Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Bielsko-Biała - Niedziela, 31 sierpnia 2014, godz. 15:30
Ekstraklasa - 7. kolejka
Herb Podbeskidzie Bielsko-Biała Podbeskidzie Bielsko-Biała
  • 9' Sloboda
  • 38' Korzym
2 (2)
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 25' Sa
1 (1)

Sędzia: Jarosław Przybył
Widzów: 3250
Pełen raport

Niegościnni Górale

Legia Warszawa niespodziewanie przegrała w wyjazdowym meczu 7. kolejki ekstraklasy z Podbeskidziem Bielsko-Biała 1-2. Jedynego gola dla mistrzów Polski zdobył Orlando Sa. Dla gospodarzy trafili natomiast Anton Sloboda i Maciej Korzym, którzy wykorzystali błędy w ustawieniu Dusana Kuciaka. Mistrzowie Polski nie zrewanżowali się zatem "Góralom" za porażkę na tym stadionie sprzed roku i ponieśli pierwszą przegraną poza swoim stadionem za kadencji Henninga Bega.

Pierwsza groźna akcja Legii Warszawa miała miejsce w 6. minucie meczu. Kontrę gości poprowadził Jakub Kosecki, podał do Mateusza Szwocha, który odegrał piłkę do Orlando Sa. Portugalczyk z lewego skrzydła dośrodkował do niepokrytego Bartosza Bereszyńskiego, ale jego uderzenie było bardzo niecelne. Chwilę potem niefaworyzowani gospodarze wyszli na prowadzenie. Maciej Korzym pobiegł lewą flanką, podał płasko do czekającego na piłkę Antona Slobody, a ten bardzo mocnym uderzeniem przełamał ręce Dusana Kuciaka i zdobył pierwszego gola. Przez kolejne kilkanaście minut na boisku nie działo się zbyt wiele. Podbeskidzie wprawdzie nie cofnęło się kurczowo na swoją połowę, jednak legioniści nie potrafili przeprowadzić żadnej składniejszej akcji. Dopiero w 23. minucie z bardzo dobrej strony po raz pierwszy pokazał się Orlando Sa. Portugalczyk wykorzystał błąd obrony rywali, przelobował już wychodzącego z bramki Michala Peskovicia i w ostatnim momencie swój klub zdołał uratować Maciej Iwański. Zaraz potem po rzucie rożnym napastnik mistrzów Polski był już bardziej skuteczny. Po centrze Tomasza Brzyskiego Sa najwyżej wyskoczył w polu karnym bielszczan i celną główką doprowadził do remisu. Legia szybko ruszyła do ataku, aby jeszcze przed przerwą wyjść na prowadzenie, jednak "Górale" nie dawali się zaskoczyć.
W 38. minucie zbytnia nonszalancja w obronie przyjezdnych została ukarana. Bartosz Bereszyński podał głową do Jakuba Rzeźniczaka, którego łatwo ubiegł Maciej Korzym i mocnym strzałem znów zmusił Kuciaka do kapitulacji. Słowak po raz kolejny był bliski skutecznej obrony, ale raz jeszcze jego dłonie zostały przełamane. Odpowiedź legionistów nadeszła za kilkadziesiąt sekund. Jakub Kosecki przeprowadził indywidualną akcję, minął dwóch rywali, lecz wbiegając w szesnastkę fatalnie chybił. Tuż przed przerwą swoje trafienie powinien zanotować Bartosz Bereszyński. Obrońca warszawskiego klubu doszedł do centry od Orlando Sa, jednak piłka nieco źle się odbiła i ostatecznie Podbeskidzie skutecznie się wybroniło.

Drugą połowę lepiej zaczęło Podbeskidzie. Zaraz po zmianie stron słabo dysponowanego Tomasza Jodłowca ograł jeden z rywali, podał do Macieja Korzyma, którego podania wzdłuż bramki nie zdołał przeciąć żaden z kolegów. W 55. minucie szansy po rzucie rożnym nie wykorzystał Ivica Vrdoljak, kiedy niedokładnie przystawił głowę do lecącej piłki. Po godzinie gry fatalny błąd popełnił Dusan Kuciak. Bramkarz Legii sprokurował rzut wolny pośredni we własnym polu karnym, jednak na szczęście dla niego Podbeskidzie nie zdołało zamienić go na gola. W 67. minucie Jakub Kosecki pognał lewą stroną boiska, niemal ograł Pavola Stano, ale nowy nabytek gospodarzy w ostatniej chwili skutecznie uniemożliwił legioniście oddanie strzału. Sześć minut przed końcem spotkania doskonałej szansy nie wykorzystał Orlando Sa. Portugalczyk nieco pomylił się uderzając głową po wrzutce z rzutu rożnego. W 85. minucie Dusan Kuciak częściowo odkupił swoje winy za błędy z pierwszej połowy, gdy wybronił sytuację sam na sam z Krzysztofem Chrapkiem.

Autor: Wiśnia