Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Warszawa - Czwartek, 15 listopada 2007, godz. 20:00
Puchar Ekstraklasy - 4. kolejka
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    0 (0)
    Herb Dyskobolia Grodzisk Wlkp. Dyskobolia Grodzisk Wlkp.
      0 (0)

      Sędzia: Dawid Piasecki
      Widzów: 750
      Pełen raport
      Bartłomiej Grzelak w walce o piłkę - fot. Piotr Galas

      Sparing na remis

      Po stojącym na dość przyzwoitym poziomie meczu, Legia zremisowała z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski i cały czas zajmuje drugie miejsce w grupie A Pucharu Ekstraklasy. Więcej okazji do strzelenia bramek mieli przyjezdni, ale Wojciech Skaba nie dał się zaskoczyć. Swoje szanse mieli też legioniści. Koniec końców skończyło się podziałem punktów. Najlepsze wrażenie pozostawił zaś debiutujący w barwach Legii Maciej Rybus. Mimo młodego wieku zagrał bez kompleksów i sam mógł kilka razy wpisać się na listę strzelców. Przed meczem Jan Urban powiedział, że będzie to trochę ważniejszy sparing. I tak było.

      Mecz toczył się w przejmującym zimnie i chyba właśnie to podziałało ożywczo na zawodników. Obie strony szybko wzięły się do roboty i zagrały na dość przyzwoitym, jak na Puchar Ekstraklasy, poziomie. Mecz źle zaczął się dla legionistów. Już w 5. minucie na murawę padł Martins Ekwueme. Okazało się, że uraz jest na tyle poważny, że pomocnika zniesiono na noszach. Do gry już nie wrócił, a jego miejsce zajął Aleksandar Vuković. Zanim jednak „Vuko” pojawił się na płycie boiska, doskonałą okazję do strzelenie bramki zmarnował Adrian Sikora. Filigranowego napastnika dobrym podaniem obsłużył Sergio Batata. Na szczęście w dogodnej sytuacji Sikora fatalnie przestrzelił.

      Kilka chwil później swoją szansę miała także Legia. Najpierw w polu karnym tańczył z piłką Bartłomiej Grzelak. Futbolówkę wybił mu jednak Radek Mynar. Dopadł do niej Roger, ale strzelił tylko w boczną siatkę. A w ataku Dyskobolii wciąż szalał Sikora. Bez większych problemów urwał się obrońcom i strzałem w długi róg usiłował zaskoczyć Skabę. Bramkarz Legii był jednak na posterunku i gola nie było. Nie zmienia to jednak faktu, że w pierwszej połowie to goście mieli więcej okazji do otworzenia wyniku spotkania. Legia usiłowała się odgryzać, ale Marcinowi Burkhardtowi nie wychodziły strzały z dystansu, a Bartłomiej Grzelak zbyt często wdawał się w indywidualne pojedynki dryblerskie. Natychmiast dopadało do niego dwóch rywali i „Grzelu” musiał uznać ich wyższość. Pierwsza połowa bez fajerwerków i z lekkim wskazaniem na gości.

      Po przerwie na murawie nie pojawił się Marcin Smoliński. Podobnie jak Ekwueme doznał kontuzji i nie mógł kontynuować gry. Jego miejsce zajął 18-letni Maciej Rybus, który występuje w drużynie Młodej Legii. Mimo debiutu w dorosłej Legii Rybus od pierwszych minut zagrał bez kompleksów. Nie było dla niego straconej piłki, co szybko spotkało się z uznaniem kibiców. Największe owacje młody napastnik dostał, gdy trafił piłką jednego rywali w... bardzo wrażliwe miejsce.

      A na murawie cały czas trwała walka o strzelenie pierwszej bramki. Markowanie gry groziło szybkim zmarznięciem, więc zawodnicy biegali raźno od jednej bramki do drugiej. Z przodu szarpał Grzelak, ale cały czas zbyt często wdawał się w dryblerskie pojedynki. Aktywny jak zawsze był Roger, ale bramki nie padały. Doskonałą okazję do strzelenia bramki w 77. minucie zmarnowali przyjezdni. Najpierw Filip Ivanovski trafił w poprzeczkę. Chwilę później dobitka pofrunęła zaś wysoko ponad bramką. Lepszej akcji do strzelenia gola już nie było.

      Legia zremisowała trzeci mecz w rozgrywkach Pucharu Ekstraklasy i ma na swoim koncie sześć oczek. W swojej grupie zajmuje drugie miejsce za Ruchem Chorzów. Jeżeli uda się utrzymać tą lokatę, to Wojskowi awansują do kolejnej rundy rozgrywek. Wcześniej czekają ich jednak jeszcze spotkania z Ruchem i ŁKS-em Łódź.

      Autor: Tomek Janus