Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Płock - Wtorek, 17 kwietnia 2007, godz. 18:00
Ekstraklasa - 22. kolejka
Herb Wisła Płock Wisła Płock
    0 (0)
    Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    • 25' Włodarczyk
    • 62' Roger
    • 85' Włodarczyk
    3 (1)

    Sędzia: Zdzisław Bakaluk
    Widzów: 7000
    Pełen raport
    Radość Piotra Włodarczyka i Bartłomieja Grzelaka po pierwszej bramce - fot. Adam Polak

    A jednak potrafią?

    Gdy wydawało się, że sezon trzeba spisać już na straty, legioniści wreszcie wzięli się do roboty. W sobotę 3-0 pokonali Arkę, a dziś swój wyczyn skopiowali na stadionie Wisły Płock. Dwie bramki strzelił wyszydzany przez wielu Piotr Włodarczyk. Trzecie trefienie dołożył Roger i druga wygrana z rzędu stała się faktem.

    Przed meczem trener Jacek Zieliński miał problem z zestawieniem linii ataku. Tym razem był to jednak problem bogactwa. "Postanowiliśmy z trenerami wystawić Piotra Włodarczyka. To idealny zawodnik na grę z kontrataku" – wyjaśniał po meczu szkoleniowiec Legii. Okazało się, że było to bardzo dobre posunięcie. "Skoro trener na mnie postawił to musiałem się jakoś odwdzięczyć. Zrobiłem to strzelając dwa gole" – tłumaczył skromnie po meczu "Włodar". Pierwszy raz "Władeczek" wpisał się na listę strzelców w 25. minucie. Cała akcja zaczęła się dość przypadkowo. Obrońcy Wisły tak nieporadnie wybijali piłkę, że trafili w Rogera. Piłka po rykoszecie trafiła pod nogi Włodarczyka. Ten długo zwlekał ze strzałem, ale jak już uderzył, to z wielką klasą. Po mocnym uderzeniu piłka minęła bramkarza i niewiele brakowało by rozerwała siatkę. Może uderzenie nie było aż tak mocne, ale strzał był naprawdę przedniej marki.

    Drugi raz Włodarczyk ukąsił pod koniec spotkania. Znów dostał dobre podanie od Rogera. Wydawało się jednak, że napastnik Legii straci piłkę. Zamiast tego, zaczął swój przedziwny taniec z piłką niczym w maju 2006r. w Zabrzu. Po minięciu Petera Leranta, "Włodar" znalazł się sam przed Robertem Gubcem. Ten sparował niezbyt mocny strzał, ale piłka i tak wylądowała w siatce. "Co z tego, że akcja nie był ładna? Grunt, że piłka wpadła tam, gdzie trzeba" – tłumaczył uśmiechnięty strzelec.

    Strzeleckie popisy "Władeczka" przedzielił Roger, który w 62. minucie także wpisał się na listę strzelców. Duża w tym zasługa Grzegorza Bronowickiego, który popisał się dobrym podaniem z lewego skrzydła. W polu karnym czekał już Brazylijczyk, który pewnym strzałem dał Legii prowadzenie 2-0. I na tym szansę Wojskowych na kolejne bramki praktycznie się kończą.

    Legia grała bardzo skutecznie, a gospodarze marnowali swe sytuacje. W 28. minucie, po dośrodkowaniu z prawej strony, groźnie strzelał Sławomir Peszko, ale jego strzał minął bramkę strzeżoną przez Łukasza Fabiańskiego. W drugiej połowie szczęście wciąż było przy bramkarzu Legii. Z prawej strony dośrodkował Wahan Gevorgyan. "Fabian" minął się z piłką, a ta szybko wylądowała pod nogami Ireneusza Kowalskiego. Na szczęście ekslegionista przestrzelił z ok. 10 metrów. Pod koniec spotkania "Nafciarze" zmarnowali szansę na choćby honorową bramkę. Z 12 metra uderzał Krzysztof Kretkowski, ale Fabiański w pięknym stylu wybronił mocny strzał.

    Dwa mecze, dwa razy po 3-0. Wypada się tylko cieszyć, ale pewne pytania nasuwają się same. Dlaczego początek rundy był tak słaby? Dlaczego Legia zaczęła grać dobrze tak późno? Dlaczego dobre wyniki pojawiły się dopiero po zwolnieniu trenera? I czy nie jest za późno na gonienie czołówki? Pytań wiele, a odpowiedzi znaleźć trudno. Dużo mądrzejsi będziemy w przyszły piątek 27 kwietnia ok. godz. 22. Wtedy Legia będzie miała za sobą mecze z Koroną Kielce i Wisłą Kraków. Jeżeli zgarnie w nich komplet punktów, to w lidze wszystko będzie jeszcze możliwe.

    Autor: Tomek Janus