony. Gospodarze przeprowadzali niebezpieczne kontry, a Legia męczyła się w ataku pozycyjnym. W 52. minucie padł pierwszy i, jak się potem okazało, jedyny gol dla Legii. Roger bardzo ładnie podał na prawą stronę do Eltona, ten odegrał do wychodzącego na czystą pozycję Janczyka, a dzisiejszy jubilat lewą nogą pokonał w połowie leżącego już Mielcarza. W tym momencie było już tylko 2-1 i wielka szansa na powtórzenie wyniku z ubiegłego sezonu. Mylił się jednak ten, kto myślał, że Legia rzuci się do ataku i odrabiania strat. Po strzelonej bramce, tradycyjnie już, nastąpiła chwila odprężenia. Zresztą w tym momencie Korona również nieco przysnęła, więc nic ciekawego na boisku się nie działo. W końcówce spotkania Legia poderwała się jeszcze do ataku. W 62. minucie z dystansu huknął Edson, ale Mielcarz odbił piłkę, a dobitka Janczyka minęła bramkę. Kolejne uderzenie z dystansu, tym razem Juniora, również nie przyniosło zmiany rezultatu. W 67. minucie 25 metrów od bramki Korony faulowany był Elton. Do rzutu wolnego podszedł oczywiście Edson, ale jego mocne uderzenie przeszło minimalnie obok lewego słupka bramki Mielcarza. Kilka minut póżniej Mamadou Balde przytrzymywał w polu karnym Macieja Kowalczyka. Piłkarz Korony przerwócił się, ale sędzia Słupik nie wskazał na "wapno". Co się odwlecze, to nie uciecze. W 80. minucie Miroslav Radović faulował w polu karnym Grzegorza Bonina, co więcej - został ukarany za to czwartą żółtą kartką, która wykluczy go z występu przeciwko Wiśle Kraków. Arbiter nie miał w tym wypadku żadnych wątpliwości, a jedenastkę na gola pewnie zamienił kolejny były piłkarz Legii, Mariusz Zganiacz. W tym momencie zamiast 2-2 było już 3-1. Rezultat spotkania nie uległ już zmianie, choć Korona miała jeszcze szansę na podwyższenie wyniku.

Jest to trzecia porażka Legii jesienią w lidze. Co ciekawe, Wojskowych dobili byli legioniści, dla których zabrakło miejsca w drużynie...
I choć widać było, niewielką ale zawsze, poprawę w grze warszawskiego zespołu, to najważniejsze są przecież wyniki i punkty, a tych jak nie było, tak nie ma. Zawodzi przede wszystkim środek boiska. Wciąż brak Legii rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. Zupełnie niewidoczny w meczu z Koroną był Łukasz Surma. Większość piłek wrzucana była na głowę, albo do nikogo. Dość powiedzieć, że legioniści przegrywali prawie wszystkie pojedynki główkowe, a do wielu z nich nawet nie próbowali podejść. Razi także dramatyczna wręcz nieskuteczność. A co gorsza, nie ma w tej chwili w Legii żadnej alternatywy na tej pozycji.
Chyba wszyscy mamy już dosyć oglądania takich widowisk. Wszystko wskazuje na to, że ukaranie piłkarzy nie wystarczy, żeby zmotywować ich do dobrej gry. Trzeba bardziej radykalnych zmian.