Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Warszawa - Środa, 19 marca 2008, godz. 18:20
Puchar Ekstraklasy - 1/2 finału
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 41' Burkhardt
1 (1)
Herb Wisła Kraków Wisła Kraków
  • 50' Boguski
1 (0)

Sędzia: Jarosław Żyro
Widzów: 2544
Pełen raport
Legioniści tylko zremisowali na Łazienkowskiej z Wisłą i w rewanżu będą musieli trafiać do siatki - fot. Mishka

W Krakowie trzeba będzie strzelić

Remisem zakończyło się pierwsze półfinałowe spotkanie Pucharu Ekstraklasy miedzy Legią i Wisłą Kraków. Bramkę dla stołecznej drużyny zdobył jeszcze przed przerwą wyjeżdżający z Warszawy do Szwecji Marcin Burkhardt. Goście wyrównali tuż po przerwie po strzale Boguskiego. Aby awansować do finału legioniści muszą w Krakowie strzelić gola. Ale mecz mógł się ułożyć zdecydowanie lepiej. Po raz kolejny zawiodła jednak skuteczność. „Mieliśmy ich na widelcu, a daliśmy im remis na tacy” - narzekał po meczu Jan Urban.

Żale trenera legionistów są jak najbardziej uzasadnione. Gdyby jego podopieczni wykorzystywali stwarzane przez siebie sytuacje, to już do przerwy Wisła miałaby pokaźny worek straconych bramek. Brakowało jednak wykończenia akcji, na co zwracali uwagę po meczu nawet zawodnicy Legii. „Popatrzmy na to ile my mieliśmy okazji i ile z nich strzeliliśmy goli, a ile okazji miała Wisła i ile bramek z nich zdobyła” - wskazywał przyczyny remisu Aleksandar Vuković. Nie był to jednak pierwszy mecz, w którym szwankowała skuteczność legionistów. Zanim Marcin Burkhardt strzelił bramkę dla Legii, piłka dwa razy lądowała na słupku bramki strzeżonej przez Marcina Juszczyka. W końcu jednak szczęście musiało uśmiechnąć się do „wojskowych”.

W 41. minucie kolejną dobrą akcję lewą stroną przeprowadził Maciej Rybus. Wpadł w pole karne i chciał strzelać. Utrudniali mu to jednak obrońcy Wisły. „Ryba” dośrodkował więc przed bramkę, a tam największym sprytem wykazał się „Bury”. Nie kombinował, tylko uderzył ile miał sił. Piłkę ręką usiłował zatrzymać jeszcze jeden z wiślaków, ale był zbyt wolny. Zbyt wolna była zresztą cała drużyna Wisły w pierwszych trzech kwadransach. Legia zagrała całkiem przyzwoicie i nie pozwalała na zbyt wiele liderowi rozgrywek. I tylko gdyby nie ta skuteczność...

Po przerwie zobaczyliśmy zdecydowanie inną, słabszą Legię. Szybko wykorzystała to Wisła i już w 50. minucie stadionowa tablica pokazywała wynik 1-1. Akcja, po której padł wyrównujący gol, w ogóle nie powinna mieć miejsca. Do prostopadłego podania, zza pleców legionistów wyskoczył Rafał Boguski. Do piłki ruszył także Wojciech Skaba. Wydawało się, że to bramkarz Legii będzie szybszy, ale to wiślak pierwszy dopadł do piłki. Delikatnie ją trącił, a ta minąwszy Skabę, zmierzała w kierunku bramki. Tam odbiła się od słupka i zaczęła turlać się wzdłuż linii bramkowej. Gol? Niestety taką decyzję podjął arbiter.

Stracona bramka wyraźnie podłamała legionistów i tchnęła optymizm w poczynania gości. Wiślacy poczynali sobie coraz śmielej, a Legia nagle straciła całą koncepcję gry. Odnaleźć usiłował ją Urban. Na niespełna 20 minut przed końcem meczu do boju posłał Piotra Gizę, Takesure Chinamę i Martinsa Ekweme. Ale ta roszada nie zmieniła obrazu gry. „Liczyłem, że Chinyama rozrusza nasz napad, ale nic takiego nie miało miejsca” - samokrytycznie stwierdził po meczu szkoleniowiec Legii. Wszystko na co było stać jeszcze jego podopiecznych, to strzały, które Juszczyk nie musiał odprowadzać nawet wzrokiem. Szczęśliwie Wisła także nie kwapiła się do strzelenia zwycięskiej bramki.

Przed rewanżem to krakowianie są w zdecydowanie lepszej sytuacji. Do awansu do finału wystarczy im bezbramkowy remis. Tymczasem Legia musi albo zremisować wyżej niż1-1 lub wygrać. Mecz z Wisłą pokazał też jakie są konsekwencje polityki transferowej, a właściwie jej braku, Legii. Nasza ławka rezerwowych okazała się zdecydowanie krótsza od zaplecza rywali. I to martwi bardziej niż stracona szansa na ogranie Wisły.

Autor: Tomek Janus