Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Warszawa - Sobota, 26 maja 2007, godz. 18:00
Ekstraklasa - 30. kolejka
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 31' Włodarczyk
1 (1)
Herb Zagłębie Lubin Zagłębie Lubin
  • 45' Arboleda
  • 75' Stasiak
2 (1)

Sędzia: Hubert Siejewicz
Widzów: 11983
Pełen raport
Rok temu to legioniści cieszyli się w ten sposób na Łazienkowskiej. Dziś na tym samym stadionie świętowało Zagłębie - fot. Adam Polak

Łazienkowska znowu gościnna

Legia przegrała 1-2 z Zagłębiem Lubin i to „Miedziowi” świętują mistrzostwo Polski. Jednak w końcówce meczu na boisku widzieliśmy cuda. Najpierw arbiter nie podyktował karnego po faulu na Smolińskim. Następnie Roger strzelił gola, którego najpierw sędzia nie uznał, następnie uznał i ostatecznie... nie uznał. „Złodzieje” - przez kilkanaście minut niosło się na Stadionie Wojska Polskiego. Nasi piłkarze po raz kolejny przegrali ważne spotkanie, po raz kolejny dzięki ich postawie na naszym stadionie goście cieszyli się ze zdobycia mistrzostwa.

Mecz rozpoczął się od szybkich ataków legionistów, którzy natychmiast przejęli inicjatywę. Już w 4. minucie oko w oko z Michalem Vaclavikiem stanął Piotr Włodarczyk. Niestety napastnik Legii strzelił wprost w czeskiego bramkarza lubinian. Swą pomyłkę „Włodar” naprawił w 31. minucie, kiedy z najbliższej odległości wpakował piłkę do bramki. Duża jednak w tym zasługa Bartłomieja Grzelaka, który fantastycznie zabrał się z piłką podaną właśnie przez „Władeczka”. Napastnik pozyskany zimą z Widzewa miał przed sobą już tylko Vaclavika. Zdecydował się, więc na strzał. Bramkarz odbił piłkę, a głową niemalże z linii bramkowej wybił ja jeden z obrońców Zagłębia. Uczynił to na tyle nieszczęśliwie, że podał wprost pod nogi Włodarczyka i było 1:0.

Wcześniej legioniści zmarnowali jeszcze kilka dogodnych sytuacji. Minimalnie obok słupka głową strzelał Roger. Kilka akcji tradycyjnie zmarnował też Włodarczyk, który zdążył już do tego przyzwyczaić kibiców. Przez całą pierwszą połowę Wojskowi byli stroną dominującą i nie pozwalali na wiele kandydatowi do mistrzowskiej korony. I gdy wydawało się, że Legia dowiezie prowadzenie do przerwy, padł gol wyrównujący. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, na 5.metrze zupełnie niepilnowany był Manuel Arboleda, który potężnym strzałem pokonał Łukasza Fabiańskiego. Piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i ziemi, by ostatecznie wylądować w siatce. Do przerwy było więc 1:1.

W drugiej połowie legioniści prezentowali się dużo gorzej, a lubinianie nie mając nic do stracenia, polowali na kolejną bramkę. Ich starania zostały nagrodzone w 75. minucie. Wcześniej, po raz pierwszy w roli głównej wystąpił sędzia. W polu karnym sam przed Vaclavikiem znalazł się Marcin Smoliński. Po chwili minął on bramkarza i padł na murawę. Karny wydawał się ewidentny. Sędzia pomknął w kierunku pola karnego, gdzie żółtą kartką ukarał… Smolińskiego. O karnym nie było nawet mowy. Ale to i tak nic w porównaniu z tym co wydarzyło się pod koniec spotkania. Wcześniej Zagłębie strzeliło jednak drugiego gola. Piłkę z lewej strony otrzymał Łukasz Piszczek, który dobiegł z nią do linii końcowej, skąd podał na 11 metr. Tam czekał już Michał Stasiak. Uderzona przez niego piłka, odbiła się jeszcze od jednego z legionistów i wpadła do siatki obok bezradnego „Fabiana”. W tym momencie lubinianie byli mistrzami Polski a na murawie zaczęły się dziać cuda.

Ich kulminacja nastąpiła w 85. minucie, gdy piłka po strzale Rogera wylądowała w siatce lubinian. Najpierw sędzia Siejewicz nie uznał gola. Potem pokazał, że bramka jednak była. Po chwili podbiegł do sędziego liniowego i ponownie nie uznał gola. W tym momencie chyba nikt nie wiedział o co chodzi, a gromkie „Złodzieje! Złodzieje!” niosło się po trybunach. Najgorsze wcale nie jest to, że sędzia nie uznał gola. Dziwi za to tłumaczenie Huberta Siejewicza. „To był mój błąd techniczny. Chciałem pokazać, że był faul i źle podniosłem rękę” – plątał się w wyjaśnieniach po meczu Siejewicz. Nie zmienia to jednak faktu, że to jednak za jego sprawą mecz zakończył się w niemiłej atmosferze.

Zagłębie wygrało i może świętować tytuł mistrza Polski. Legia z 10 porażkami zajęła trzecie miejsce i zagra w Pucharze Intertoto. Jest jeszcze Puchar Ekstraklasy, ale cytując Aleksandra Vukovića, te rozgrywki to śmiech na sali. Smutno kończy się więc dla nas ten sezon. Miał być mistrz i zawojowanie Europy, a był wstyd i niedowierzanie, że nawet Stal Sanok potrafi nas ograć. Dobrze, że to już historia. A przed nami nowy sezon i nowe nadzieje. Oby spełnione.

Autor: Tomek Janus