Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Warszawa - Piątek, 1 czerwca 2007, godz. 17:30
Puchar Ekstraklasy - 1/4 finału
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    0 (0)
    Herb Górnik Łęczna Górnik Łęczna
    • 56' Surdykowski
    • 87' Rogowski
    2 (0)

    Sędzia: Leszek Gawron
    Widzów: 1500
    Pełen raport
    Legioniści potykali się o piłkę i własne nogi - fot. Adam Polak

    Wygrali... dłuższe urlopy

    Czas na urlopy! Legia przegrywa 17. mecz w tym sezonie. Tym razem legioniści ulegli Górnikowi Łęczna w Pucharze Ekstraklasy i odpadli w żenującym stylu z tych rozgrywek. To koniec sezonu dla warszawskiego zespołu. Teraz można odpocząć od sezonu i szykować się do rozgrywek Pucharu Intertoto. Pocieszenie takie, że kiedy ostatni raz Legia przegrała 0-2 z Łęczną, wówczas na Łazienkowską przyszedł Grzegorz Bronowicki. Teraz spekuluje się o przenosinach młodego Tomasza Zahorskiego do Warszawy...

    Nie jest to jednak żadnym usprawiedliwieniem dla marnej postawy piłkarzy Legii. By awansować do półfinału Pucharu Ekstraklasy Wojskowym wystarczał bezbramkowy remis, ale okazało się, że nawet to zadanie przerastało możliwości piłkarzy Legii. Pierwsza połowa to męczarnia w wykonaniu obu drużyn. Legioniści chyba myślami byli już na urlopach, bo ich gra na pewno nie była na pierwszoligowym poziomie. Z boiska wiało nudą i dotrwanie do ostatniego gwizdka wymagało niezwykłego hartu ducha od kibiców. Ciekawie było tylko w 34. minucie, gdy Jan Mucha wygrał pojedynek sam na sam z Ferdinandem Chi-Fonem. Legioniści nie potrafili skonstruować nawet takiej akcji, koncentrując się na niedokładnych podaniach i strzałach na wiwat.

    Do przerwy nic groźnego się jednak nie działo, bo bezbramkowy remis dawał awans Legii. Górnik też nie zachwycał, więc powoli można było się szykować do poniedziałkowego półfinału z Dyskobolią. Po raz kolejny okazało się jednak, że jeżeli chodzi o grę Wojskowych, to niczego nie można być pewnym. W 56. minucie było już 0:1. Wszystko za sprawą nieporozumienia pomiędzy Muchą a obrońcami. Słowacki bramkarz wybiegł daleko od własnej bramki by wybić piłkę. Po przebiegnięciu kilku metrów zawahał się jednak i zaczął wracać do swojej bramki. Przy piłce był już jednak Janusz Surdykowski, którym pięknym lobem dał Łęcznej prowadzenie.

    Podrażniona Legii rzuciła się do ataków, ale czyniła to bardzo nieporadnie. Mnożyły się niedokładne podania. Gra była nieustannie zwalniana, a piłka zamiast do przodu ciągle wracała do warszawskich obrońców. Gdy już legionistom udało się podejść pod bramkę Górnika, akcja była marnowana w taki sposób, że nie pozostawało nic innego, jak usiąść i zapłakać. I w końcu stało się to, co musiało się stać. Na trzy minuty przed końcem drugiego gola zdobył Marcin Rogowski. „Teraz strzelą dwa i będzie dogrywka” – szydzono na trybunach. Ale chyba już nikt w to nie wierzył. Jeszcze tylko Aleksandar Vuković – jedyny jasny punkt w tym żałosnym widowisku – trafił w poprzeczkę i sędzia zakończył spotkanie.

    Wielką wygraną w wykonaniu legionistów zakończył się sezon 2006/2007. Udało się im wygrać dłuższe urlopy, na które przecież tak ciężko pracowali. A mówiąc serio był to jeden z najgorszych sezonów w wykonaniu Legii od kilkunastu lat. Po trybunach krąży już taki dowcip. „Co drużyna gości musi zrobić, żeby wygrać na Łazienkowskiej? Przyjechać na mecz.” I niech on da do myślenia wszystkim, którzy w Legii odpowiadają za wyniki. Bo tak dalej być nie może.

    Autor: Tomek Janus