Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Poznań - Sobota, 6 października 2007, godz. 18:00
Ekstraklasa - 10. kolejka
Herb Lech Poznań Lech Poznań
  • 74' Rengifo
1 (0)
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    0 (0)

    Sędzia: Tomasz Mikulski
    Widzów: 26500
    Pełen raport
    Po raz kolejny stadion w Poznaniu legioniści opuszczali z opuszczonymi głowami - fot. Mishka

    Straciliśmy lidera

    Pojedynek Legii z Lechem od dawna wzbudza wzmożone emocje wśród kibiców, obserwatorów, a przede wszystkim piłkarzy. Podobnie było i tym razem. Fani momentalnie wykupili wejściówki na ligowy klasyk, a zawodnicy obu drużyn rozpoczęli grę psychologiczną na łamach prasy. A przecież wiadomo, że i tak wszystko zweryfikuje boisko. I zweryfikowało. Niestety z korzyścią dla podopiecznych Franciszka Smudy.
    Pierwsza połowa nie przyniosła bramek, co nie oznacza, że było nudno. Gołym okiem było widać, że obu ekipom zależy na komplecie punktów. Jednak to gospodarze częściej przemieszczali się pod pole karne Jana Muchy. Dość powiedzieć, że legioniści zaledwie trzykrotnie oddawali strzał, ale niestety żaden z nich nie zmierzał w kierunku bramki Emiliana Dolhy. Po meczu na skuteczność swoich graczy narzekał Jan Urban. - Jesteśmy zależni od tego, którą nogą wstanie napastnik. Dziś Takesure nie wychodziło zbyt wiele, wejście Grzelaka też nic nie dało. - mówił trener warszawskiego zespołu.
    W drugiej odsłonie byliśmy świadkami typowych szachów. Niby Legia starała się przedzierać pod pole karne rywala, ale ciągle brakowało jednego-dwóch podań, które by otworzyły drogę do bramki i szansę na upragnionego gola. Wyśmienitą okazję miał za to Lech. W 60. minucie Marcin Zając dostał ładne podanie, do którego ruszył Mucha. Pomocnik „Kolejorza” minął legionistę i mając niemal pustą bramkę uderzył tylko w boczną siatkę. Odetchnęliśmy z ulgą. Niestety na niewiele zdało się to ostrzeżenie. W 74. minucie Marcin Kikut wpadł w pole karne i odegrał do Regnifo, który z bliskiej odległości pokonał pasywnego Słowaka. Trybuny oszalały z radości. 1-0 dla gospodarzy.
    Taki rezultat utrzymał się do końca spotkania. Legia przegrała drugi mecz w sezonie i kolejny raz 0-1, ale za to z mocnym zespołem. Ta porażka kosztowała zespół Jana Urbana pozycję lidera. Szansa powrotu na tron 19 października w potyczce z Odrą Wodzisław.