Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Botoszany - Czwartek, 23 lipca 2015, godz. 19:00
Liga Europy - 2. runda eliminacyjna
Herb FC Botosani FC Botosani
    0 (0)
    Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    • 7' Guilherme
    • 38' Nikolić (k)
    • 84' Prijović
    3 (2)

    Sędzia: Alexandre Boucaut (Belgia)
    Widzów: 6000
    Pełen raport

    Bez nerwów, bez złudzeń

    Legia Warszawa bez najmniejszych problemów pokonała FC Botosani w rewanżowym spotkaniu 2. rundy eliminacji do Ligi Europy i awansowała do kolejnej fazy rozgrywek. W czwartek wynik spotkania otworzył Guilerhme, a przed przerwą prowadzenie podwyższył jeszcze z rzutu karnego Nemanja Nikolić. W końcówce starcia rezultat ustalił Aleksandar Prijović, dla którego był to pierwszy gol dla warszawskiego klubu.

    Już kilka minut po rozpoczęciu meczu na strzał zza pola karnego zdecydował się Michał Kucharczyk. Próba zawodnika Legii przeleciała jednak nieznacznie obok prawego słupka. Chwilę potem przyjezdnych na prowadzenie wyprowadził Guilherme. Brazylijczyk sfinalizował ładną akcję Ondreja Dudy i świetnie dogranie od Michała Kucharczyka i skierował piłkę do siatki obok bezradnego Płamena Ilijewa. Drużyna FC Botosani na dobre zagroziła dopiero kwadrans po pierwszym gwizdku. Wówczas Raul Costin strzelił zza szesnastki, lecz futbolówka nieznacznie przeleciała obok celu. Chwilę potem Dusan Kuciak dwukrotnie musiał zaprezentować swoje umiejętności. Słowak najpierw popisał się robinsonadą po uderzeniu Attilii Hadnagy, a za moment dobrze sparował próbę jednego z gości z rzutu wolnego. Z biegiem czasu gra legionistów wyglądała coraz słabiej. Rumuni zaczęli przeważać i skutecznie oddalać grę od własnego pola karnego. W 32. minucie powinno być 2-0 dla Legii. Ondrej Duda dobrze wyszedł do prostopadłego podania z głębi pola, znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem FC Botosani, ale jego zachowanie można postawić bez komentarza. Słowacki pomocnik kopnął piłkę na siłę i z kilku metrów zamiast do siatki trafił wprost w trybuny. Za kilkadziesiąt sekund indywidualną akcję popisał się Michał Kucharczyk, który z łatwością minął obrońcę rywali, jednak w ostatniej chwili niebezpieczeństwo zażegnał Ilijew. W 38. minucie bramkarz FC Botosani musiał po raz drugi wyciągnąć piłkę z siatki. Wówczas z rzutu karnego pokonał go Nemanja Nikolić, będący skutecznym egzekutorem rzutu karnego, podyktowanego za faul na nim kilkanaście sekund wcześniej. Rumuni nie zdążyli jeszcze rozegrać kilku akcji, a mogli znów rozpoczynać grę od środka pola. Guilherme wykorzystał błąd obrony, wpadł w pole karne gospodarzy, gdzie w zdobyciu drugiego gola przeszkodził mu… słupek. Od mniej więcej 30 minuty pierwszej połowy gracze Henninga Berga coraz wyraźniej zaczęli dominować na placu gry. Nie pozostawiali złudzeń przeciwnikom, kto zasługuje na awans do kolejnej fazy i spokojnie kontrolowali boiskowe wydarzenia.

    Zaraz po zmianie stron swoją szansę miał wprowadzony w przerwie Michał Żyro, ale z bliskiej odległości trafił wprost w dobrze ustawionego Płamena Ilijewa. W 58. minucie niezbyt interesujący pojedynek w drugiej odsłonie ożywił Quenten Martinus. Piłkarz gospodarzy minął przed polem karnym dwóch obrońców, przymierzył w kierunku dalszego słupka, jednak bardzo pewnie zachował się Dusan Kuciak. Golkiper z Warszawy stanął na wysokości zdania ponownie nieco ponad godzinę po pierwszym gwizdku arbitra. Wówczas nie dał się zaskoczyć Florinowi Acsinte, kiedy wyłapał jego słabą próbę lobu. W 70. minucie piłkarze FC Botosani byli bliscy strzelenia gola. Z daleka prawą nogą huknął Marius Croitoru i legionistom dopisało sporo szczęścia, ponieważ futbolówka zatrzymała się dopiero na poprzeczce. Trzeba uczciwie przyznać, że w drugiej odsłonie Legia niemal nie istniała w ofensywie. Gracze Henninga Berga starali się grać spokojnie i oszczędzać siły na kolejne mecze, ale powodowało to tylko stwarzanie kolejnych okazji przez Rumunów. W 84. minucie przyjezdni przedostali się wreszcie w szesnastkę przeciwnika i od razu skończyło się to zdobyciem gola. Aleksandar Prijović świetnie wyszedł do podania ze środka pola i w sytuacji sam na sam ze stoickim spokojem wpakował futbolówkę do bramki.

    Autor: Wiśnia