Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Warszawa - Piątek, 11 marca 2011, godz. 20:00
Ekstraklasa - 18. kolejka
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 7' Borysiuk
1 (1)
Herb Śląsk Wrocław Śląsk Wrocław
  • 28' Kaźmierczak
  • 49' Mila
2 (1)

Sędzia: Dawid Piasecki
Widzów: 14458
Pełen raport

Nieskuteczność i gol ze spalonego zadecydowały

W ramach 18. kolejki Legia podejmowała u siebie zespół Śląska Wrocław. Goście nie wygrali na Łazienkowskiej od 10 lat. Niestety, udała im się ta sztuka w piątkowy wieczór.

Zaczęli goście. Legioniści szybko odebrali piłkę i przejęli inicjatywę. Pierwsza akcję po stałym fragmencie wyjaśnili defensorzy przyjezdnych. Od samego początku trwał nieustanny głośny doping dla gospodarzy. Takie wsparcie przyniosło efekt już w 7. minucie. Dośrodkowanie w pole karne obrońcy zdołali wybić na 20 metr. Tam dopadł do piłki Ariel Borysiuk i pięknym strzałem nie dal najmniejszych szans Kelemenowi. To był strzał, jakich wiele próbował w tym sezonie "Borys". Tym razem wykonał wszystko perfekcyjnie i bramkarzowi nie pozostało nic innego jak sięgnąć do siatki. Gospodarze nie zwalniali tempa, raz po raz zagrażając bramce Śląska. Swoje szanse zmarnowali Manu oraz Radović. Pod koniec drugiego kwadransa zapanowała konsternacja na trybunach. Pierwsze zagrożenie pod bramką Skaby i od razu gol. Po rzucie wolnym piłka dotarła do Kaźmierczaka, a ten ładnym uderzeniem pokonał Skabę. Nie bez winy pozostaje golkiper Legii, który za szybko "zszedł" do parteru i futbolówka po koźle przeleciała mu nad głową. Podrażnieni takim obrotem sprawy gospodarze szybko chcieli odzyskać prowadzenie. Strzałów z dystansu ponownie próbował Borysiuk, ale na posterunku był Kelemen. Przed przerwą w dobrej sytuacji po podaniu Radovicia mógł znaleźć się Manu, jednak nie zdołał przejąć futbolówki. Po doliczeniu jednej minuty arbiter spotkania zaprosił obydwa zespoły do szatni.

Pierwsze podanie w drugiej odsłonie wykonali legioniści. W przewie Skorża dokonał zaskakującej zmiany. Za Radovicia na boisku pojawił się Felix Ogbuke. Pierwsza akcja i powinien być gol dla wojskowych. W potwornym zamieszaniu w polu karnym ostatecznie do piłki dopadł Hubnik, ale trafił wprost w nadbiegającego golkipera Śląska. Chwilę później stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Dwójkowa akcja Mili z Ćwielongiem. Ten drugi (BĘDĄC NA SPALONYM) odegrał do Mili, który strzałem zza pola karnego po raz drugi pokonał Skabę. Zszokowana takim obrotem sprawy Legia nie mogła dojść do siebie. Sytuację skomplikował jeszcze uraz dobrze grającego Hubnika, za którego na murawie pojawił się Chinyama. W 70. minucie mogło być już po meczu. Rzeźniczak łatwo dał się ograć, po czym sfaulował rywala. Dawid Piasecki nie miał wątpliwości - jedenastka dla gości. Do piłki podszedł Kaźmierczak, ale uderzył fatalnie. Mocno, w środek... nad poprzeczką. Kilka chwil później mogło być 2-2. Wolski przerzucił futbolówkę nad Kelemenem, ale piłkę z linii bramkowej wybił defensor wrocławian. Sędzia doliczył pięć minut do drugiej części. Nic to jednak nie dało.

Legia przegrała mecz, który powinna wygrać w pierwszej połowie. Niewykorzystane sytuacje zemściły się na "wojskowych". Swoje niestety dołożył sędzia, uznając gola po zagraniu ze spalonego. Tylko kibice zaprezentowali się fantastycznie. Doping na całego trwał od pierwszej do ostatniej sekundy spotkania.

Miejmy nadzieję, że kontuzja Michala Hubnika nie okaże się poważna, bo po zejściu Czecha siła ofensywna Legii drastycznie zmalała.

Autor: Kamil