Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Warszawa - Sobota, 22 lipca 2017, godz. 20:30
Ekstraklasa - 2. kolejka
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 79' Kucharczyk
1 (0)
Herb Korona Kielce Korona Kielce
  • 85' Kosakiewicz
1 (0)

Sędzia: Daniel Stefański
Widzów: 15041
Pełen raport

Jesteśmy z Wami!

Pewnie gdyby dzisiejsza Legia była prowadzona przez kogoś innego niż Jacka Magierę, fani z Łazienkowskiej, inaczej reagowaliby na kolejną stratę ligowych punktów. W "Magica" jednak wierzymy wszyscy, bo to nasz człowiek - gość oddany Legii na całego. Nie dziwią więc inne reakcje trybun w porównaniu z tymi, jakie miały miejsce, kiedy przed rokiem naszym zespołem dowodził niejaki Besnik Hasi.
Cierpliwość to coś, co różni legionistów dzisiaj w porównaniu z tym, co miało miejsce kilkanaście miesięcy wcześniej. Pomimo porażki z Arką w Superpucharze, porażki w lidze z beniaminkiem z Zabrza oraz remisu z mocno rezerwowym składem Korony, nikt z nas nie myślał, by wieszać psy na piłkarzach. Ba, ci mogli liczyć na okrzyki, będące podziękowaniem za ich zaangażowanie na boisku. "Hej Legio, dzięki za walkę" oraz "Hej Legio, jesteśmy z Wami" - takimi okrzykami żegnani byli po meczu piłkarze Legii przez "Żyletę". Miejmy nadzieję, że trwonienie punktów zakończyliśmy właśnie w sobotę.



Zainteresowanie pierwszym meczem ligowym nowego sezonu przy Ł3 nie było tak wysokie, jak spotkanie o Superpuchar. Liczba widzów była mocno zbliżona do tej, która stawiła się przed trzema dniami na meczu z IFK Mariehamn i wyniosła niewiele ponad 15 tysięcy.

Koroniarze do Warszawy przyjechali autokarami. Niby mobilizowali się, żeby pobić 500 głów na wyjeździe, ale do realizacji planu zabrakło sporo. Było ich dokładnie 215. Już kilkanaście godzin przed meczem było jasne, że wśród ekip wspierających Koronę zabraknie fanów Stali Mielec, z którą tego właśnie dnia została zerwana przez kielczan zgoda. Fani MKS-u na sektor gości weszli na kilka minut przed rozpoczęciem spotkania i wywiesili 3 flagi. Prowadzili mocno przeciętny doping, który może ze dwa razy przebił się przez cały stadion. Z obu stron w trakcie meczu nie brakowało wzajemnych uprzejmości.



Podobnie jak na meczu z Mariehamn, dopingiem z Żylety przez większość spotkania prowadził nowy gniazdowy, Marek. Nasz doping stał na przyzwoitym poziomie. Było kilka mocniejszych momentów, jak choćby przy okazji "Hitu z Wiednia", który niósł się z pełną mocą przez kilka minut. W drugiej połowie przez pewien czas prowadziliśmy doping bez koszulek. Długo nie mogliśmy doczekać się bramki dla Legii, ale cały czas wierzyliśmy w walczących o zmianę niekorzystnego wyniku piłkarzy w białych koszulkach. Kilka decyzji sędziego wzbudziło oburzenie na trybunach (m.in. nieprzyznany karny za faul na Nagym), a w efekcie kilka razy pomiędzy trybunami miał miejsce dialog "Stefański! Co? Ty k...!". Były także inne przyśpiewki pod adresem arbitra, m.in. "Sędzia weź sznur, i powieś się...". W końcu jednak doczekaliśmy się skutecznej akcji w wykonaniu legionistów, a po trafieniu Kucharczyka, początkowa radość mieszała się z niepewnością, czy aby na pewno sędzia uzna gola, tym bardziej, że chyba sami zawodnicy nie byli przekonani, czy w tej sytuacji nie było spalonego.



Bramka padła w momencie śpiewania przez nas "Legia CWKS, Ciebie po życia kres...", w śpiewaniu której pomagał "Staruch", a pieśń wychodziła kapitalnie z coraz lepszym klaskaniem i zgraniem bębnów. Kiedy wydawało się, że spotkanie zakończy się po naszej myśli, niespodziewanie do wyrównania doprowadzili przyjezdni. Od razu nastąpiła zmiana naszego repertuaru. "Nie poddawaj się, ukochana ma..." - ryknęła Żyleta, a do śpiewu przyłączyły się pozostałe trybuny. Niestety, jak się okazało kilka minut później, na niewiele się to zdało - Legia znów straciła punkty w meczu z rywalem ze zdecydowanie niższej półki. Piłkarze nie usłyszeli jednak gorzkich słów, a podziękowano im za zaangażowanie skandując "Hej Legio dzięki za walkę". Miejmy nadzieję, że limit wpadek został już wyczerpany, a teraz nasi gracze skoncentrują się na zapewnieniu awansu do fazy grupowej któregoś z europejskich pucharów.

W najbliższą środę czeka nas wyjazdowe spotkanie w dalekiej (4000 km w jedną stronę) Astanie. Osoby, które będą wspierać nasz klub w Kazachstanie ruszają na wyjazd już w poniedziałek. Tymczasem w kolejną sobotę na Łazienkowską przyjedzie Sandecja, dla której będzie to pierwsza wizyta na naszym stadionie. Można śmiało powiedzieć, że "Sączersi" stawią się w zdecydowanie lepszej liczbie niż Koroniarze. Wszak to dla nich prestiżowy, pierwszy wyjazd na Legię.

Frekwencja: 15 041
Kibiców gości: 215
Flagi gości: 3

Autor: Bodziach