Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Warszawa - Sobota, 21 kwietnia 2012, godz. 13:30
Ekstraklasa - 27. kolejka
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    0 (0)
    Herb Lech Poznań Lech Poznań
    • 25' Rudnevs
    1 (1)

    Sędzia: Robert Małek
    Widzów: 26744
    Pełen raport

    Tytuł umyka Legii

    Legia Warszawa przegrała w najciekawiej zapowiadającym się spotkaniu 27. kolejki ekstraklasy z Lechem Poznań 0-1. Jedyną bramkę na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej zdobył w pierwszej połowie Artjoms Rudņevs. Po tym pojedynku podopieczni Macieja Skorży utrzymali się na pozycji lidera tabeli i obecnie wciąż mają na swoim koncie 49 punktów. Co ciekawe, było to kolejne zapowiadane jako hit starcie w tej rundzie, w którym Legia nie potrafiła zgarnąć pełnej puli.

    Już w 5. minucie gry na strzał z dystansu zdecydował się Nacho Novo, jednak futbolówka po jego uderzeniu poszybowała ponad bramką strzeżoną przez Jasmina Buricia. Chwilę później ze skraju boiska groźnie dośrodkował Danijel Ljuboja i z problemami interweniował golkiper przyjezdnych. Blisko kwadrans po rozpoczęciu spotkania po rzucie rożnym bitym przez Aleksandara Tonewa groźnie było w polu karnym Legii, lecz żaden z graczy Lecha nie przeciął toru lotu dobrze dorzuconej piłki. W 17. minucie indywidualną akcją popisał się Miroslav Radović, Serb dobrze przedarł się w szesnastkę gości, ale zabrakło mu pomysłu na dalsze poprowadzenie ataku i ostatecznie "wojskowi" stracili futbolówkę. Osiem minut potem poznaniacy oddali pierwszy strzał na bramkę Dušana Kuciaka i od razu wyszli na prowadzenie. Rafał Murawski dokładnym prostopadłym podaniem obsłużył Artjomsa Rudņevsa, który skorzystał z błędu defensywy gospodarzy i bezlitośnie w sytuacji sam na sam pokonał golkipera z Warszawy. Był to już 21 gol Łotysza w tym sezonie, co czyni go zdecydowanie najskuteczniejszym zawodnikiem ekstraklasy.
    Gracze z Łazienkowskiej pierwszej szansy na doprowadzenie do wyrównania nie wykorzystali w 32. minucie. Radović po raz kolejny zwiódł obrońców na skrzydle, dośrodkował na głowę Michała Kucharczyka, jednak ten z sześciu metrów nie potrafił trafić chociażby w światło bramki. Kolejną okazję zmarnował Nacho Novo, kiedy po dobrym dograniu od Radovicia źle przyjął sobie piłkę i wychodzący z bramki Burić popisał się dobrą interwencją. W ostatnich momentach pierwszej połowy, po dobrej akcji Vojo Ubiparipa "Kolejorz" mógł podwyższyć prowadzenie, lecz finalnie Serb niedokładnie dograł do Rudņevsa.

    Po zmianie stron widać było, że legioniści nie zamierzają marnować czasu i od razu rzucili się do odrabiania strat. W 52. minucie z lewej flanki do Danijela Ljuboji dokładnie podał Michał Kucharczyk, serbski snajper prawą nogą z powietrza starał się zaskoczyć bramkarza Lecha, ale minimalnie przestrzelił. Po godzinie gry gospodarze oddali celny strzał na bramkę Buricia, a jego autorem był Janusz Gol. Uderzenie było anemiczne, jednak mimo wszystko warto odnotować ten fakt, gdyż podobnych akcji nie mieliśmy w tym meczu za wiele. Sześćdziesiąt sekund później wprowadzony chwilę wcześniej Tomasz Kiełbowicz został zablokowany przy próbie strzału z niemal linii pola karnego. Z biegiem czasu, pomimo tego że wyraźną przewagę w posiadaniu piłki zaczęła mieć Legia, to piłkarze tego klubu nie potrafili stworzyć sobie żadnej stuprocentowej sytuacji do zdobycia pierwszej bramki.
    W 72. minucie groźne uderzenie z dystansu prawą nogą oddał Artjoms Rudņevs i piłka po poprzeczce wyszła poza pole gry. Kilka minut potem w odpowiedzi dobrą akcję skrzydłem poprowadził Michał Efir, lecz dogranie młodego legionisty do Janusza Gola było niecelne. Ostatnie kilkanaście minut to festiwal niedokładności z obydwu stron. "Wojskowi" starali się konstruować liczne ataki ofensywne, jednak żaden z nich nie sprawdził umiejętności Jasmina Buricia. W doliczonym czasie gry po centrze Mateusza Możdżenia główkował Rudņevs i tym razem dobrze interweniował Kuciak.

    Autor: Wiśnia