Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Płock - Wtorek, 27 lutego 2007, godz. 17:00
Puchar Ekstraklasy - faza grupowa
Herb Wisła Płock Wisła Płock
    0 (0)
    Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    • 7' Smoliński
    1 (1)

    Sędzia: Mariusz Żak
    Widzów: 2000
    Pełen raport
    Piotr Bronowicki zadebiutował w drużynie Legii, w wygranym meczu z Wisłą Płock - fot. Adam Polak

    Płock zdobyty

    Po golu Marcina Smolińskiego Legia pokonała Wisłę Płock 1-0 i tym samym może już szykować się do meczu 1/4 finału Pucharu Ekstraklasy. Zwycięska bramka dla Wojskowych padła już w 7. minucie. Wtedy to Marcin Burkhardt, który wcześniej otrzymał podanie od Piotra Włodarczyka, odegrał na lewą stronę do Smolińskiego. Ten szybko zdecydował się na strzał i Robertowi Gubcowi nie pozostało nic innego jak wyciągnięcie piłki z siatki.

    Pierwsza połowa to okres zdecydowanej przewagi Legii. Piłkarze mistrza Polski nie potrafili jednak udokumentować jej kolejnymi trafieniami. Z przodu usiłował szarpać Piotr Włodarczyk do spółki z Bartłomiejem Grzelakiem. Niestety ich akcje zazwyczaj kończyły się na linii obrony. Duet doświadczonych napastników prezentował się gorzej niż ich młodsi koledzy, Dawid Janczyk i Maciej Korzym podczas sobotniego meczu z ŁKS-em Łódź. Na prawym skrzydle ambitnie walczył Piotr Bronowicki, ale z chęciami nie zawsze w parze szły umiejętności nowego nabytku Legii. Trzeba jednak przyznać, że czego jak czego, ale ambicji "Skuterowi" na pewno nie brakuje. Jeżeli na dobre zaaklimatyzuje się w drużynie, a co więcej poprawi styl gry, Wojskowi będą mieli z niego pożytek.

    Nieliczne akcje w pierwszej połowie stwarzali także gospodarze. Na posterunku był jednak Jan Mucha, który nie miał zbyt wielu okazji do pokazania swego bramkarskiego kunsztu. Po strzałach Ireneusza Kowalskiego i Vahana Gevorgyana nie musiał nawet interweniować i tylko wzrokiem odprowadzał niecelne strzały. Gdy musiał zaś bronić, czynił to bardzo pewnie.

    Druga połowa znów rozpoczęła się od mocnego uderzenia Legii. Prawą stroną szarżował Wojciech Szala. Wbiegł w pole karne i zdecydował się na wstrzelenie piłki w kierunku bramki. Trudno jednoznacznie wyrokować czy popularny "Szalken" chciał podawać, czy też strzelać. Ostatecznie piłka nabrała dziwnej rotacji, przeleciała nad bezradnym Gubcem i wylądowała na słupku bramki. Niestety po odbiciu się od niego wyszła w pole i drugiej bramki nie było.

    Druga połowa stała na niższym poziomie niż pierwsza. Wiślacy nadal usiłowali nieporadnie atakować, ale na duet Choto – Hugo było to zbyt mało. Pod bramką Wojskowych gorąco zrobiło się, gdy bezpańska piłka przeleciała w poprzek pustej bramki. Na szczęście nie było tam żadnego z piłkarzy Wisły i gol nie padł. Także ataki Legii straciły na impecie i gra często koncentrowała się w środkowej strefie boiska. W końcowych sekundach spotkania dobrą okazję zmarnował Włodarczyk. "Władeczek" otrzymał futbolówkę w polu karnym. Choć miał dużo miejsca i czasu, nie mógł się zdecydować, jak zakończyć tak wyborną akcję. Ostatecznie mając przed sobą tylko Gubca, wybrał najgorzej jak mógł. Zdecydował się na mocny, ale niestety niecelny strzał. Drugiej bramki nie było i legioniści musieli się zadowolić skromnym zwycięstwem 1-0.

    Z wyniku zadowolony był jednak szkoleniowiec warszawian, Dariusz Wdowczyk. "Może spotkanie nie stało na najwyższym poziomie, ale i tak cieszę się, że strzeliliśmy jedną bramkę i wygraliśmy" – mówił "Wdowiec". W podobnym tonie wypowiadał się trener gospodarzy. Wszystko dlatego, że mecze Pucharu Ekstraklasy przez większość klubów traktowane są jako przetarcie przed pierwszą wiosenną kolejką ekstraklasy.

    A ta startuje już w najbliższy piątek. Wtedy to Wojskowi udają się do Krakowa, gdzie spotkają się z miejscową Cracovią. Na inaugurację sezonu legioniści odprawili krakowian z bagażem trzech bramek. W Krakowie o tak duży dorobek bramkowy może być trudno. Wygrana nie jest jednak niemożliwa. Do odrobienia są przecież trzy punkty straty do lidera z Bełchatowa. Każde oczko będzie więc ważne. Pierwsze trzy wypadałoby zapisać na swoim koncie już w piątek.

    Autor: Tomek Janus