Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Łęczna - Niedziela, 14 grudnia 2014, godz. 18:00
Ekstraklasa - 19. kolejka
Herb Górnik Łęczna Górnik Łęczna
  • 9' Cernych
  • 27' Mraz
  • 42' Cernych
3 (3)
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 84' Duda
1 (0)

Sędzia: Bartosz Frankowski
Widzów: 7000
Pełen raport

Skopiowali Gliwice

Po fatalnym spotkaniu Legia Warszawa przegrała na zakończenie roku z Górnikiem Łęczna aż 1-3. Bramki dla gospodarzy zdobyli Fedor Cernych (dwie) oraz Patrik Mraz, a honorowe trafienie dla gości zaliczył Ondrej Duda. To kolejna z rzędu porażka mistrzów Polski przed przerwą świąteczną. Ostatni raz legioniści przed nowym rokiem wygrali 26 listopada 2010 roku, gdy ograli na wyjeździe Polonię Bytom 1-0.

Już kilka minut po rozpoczęciu gry legioniści nie wykorzystali dobrej szansy do wyjścia na prowadzenie. Michał Żyro podał do wychodzącego Ondreja Dudy, lecz jego uderzenie z dużym trudem sparował Sergiusz Prusak. Potem coraz częściej do głosu zaczęli dochodzić gospodarze. Ich ataki przyniosły skutek w 8. minucie gry. Wówczas Fedor Cernych po dokładnym zagraniu z głębi pola od Łukasza Mierzejewskiego znalazł się w sytuacji sam na sam z Dusanem Kuciakiem i bez problemów posłał piłkę między jego nogami. Chwilę potem Górnik powinien prowadzić już różnicą dwóch goli. Po szybko przeprowadzonej kontrze i błędzie w defensywie Helio Pinto oko w oko z golkiperem mistrzów Polski stanął z kolei Filip Burkhardt, lecz tym razem Słowak okazał się lepszy. Gracze Jurija Szatałowa z biegiem czasu coraz bardziej kontrolowali wydarzenia boiskowe, nie pozwalając przyjezdnym na zbyt wiele. W 19. minucie znów przebudziła się jednak Legia. Michał Żyro zakręcił w szesnastce łęcznian jednym z defensorów, mocno kopnął futbolówkę z prawej nogi, ale świetnie zachował się Sergiusz Prusak.
Siedem minut potem Górnik Łęczna niespodziewanie podwyższył prowadzenie. Patrik Mraz zdecydował się na indywidualną akcję, minął Jakuba Rzeźniczaka i Inakiego Astiza i strzałem w krótki róg zaskoczył Kuciaka. Kwadrans przed końcem pierwszej połowy na próbę z dystansu zdecydował się Tomasz Nowak, który minimalnie chybił. W 43. minucie łęcznianie po raz trzeci wpakowali piłkę do siatki Legii Warszawa. Po kolejnym błędzie obrony mistrzów Polski w znakomitej sytuacji znalazł się Fedor Cernych. Jego pierwsze uderzenie odbił golkiper z Warszawy, drugie zostało zablokowane przez jednego z obrońców i dopiero trzecia próba przyniosła bramkę.

Po przerwie do odrabiania strat ruszyła Legia. W 50. minucie Łukasz Broź wpadł w pole karne rywala, oddając mocny strzał sparowany przez Sergiusza Prusaka. Zaraz potem po rzucie rożnym główkował Marek Saganowski, ale legionistom znów zabrakło szczęścia. Kilka minut później ten sam zawodnik spróbował szczęścia po strzale głową, jednak chybił. Łęcznianie liczyli w drugiej odsłonie głównie na grę z kontry. Po jednej z nich Dusan Kuciak musiał się wysilić, aby odbić na rzut rożny strzał Filipa Burkhardta. Po godzinie gry napierająca ekipa gości mogła zaskoczyć wreszcie Sergiusza Prusaka. Marek Saganowski, będąc w polu karnym, dostał piłkę od Ondreja Dudy, lecz zdecydowanie zbyt długo zwlekał z oddaniem uderzenia.
W 70. minucie do odbitej piłki dopadł na linii pola karnego Tomasz Jodłowiec, ale jego strzał z półwoleja był zdecydowanie zbyt wysoki. Dziesięć minut przed końcem zawodów w szesnastce mistrzów Polski znalazł się Sebastian Szałachowski, który w ostatniej chwili został zablokowany przez jednego z rywali. W 83. minucie fatalny błąd naszego golkipera mógł wykorzystać jeden z przeciwników, lecz piłkę z linii bramkowej zdążył wybić Jakub Rzeźniczak. Zaraz potem golkiper ze stolicy zrehabilitował się, kiedy instynktownie obronił strzał Sebastiana Szałachowskiego. Tego wieczoru Legię było stać tylko na jednego gola. Tego tuż przed końcem zdobył go Ondrej Duda. W doliczonym czasie gry znów popisał się Prusak, gdy odbił groźną próbę Orlando Sa.


Autor: Wiśnia