Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Wrocław - Niedziela, 17 maja 2015, godz. 18:00
Ekstraklasa - 32. kolejka
Herb Śląsk Wrocław Śląsk Wrocław
  • 6' Paixao
1 (1)
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 34' Jodłowiec
1 (1)

Sędzia: Adam Lyczmański
Widzów: 15768
Pełen raport

Stracona szansa

Legia Warszawa zaledwie zremisowała w wyjazdowym spotkaniu ze Śląskiem Wrocław 1-1, tracąc tym samym szansę na powrót na fotel lidera tabeli. Niedzielny pojedynek był bardzo słaby w wykonaniu podopiecznych Henninga Berga, którzy jedynego gola zdobyli po strzale Tomasza Jodłowca. Duży wpływ niezadowalający wynik miała czerwona kartka, którą w drugiej połowie dostał Tomasz Brzyski.

Niedzielny mecz, jak większość swoich poprzednich, Legia zaczęła wręcz fatalnie. Od pierwszych minut to Śląsk Wrocław lepiej prezentował się na boisku, nie mając większych problemów z przedostaniem się pod pole karne mistrzów Polski. W 6. minucie pojedynku swój zespół na prowadzenie wyprowadził Flavio Paixao. Portugalski napastnik z najbliższej odległości wykończył akcję Śląska Wrocław, nie dając Dusanowi Kuciakowi najmniejszych szans na obronę. Chwilę potem gracze Tadeusza Pawłowskiego mogli podwyższyć prowadzenie, ale głową niecelnie w piłkę trafił jeden z gospodarzy. Przez pierwszy kwadrans Legia niemal nie istniała na boisku. Obecność "Wojskowych" można było zauważyć tylko wtedy, kiedy popełniali proste błędy w defensywie... W 18. minucie indywidualnym rajdem popisał się Jakub Kosecki, wbiegając w szesnastkę okiwał dwóch rywali, ale w kluczowym momencie został zablokowany. Z biegiem czasu wrocławianie przeprowadzili ładną akcję środkiem pola, którą niecelnym uderzeniem zakończył Robert Pich. Po dwóch kwadransach Henning Berg zdecydował się na zaskakującą zmianę. Kontuzjowanego Jakuba Koseckiego zastąpił Orlando Sa. Od tej pory legioniści grali dwoma napastnikami. Zaraz potem goście mogli wyrównać. Tomasz Brzyski chciał uderzeniem w krótki róg zaskoczyć Mariusza Pawełka, jednak nieznacznie chybił.
W 33. minucie Śląsk miał szansę po rzucie rożnym, gdy z bliska źle główkował Tomasz Hołota. Ta niewykorzystana szansa zemściła się na Śląska zaraz potem. Łukasz Broź popędził prawą stroną boiska, płasko dograł do Orlando Sa, który wywalczył pozycję Tomaszowi Jodłowcowi. Były pomocnik wrocławian z bliska pokonał Mariusza Pawełka, doprowadzając tym samym do remisu. Po strzeleniu gola Legia zaczęła się rozkręcać. Tuż przed przerwą Orlando Sa zakręcił na skrzydle defensorami, dograł do niepokrytego Marka Saganowskiego, lecz w ostatnim momencie wszystko zdołał przerwać jeden z gospodarzy.

Pięć minut po zmianie stron znakomitą okazję miała Legia. Orlando Sa, będąc w polu karnym, dograł do biegnącego Marka Saganowskiego, ale jego uderzenie z półwoleja przeleciało obok słupka. Drugie 45 minut legioniści zaczęli dużo lepiej niż pierwsze. Nie dali zepchnąć się do obrony i kontrolowali wydarzenia w środkowej strefie boiska. W 55. minucie pojedynku do dalekiego podania wystartował Robert Pich, który zderzył się z wychodzącym Dusanem Kuciakiem i arbiter słusznie odgwizdał rzut wolny dla Legii. Zaraz potem Guilherme znakomicie wypuścił Marka Saganowskiego, lecz napastnik Śląska został w polu karnym zablokowany przez obrońców. Po godzinie gry wrocławianie zagrozili przeciwnikom po rzucie wolnym, kiedy w ogromnym zamieszaniu nie potrafili wpakował futbolówki do siatki. Zaraz potem swój zespół uratował golkiper mistrzów Polski, parując do boku próbę jednego z rywali.
W 68. minucie miała miejsce kluczowa akcja dla losów całego meczu. Wówczas drugą żółtą kartkę otrzymał Tomasz Brzyski i Legia zmuszony była kończyć spotkanie w dziesiątkę. Od tego momentu legioniści mogli się już skupić bardziej na tym, aby wywalczyć we Wrocławiu remis, aniżeli bić się o trzy oczka. Kwadrans przed końcowym gwizdkiem arbitra na uderzenie z dystansu zdecydował się Dudu Paraiba - Kuciak nie po raz pierwszy okazał się bezbłędny. Za kilkadziesiąt sekund Słowak raz jeszcze pewnie złapał piłkę, tym razem kopniętą przez Marco Paixao. W 79. minucie jeden z gospodarzy ostro zacentrował z lewego skrzydła, ale nikt w szesnastce nie zdołał wykończyć jego dogrania.

Autor: Wiśnia