Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Lizbona - Wtorek, 27 września 2016, godz. 20:45
Liga Mistrzów - 2. kolejka
Herb Sporting Clube de Portugal Sporting Clube de Portugal
  • 28' Ruiz
  • 37' Dost
2 (2)
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    0 (0)

    Sędzia: Michael Oliver (Anglia)
    Widzów: 40094
    Pełen raport

    Nie taki diabeł straszny

    Legia Warszawa przegrała w Lizbonie 0-2 z miejscowym Sportingiem w swoim drugim meczu w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Piłkarze ze stolicy Polski obydwa gole stracili w pierwszej połowie gry i potem trudno było im już odrobić straty. Druga połowa była jednak zdecydowanie lepsza w wykonaniu podopiecznych Jacka Magiery. Legionistom udało się stworzyć kilka szans do pokonania Rui Patricio, a najbliższej szczęścia był Miroslav Radović.

    Przez pierwsze minuty spotkania niespodziewanie dobrze wyglądali legioniści. Nie dali się stłamsić przeciwnikom, jak to miało miejsce w starciu z Borussią Dortmund i starali się wyprowadzać szybkie kontry. Dobre okazje mieli Nemanja Nikolić i Miroslav Radović, którzy odważnie poczynali sobie w szesnastce przeciwników. W 10. minucie po raz pierwszy do wysiłku został zmuszony Arkadiusz Malarz. Bramkarz stołecznej drużyny bez problemu obronił strzał z dystansu Bruno Cesara. Potem gospodarze zaczęli częściej utrzymywać się przy piłce i gracze Jacka Magiery zostali zepchnięci do nieco głębszej defensywy. W 18. minucie Sporting powinien objąć prowadzenie. Po wrzutce z lewej strony z futbolówką minęła się większość piłkarzy, ale z najbliższej odległości w poprzeczkę trafił Gelson Martins. Portugalczycy co prawda przewyższali swoich przeciwników umiejętnościami poszczególnych graczy, lecz mistrzowie Polski grali na wielkim zaangażowaniu i bronili się naprawdę dobrze.
    Niestety, wszystko legło w gruzach blisko dwa kwadranse po pierwszym gwizdku. Wówczas piłkarz Sportingu dośrodkował z rzutu rożnego, niefortunnie interweniował Miroslav Radović, który przedłużył podanie wprost do Bryana Ruiza. Reprezentant Kostaryki nie miał kłopotów, żeby z najbliższej odległości pokonać Arkadiusza Malarza. Z biegiem czasu przewaga miejscowych coraz bardziej rosła. W 37. minucie udokumentowali ją zdobyciem drugiego gola. Bas Dost wybiegł zza pleców Jakuba Rzeźniczaka i z dużym spokojem wykończył piłkę dośrodkowaną ze skrzydła od Adriena Silvy. Chwilę potem mogło być jeszcze gorzej, ale uderzenie głową jednego z rywali w fantastycznym stylu na rzut rożny odbił Arkadiusz Malarz. Do końca rywali legionistom udało się już nie dopuścićdo żadnej groźniejszej sytuacji i obydwie drużyny zeszły do szatni przy wyniku 2-0.

    W przerwie Jacek Magiera dokonał jednej zmiany. Popełniającego błędy w obronie Steevena Langila zmienił Michaił Aleksandrow. W 55. minucie do sporego wysiłku został zmuszony Arkadiusz Malarz. Golkiper mistrzów Polski odbił mocną próbę z dystansu Adriena Silvy. Chwilę potem ten sam zawodnik skorzystał z błędu w wyprowadzeniu piłki Bartosza Bereszyńskiego i ze sporą łatwością wpadł w szesnastkę przyjezdnych. Na szczęście strzelił wyraźnie ponad poprzeczką. Po godzinie gry składną akcję zademonstrowali legioniści. Odjidja-Ofoe dograł do Michaiła Aleksandrowa, lecz Bułgar nie dostrzegł w porę niepilnowanego na skrzydle Guilherme.
    W 70. minucie powinno paść bramka kontaktowa... Odjidja-Ofoe świetnie dograł do biegnącego po lewej stronie Adama Hlouska, ten podał do niepokrytego Miroslava Radovicia, ale jego strzał przeleciał obok słupka. Trzeba przyznać, że w drugiej połowie Legia grała zdecydowanie lepiej niż w pierwszej. Co najważniejsze mistrzowie Polski cały czas dążyli do zdobycia bramki i imponowali walecznością oraz determinacją w obronie. Do końcowego gwizdka Sporting nie zagroził Arkadiuszowi Malarzowi ani razu. Legia nadal dążyła do zdobycia gola, lecz bezbłędny na linii i przedpolu był Rui Patricio.

    Autor: Wiśnia