Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Warszawa - Niedziela, 2 sierpnia 2009, godz. 19:15
Ekstraklasa - 1. kolejka
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 32' Paluchowski
  • 48' Paluchowski
  • 62' Paluchowski
  • 67' Jędrzejczyk
4 (1)
Herb Zagłębie Lubin Zagłębie Lubin
    0 (0)

    Sędzia: Paweł Gil
    Widzów: 3401
    Pełen raport
    Artur Jędrzejczyk strzela gola na 4-0! - fot. Mishka

    "Paluch" i "Jędza", czyli w Lubinie nędza ;-)

    Nieco ponad dwa miesiące czekaliśmy na start rozgrywek Ekstraklasy. Czas oczekiwania był poprzedzony serią sparingów podczas zgrupowań oraz meczami w Lidze Europy. W niedzielny wieczór przyszedł czas na pierwszą ligową potyczkę, w której rywalem było powracające do elity Zagłębie Lubin. Jednak nim rozległ się gwizdek sędziego, kibice oraz piłkarze uczcili minutą ciszy 65. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Ten czas był również poświęcony pamięci zmarłego kilka dni temu wieloletniego kibica Legii, Waldemara Makarewicza.

    Do spotkania legioniści przystąpili z Rogerem, Sebastianem Szałachowskim oraz Marcinem Mięcielem na ławce. Na murawie pojawili się za to Artur Jędrzejczyk, który zastępował kontuzjowanego Dicksona Choto oraz Maciej Iwański, który tym samym wystąpił przeciw swoim byłym kolegom.

    Początek meczu należał dla Zagłębia, które przeprowadziło kilka składnych akcji. Jednak z minuty na minutę rozkręcali się gospodarze. Podopieczni Jana Urbana próbowali zagrozić bramce Aleksandra Ptaka, a najlepszą ku temu okazję miał Maciej Iwański... z rzutu wolnego. Kolejne akcje graczy z "eLką" na piersi nie dawały milczącym kibicom powodów do radości. Wszelkie ataki kończyły się niecelnymi zagraniami pod polem karnym "Miedziowych" lub na kompletnie nieprzygotowanych uderzeniach. Słowem – pierwsze dwa kwadranse w żaden sposób nie zachwyciły. Dopiero 32. minuta dała powody do radości. Do zagranej w pole karne piłki najwyżej wyskoczył Adrian Paluchowski, który trącił ją głową w taki sposób, że dostała niesamowitej rotacji i leciała prosto pod poprzeczkę. Jeszcze Szymon Kapias starał się uratować swoją drużynę przed utratą gola, ale nie zdołał wybić futbolówki z bramki. Nieco kuriozalnie, ale Legia objęła prowadzenie. Prowadzenie, które po chwili mogła równie dobrze stracić. Szarżę w kierunku Muchy przeprowadzili lubinianie. Najpierw szczęścia próbował Ilian Micanski, ale jego strzał zatrzymał się na słupku! Poprawiał jeszcze będący w polu karnym Szymon Pawłowski, który... trafił w słupek! Trzeba przyznać, że w tej akcji legioniści mieli naprawdę sporo szczęścia. I na tym można byłoby zakończyć opis pierwszej połowy, gdyby nie akcja Paluchowskiego. Po rzucie rożnym gospodarze przeprowadzili kontrę. Do zagranej przez Piotra Gizy piłki dopadł "Paluch", który ostatecznie posłał piłkę tuż obok dalszego słupka. Jeszcze po chwili z kilku metrów na bramkę Ptaka uderzał wspomniany "Gizmo", ale tym razem bramkarz gości był na posterunku. Po doliczonej jednej minucie rozległ się gwizdek sędziego i obie ekipy mogły zejść do szatni na przerwę. Trzeba przyznać, że pierwsze 45 minut nie zachwyciło.

    Początek drugiej odsłony nie przyniósł zmian personalnych. Chyba każdy liczył, że po przerwie obejrzy lepszy futbol w wykonaniu obu jedenastek. Sędzia ledwo dał znać i... już można było pękać ze śmiechu. Ofensywną akcję przeprowadzili gracze w pomarańczowych strojach. W polu karnym znalazł się Dawid Plizga i gdy wydawało się, że mając przed sobą tylko Jana Muchę, pewnie umieści piłkę w siatce, tak uderzył, że... futbolówka wylądowała pod nogami jego kolegi będącego akurat na prawym skrzydle. Jeszcze dobrze kibice na Łazienkowskiej nie przestali się śmiać, a już mogli ponownie wyskoczyć z radości w górę. Spod bramki Muchy gospodarze szybko przenieśli piłkę na połowę rywala. Adrian Paluchowski popędził z futbolówką kilka dobrych metrów, zwiódł rywala i jeszcze po rękach Ptaka podwyższył na 2-0. Po upływie pięciu minut mogło być 3-0 dla Legii. Wyśmienitym dryblingiem popisał się Maciej Iwański. "Ajwen" zwiódł czterech rywali, wpadł w pole karne, złożył się do strzału i niestety trafił w słupek! Poprawiał jeszcze nieco przypadkowo "Paluch", ale ostatecznie piłka znalazła się w rękawicach bramkarza Zagłębia.

    Trzeba przyznać, że gra się nieco ożywiła. Goście najwidoczniej pozazdrościli legionistom i swe umiejętności musiał pokazać Mucha. Co na to Legia? Gracze Jana Urbana poszli z akcją lewym skrzydłem. Próba dośrodkowania, piłka jeszcze odbiła się od nogi rywala i tym samym Paluchowski zdecydował się na strzał... przewrotką. Na reakcję kibiców nie trzeba było długo czekać. "Marcin Mięciel!" skandowała Kryta w akompaniamencie oklasków. Na kolejne okazje do bicia braw nie trzeba było długo czekać. Najpierw Maciej Rybus strzałem z dystansu zmusił do wysiłku Aleksandra Ptaka, a po nim poprawiał jeszcze Piotr Giza. Widząc przewagę legionistów na boisku, Andrzej Lesiak zdecydował się na zmianę. A Legia? Nadal grała swoje, a ofensywne akcje w końcu musiały przynieść skutek. W 62. minucie ponownie "Ryba" próbował szczęścia zza pola karnego i kolejny raz Ptak wypluł przed siebie piłkę. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Jest Paluchowski, jest 3-0!

    Taki rezultat nie dawał legionistom samodzielnego prowadzenia w lidze. Potrzebne były kolejne trafienia. Najpierw ponownie próbował "Gizmo", który tego dnia najwidoczniej nie miał prawa umieścić piłki w siatce. Pomocnik Legii będąc w polu karnym huknął z woleja... prosto w Ptaka! Arbiter wskazał na rzut rożny i to co nie udało się Gizie, udało się Arturowi Jędrzejczykowi. Defensor Legii najwyżej wyskoczył do wrzucanej w "szesnastkę" piłki i "Jędza" mógł się cieszyć ze swego pierwszego gola na boiskach ekstraklasy. 4-0 dawało Legii upragniony fotel lidera.

    Kolejne minuty nie dawały wątpliwości czy wynik jest sprawiedliwy. Podopieczni Jana Urbana cały czas przeważali na murawie, nie dając rozwinąć skrzydeł rywalom. Mało tego, gracze stołecznej jedenastki mieli kolejne okazje do zmiany rezultatu, ale te kończyły się na jękach zawodu warszawskiej publiczności. A goście? Strzelili nawet gola, ale aby dokonać tej sztuki, musieli postąpić nie fair. Ilian Micanski usiłował zagrywać ręką i choć piłka znalazła się w siatce, to napastnik Zagłębia zamiast się cieszyć, musiał pogodzić się z ujrzeniem żółtej kartki. W odpowiedzi "Miętowy" z 15 metrów złożył się do uderzenia. Piłka po jego strzale poszybowała w kierunku bramki gości i gdy większość fanów chciała cieszyć się z piątej bramki, futbolówka minęła dalszy słupek.

    I choć arbiter doliczył jeszcze dwie minuty, rezultat nie uległ już zmianie. 4-0 na inaugurację rozgrywek i fotel lidera do spółki z Koroną Kielce z pewnością może cieszyć. Jednak przed legionistami ważniejszy sprawdzian. W czwartek na Łazienkowską przyjeżdża Broendby Kopenhaga, a stawką będzie awans do IV rundy eliminacyjnej Ligi Europy.

    Autor: Fumen