Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Warszawa - Niedziela, 27 kwietnia 2008, godz. 17:00
Ekstraklasa - 27. kolejka
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 29' Rybus
  • 48' Rybus
2 (1)
Herb Wisła Kraków Wisła Kraków
  • 61' Brożek
1 (0)

Sędzia: Hubert Siejewicz
Widzów: 9622
Pełen raport
Maciej Rybus dwa razy tonął w objęciach kolegów po bramkach dla Legii! - fot. Mishka

Mistrz zatrzymany

Po 26. kolejkach bez porażki znakomita passa krakowian została przerwana. Nowo koronowany mistrz uległ w Warszawie Legii 1-2. Bohaterem meczu został młodziutki pomocnik gospodarzy Maciej Rybus, autor dwóch goli. Honorowe trafienie dla Wisły zdobył Paweł Brożek, przybliżając sie tym samym do korony króla strzelców. Cichym bohaterem został także Jan Mucha, który mimo kontuzji obronił strzał Brożka z rzutu karnego.

W lidze najważniejsze rozstrzygnięcie już padło i krakowska Wisła w Warszawie walczyła tylko o prestiż i podtrzymanie miana niepokonanej drużyny w sezonie 2007/2008. Legia cały czas bije się zaś o miejsce dające awans do europejskich pucharów. I to właśnie "wojskowi" od początku spotkania ruszyli do zdecydowanych ataków. Ponieważ za żółte kartki pauzował Takesure Chinyama, Jan Urban do ataku posłał Bartłomieja Grzelaka. I już w pierwszym kwadransie gry "Grzelu" mógł przekonać wszystkich niedowiarków, że w piłkę potrafi grać. Okazało się jednak, że nie zawsze chcieć znaczy móc. Choć napastnik Legii całkiem przyzwoicie radził sobie z obrońcami "Białej Gwiazdy", to i tak raził nieskutecznością. Próbował nogą, głową, z bliska i z dystansu – efekt zawsze był jednak daleki od ideału. W końcu Grzelak postanowił podawać do kolegów, ale ci nie potrafili podań zamienić na gole.

Mimo nieskuteczności w ataku, pierwsza połowa zdecydowanie należała do Legii. Nowo kreowani mistrzowie Polski wyglądali jakby do Warszawy przyjechali odrabiać pańszczyznę. Częściej niż składnymi akcjami, popisywali się ostrą grą. A "wojskowi" konsekwentnie dążyli do strzelenia gola. Ich starania zostały nagrodzone po upływie dwóch kwadransów gry. O pokonaniu Mariusza Pawełka zadecydowała dobra akcja Jakuba Wawrzyniaka i Macieja Rybusa. Ten pierwszy ładnie przedarł się lewą stroną i podał przed bramkę Wisły. Tam w tłumie zawodników przytomność umysłu zachował Rybus i dał Legii prowadzenie 1-0.

Nie był to koniec emocji w pierwszej połowie. Najpierw w 42. minucie sędzia Hubert Siejewicz postanowił przytemperować grających coraz brutalniej przyjezdnych. Drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Dariusz Dudka. Kilkadziesiąt sekund później Legia powinna prowadzić różnicą dwóch bramek. Znów dobrym podaniem w pole karne Grzelaka uruchomił Wawrzyniak. "Grzelu" uderzył z pierwszej piłki, ale trafił wprost w Pawełka.

Po takiej pierwszej połowie wydawało się, że druga część gry może być jeszcze lepsza. Początek faktycznie na to wskazywał. W 48. minucie było już 2-0. Tym razem dobrze z prawej strony defensywę Wisły wkręcił w ziemię Miroslav Radović. Podanie w pole karne do Rybusa, a ten zachował się jakby w pierwszej lidze grał od kilku lat. Zwód, położenie obrońcy na ziemię i pewny strzał, podwyższający prowadzenie Legii.

Minęły kolejne trzy minuty i sytuacja zmieniła się niczym w kalejdoskopie. W pole karne Legii wpadli Wawrzyniak i Jirsak. W akcję wmieszał się Jano Mucha i już po chwili cała trójka leżała na ziemi. Sędzia Siejewicz zadecydował, że poszkodowany jest wiślak i podyktował rzut karny. Ten miał być wykonany efektownie, ale okazał się, mówiąc wprost, kompromitacją strzelca. Naprzeciw obolałego Muchy stanął Paweł Brożek. Mierzący w koronę króla strzelców zawodnik podszedł do piłki i delikatnym strzałem w środek bramki chciał pokonać Muchę. Ale Słowak nawet nie drgnął i piłka spokojnie wylądowała w jego rękach. "Brożek na Euro" - przebiegło szydercze hasło po trybunach.

Jednak Brożek miał w niedzielne popołudnie choć niewielką satysfakcję. W 61. minucie po podaniu Diaza udało mu się odrobić część strat i było już tylko 1-2. Paradoksalnie, choć w drugiej połowie Legia grała z przewagą jednego zawodnika, lepiej prezentowali się goście. Ale w Warszawie nie dane było im wygrać. Raz z pomocą Legii przyszedł słupek. Ale przecież szczęście sprzyja lepszym. A w spotkaniu 27. kolejki "wojskowi" byli lepsi od nowego mistrza Polski.

Autor: Tomek Janus