Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Warszawa - Sobota, 15 sierpnia 2009, godz. 19:15
Ekstraklasa - 3. kolejka
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    0 (0)
    Herb Cracovia Cracovia
      0 (0)

      Sędzia: Robert Małek
      Widzów: 3500
      Pełen raport
      fot. Mishka

      Nie przebili muru

      "Szable do boju, lance w dłoń, Bolszewika goń goń goń!" - takim kibicowskim akcentem rozpoczęło się spotkanie z Cracovią Kraków. Fani odśpiewali również hymn państwowy, upamiętniając w ten sposób 89. rocznicę bitwy warszawskiej. Pierwsza połowa w wykonaniu Legii zupełnie jednak nie przypominała "boju" o punkty. W drugiej było zdecydowanie lepiej, tym bardziej że niesamowity doping prowadzili fani z trybuny przed Krytej, ale mimo wielu okazji i słupka nie udało się pokonać Marcina Cabaja.

      W składzie wojskowych w porównaniu do meczu z Arką nastąpiła tylko jedna zmiana. Na prawej pomocy zamiast Sebastiana Szałachowskiego mogliśmy oglądać Miroslava Radovicia. Początek meczu należał zdecydowanie do Legii, która zyskała sporą przewagę w polu, ale nie stworzyła żadnej klarownej sytuacji. Z kolei nastawiona na kontry Cracovia już w 9. minucie mogła objąć prowadzenie. Ślusarski otrzymał dobre podanie na 16 metrze, ale mając przed sobą tylko Jana Muchę, uderzył po ziemi bardzo słabo i obok bramki. Ten sam zawodnik chwilę później urwał się Wojciechowi Szali, pobiegł w pole karne, ale ponownie fatalnie uderzył daleko od bramki. Legia odpowiedziała w 15. minucie dwoma strzałami Piotra Gizy, z których jeden został zablokowany, a drugi o kilka metrów minął bramkę Cabaja. W 17. minucie rajd lewą stroną przeprowadził Maciej Rybus, podbiegł pod bramkę krakowian, ale wywalczył jedynie rzut rożny. Zanim to się wydarzyło, legionistów musiał ratować Jan Mucha, który w ostatniej chwili uprzedził Moskałę. W 27. minucie krakowianie otrzymali dwie żółte kartki. Najpierw za faul na Radoviciu został upomniany Arkadiusz Baran, a chwilę potem za zbyt wczesne wybiegnięcie z muru Dariusz Pawlusiński. Niestety obie próby pokonania Cabaja przez Macieja Rybusa z podobnej pozycji jak w Gdyni zakończyły się niepowodzeniem. Ostatnie minuty pierwszej części gry to niestety słaba gra legionistów w obronie. Warszawianie z łatwością dopuszczali napastników gości pod bramkę, ale znakomita postawa Muchy, jak również indolencja strzelecka Ślusarskiego, który w 39. minucie nie wykorzystał sytuacji sam na sam, spowodowały, że do przerwy goli nie obejrzeliśmy.

      W przerwie trener Legii dokonał jednej zmiany - w miejsce Miroslava Radovicia wszedł Sebastian Szałachowski. Niestety obraz gry zupełnie się nie zmienił. Legia niby atakowała, ale bardzo nieporadnie. Pierwsze groźne uderzenie po rzucie rożnym oddał "Szałach", ale odbita piłka ponownie wyleciała na korner.
      W 66. minucie Jan Urban zdjął Marcina Mięciela, a w jego miejsce wpuścił na boisko Adriana Paluchowskiego. Cztery minuty później Ariel Borysiuk uderzył z daleka a fatalnie w bramce zachował się Cabaj, ale piłka po odbiciu się od bramkarza krakowian jakimś cudem przeleciała nad poprzeczką. Nie minęły 2 minuty a przed szansą na zdobycie gola stanął Szałachowski, ale fatalnie spudłował z 10 metrów. To był jednak sygnał do ataku, bo od tego momentu Legia wzięła się w końcu do roboty i raz po raz na bramkę Cabaja sunęły akcje. Zza pola karnego uderzał Ariel Borysiuk, ale nawet przypadkowa interwencja golkipera Cracovii uratowała gości przed utratą gola. W 85. minucie po dośrodkowaniu Rzeźniczaka Rybus trafił w słupek i piłka wyszła w pole. Na trybunach, które tego wieczoru doskonale dopingowały drużynę, przeszedł jęk zawodu.
      W 90. minucie za swój drugi faul w meczu drugą żółtą kartkę otrzymał Jakub Rzeźniczak i musiał opuścić boisko. W doliczonym czasie gry legioniści wykonywali jeszcze rzut wolny z narożnika pola karnego przy linii końcowej. Piłkę ustawił Maciej Iwański, wyłożył po ziemi piłkę wbiegającemu Szałachowskiemu, który oddał strzał... zablokowany przez obrońców. Po trzech dodatkowych minutach Robert Małek zakończył widowisko.

      Autor: Woytek