Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Warszawa - Sobota, 1 października 2016, godz. 20:30
Ekstraklasa - 11. kolejka
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 49' Guilherme
  • 58' Guilherme
  • 70' Nikolić
3 (0)
Herb Lechia Gdańsk Lechia Gdańsk
    0 (0)

    Sędzia: Szymon Marciniak
    Widzów: 18941
    Pełen raport

    Magiczne przebudzenie

    Legia Warszawa rozgromiła w sobotę przed własną publicznością Lechią Gdańsk, czym wprawiła osłupienie chyba nawet swoich kibiców. Doprawdy ciężko było przypuszczać, że mistrzowie Polski doznają aż takiej przemiany po zaledwie kilku dniach pracy Jacka Magiery. Gole dla gospodarzy zdobyli Guilherme (dwie) oraz Nemanja Nikolić. Zwycięstwo mogło być zdecydowanie bardziej okazało, ponieważ dogodnych okazji zobaczyliśmy naprawdę sporo.

    Już od pierwszego gwizdka sędziego Legia ruszyła do zdecydowanych ataków. W 8. minucie stworzyła sobie pierwszą stuprocentową szansę, kiedy Miroslav Radović dośrodkował do Nemanji Nikolicia, a ten z najbliższej odległości trafił wprost w Vanję Milinkovicia-Savicia. Chwilę potem zakotłowało się w polu karnym po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, jednak gdańszczanie zdołali wyjść z opresji obronną ręką. Pierwszy kwadrans był naprawdę dobry w wykonaniu podopiecznych Jacka Magiery. Można żartować, że przeprowadzili wówczas więcej składnych akcji niż przez ostatnie trzy miesiące.
    W 22. minucie po raz kolejny zagrozili legioniści. Miroslav Radović uderzył z półwoleja z ostrego kąta, lecz instynktownie zachował się bramkarz Lechii. Był to zarazem już 13 strzał Legii w tym spotkaniu. Dwa kwadranse po pierwszym gwizdku przebudzili się goście. Flavio Paixao wyszedł do podania od jednego z kolegów i szczęśliwie z opresji zdołał wyjść Arkadiusz Malarz. Legia jednak w pełni kontrolowała boiskowe wydarzenia. Pięć minut przed przerwą Miroslav Radović poczarował na prawym skrzydle, dograł do Kaspera Hamalainena, ale ten strzelił zdecydowanie zbyt słabo. Na przerwę obydwie drużyny zeszły przy bezbramkowym wyniku. Mimo wszystko na brak emocji kibice nie mogli narzekać.

    Po zmianie stron legioniści ponownie ruszyli do odważnych ataków. W 50. minucie po wrzutce z lewej strony fatalny błąd popełnił Vanja Milinković-Savić, który nie złapał piłki, co szczęśliwie wykorzystał Guilherme. Chwilę potem prowadzenie mogło być wyższe. Miroslav Radović prostopadłym podaniem uruchomił Kaspera Hamalainena, który w dobrej sytuacji trafił w bramkarza Lechii. Gospodarze chcieli jak najszybciej zdobyć drugiego gola, żeby potem już ze spokojem grać przez kolejne minuty. W 57. minucie bliski szczęścia był Vadis Odjidja-Ofoe. Uderzenie pomocnika zostało w ostatnim momencie zablokowane. Po godzinie gry Belg popisał się kapitalnym podaniem do Guilherme, a ten z bliska po raz drugi pokonał Vanję Milinkovicia-Savicia!
    Na bramkę Lechii sunął dosłownie atak za atakiem. Po godzinie gry świetną szansę miał Miroslav Radović, którego próbę rozpaczliwie zablokowali defensorzy. Za moment zagroził z kolei Nemanja Nikolić i tym razem obronną ręką z opresji wyszedł bramkarz z Gdańska. W 67. minucie jeden z bohaterów tego wieczoru, Vadis Odjidja-Ofoe, mógł wpisać się na listę strzelców. Pomocnikowi zabrakło nieco precyzji, ponieważ będąc w polu karnym huknął tylko w poprzeczkę. W 70. minucie Legia w pełni zasłużenie zdobyła kolejnego gola. Miroslav Radović dograł do wychodzącego na czystą pozycję Nemanji Nikolicia, a ten w sytuacji sam na sam pewnie trafił do siatki. Tego dnia dyspozycja mistrzów Polski wyglądała naprawdę znakomicie. Można było przecierać oczy ze zdumienia, jak prezentują się na boisku gospodarze. Dziewięć minut przed przerwą honorowe trafienie powinien zaliczyć Marco Paixao. Portugalczyk z najbliższej odległości posłał piłkę obok słupka. Na odpowiedź graczy Jacka Magiery nie trzeba było oczywiście długo czekać. Thibault Moulin skorzystał z podania z lewej flanki, jednak dobrze na linii spisał się Milinković-Savić.

    Autor: Wiśnia