Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Warszawa - Piątek, 10 listopada 2006, godz. 19:00
Ekstraklasa - 14. kolejka
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 12' Janczyk
  • 87' Radović
2 (1)
Herb Odra Wodzisław Odra Wodzisław
    0 (0)

    Sędzia: Mariusz Podgórski
    Widzów: 9165
    Pełen raport
    Legioniści zasłużenie wygrali z Odrą 2-0. Na zdjeciu Sebastian Szałachowski trwardo walczy z obrońcą gości - fot. Mishka

    Nieskutecznie, ale zwycięsko

    Legia pewnie pokonała Odrę Wodzisław i zanotowała piąte zwycięstwo z rzędu. Wydarzeniem meczu był powrót na boisko Piotra Włodarczyka. Popularny „Włodar” porozumiał się z klubem i zagrał pierwszy raz od blamażu w Sanoku, czyli od 20 września. I to by było na tyle na temat ważnych wydarzeń, którym uraczyli nas piłkarze. Mecz z Odrą był z gatunku tych, które trzeba rozegrać i jak najszybciej o nim zapomnieć. Legioniści zbytnio się nie wysilali, ale i tak zdominowali grę. A goście chyba zbyt przestraszyli się Wojskowych i ograniczyli się do obrony.

    Trener Dariusz Wdowczyk przyzwyczaił, że prawie w każdym meczu decyduje się przynajmniej na jedną zaskakujące posunięcie. Nie inaczej było i tym razem. Między słupkami znów pojawił się Łukasz Fabiański, który zastąpił Jana Muchę. Podobno grę „Fabiana” mięli w piątkowy wieczór oglądać jego potencjalni nowi pracodawcy. Jeżeli rzeczywiście tak było to nie zobaczyli zbyt dużo. Bramkarz Legii praktycznie przez cały mecz nie miał nic do roboty. Na brak zajęcia nie narzekali jednak jego koledzy z ofensywy. Już w 12. minucie ich starania zostały uwieńczone bramką. Prawym skrzydłem akcje przeprowadził Aleksandar Vuković i Miroslav Radović. Ten ostatni podał w pole karne. Tam czekał już Dawid Janczyk, który nie miał problemów z pokonaniem Wojciecha Skaby. Chwilę potem pierwszy kontakt z piłką zanotował... Fabiański. Przynajmniej miał okazję do rozgrzania się:) W pierwszej połowie legioniści na dobre zadomowili się na połowie przyjezdnych. Nie potrafili jednak zdobyć kolejnej bramki. Kolejne sytuacje marnował Janczyk, który nadal nie może powrócić do formy, którą prezentował wiosną. To strzelał wprost w ręce Skaby, to znów fatalnie skiksował. W doliczonym już czasie gry tylko poprzeczka uratowała wodzisławian od straty gola. Po strzale główką Herberta Dicka bramkarz gości sparował strzał właśnie na nią i gola nie było.

    Druga połowa rozpoczęła się błyskotliwie. Jednak to nie piłkarze obu drużyn błyszczeli na boisku. To fani po raz kolejny odpalili racę i przyłączyli się do protestu. TO MY NADAJEMY KOLORYTU SZAREJ POLSKIEJ PIŁCE. Tymczasem mijały minuty, gra się wyrównała, Janczyk trafił w słupek, ale i tak wszyscy czekali na powrót „Włodara”. Wreszcie ich cierpliwość została nagrodzona w 60. minucie, gdy zmienił on Janczyka. Wielkie brawa i chóralne śpiewy zagościły na trybunach. - Niby tylko truchta, ale jakoś lepiej niż ostatnio – komentowano z humorem grę „Władeczka”. Włodarczyk szybko wziął się do roboty i już po kilku chwilach... stracił piłkę. Potem było już lepiej. „Włodar” oddał kilka strzałów na bramkę Skaby. Najgroźniejszy był ten z 70. minuty, gdy piłka minimalnie minęła bramkę. Koledzy chyba chcieli dodać otuchy Włodarczykowi i sami też marnowali okazję. Zarówno Grzegorz Bronowicki i Radović nie potrafili przedrzeć się przez obronę. Wreszcie w 88. minucie padła bramka na 2:0. Piłkę przed polem karnym przejął Roger. Podał do Włodarczyka, a ten odegrał do Burkhardta. Po strzale „Burego” piłka po rękach bramkarza zmierzała do bramki. Tuż przed linią bramkową dopadł do niej Radović i wepchnął ją do bramki. I komu zapisać tu gola? Po meczu Burkhardt rozwiał wątpliwości przyznająć, że to Serb był ostatnim, który dotknął piłki. Najważniejsze, że piłka wylądowała w siatce. Nie był to jeszcze koniec emocji. W 93. minucie sam przed Skabą znalazł się bohater wieczoru „Włodar”. Skończyło się na rzucie rożnym, bo „Władeczek” musiał uznać wyższość bramkarza gości. Ktoś złośliwi mógłby powiedzieć „Jak zawsze”. Na szczęście uczucie zawiści i złośliwości jest nam obce.

    Piąta wygrana z rzędu cieszy. W ostatnich pięciu meczach legioniści zdobyli więcej punktów niż w początkowych dziewięciu. Może i nie grają ładnie dla oka, ale są skuteczni. Może i zamęczają rywali, ale co z tego skoro mogą dopisać kolejne trzy punkty. Jeszcze kilka tygodni temu nikt głośno nie mówił o obronie tytułu a teraz są na to realne szanse. I tylko jedno nadal nie wiadomo – czy to Legia jest taka dobra, czy też liga tak słaba? Okazja do zweryfikowania tego pytania, choć tylko częściowego, już w następną sobotę. Wojskowi pojadą do dalekiego Lubina by spotkać się z tamtejszym Zagłębiem. Szósta wygrana będzie bardzo mile widziana.

    Autor: Tomek Janus