Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Nieciecza - Sobota, 5 sierpnia 2017, godz. 20:30
Ekstraklasa - 4. kolejka
Herb Bruk-Bet Termalica Nieciecza Bruk-Bet Termalica Nieciecza
  • 54' Piątek
1 (0)
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    0 (0)

    Sędzia: Mariusz Złotek
    Widzów: 4561
    Pełen raport

    Legia grać!

    Jako że pasmo nie najlepszych wyników stołecznego zespołu trwa w najlepsze, każdy kibic z Łazienkowskiej miał nadzieję, że chociaż kolejny ligowy mecz legionistom uda się zakończyć zwycięstwem. Z tego samego założenia wychodzili wszyscy ci, którzy zdecydowali się na podróż w upalną, sierpniową sobotę do oddalonej o prawie trzysta kilometrów od Warszawy Niecieczy.
    Ta licząca nieco ponad 700 osób wieś stanowi istny fenomen na mapie zespołów polskiej ekstraklasy. Jak bowiem widać, wystarczy mieć bogatego właściciela, by odnosić może nie spektakularne, ale jednak sukcesy. Trzeci rok z rzędu w najwyższej klasie rozgrywkowej jest wszak wyczynem nietuzinkowym. Stadion tego założonego w 1922 roku klubu liczy niespełna 4600 miejsc. Pod tym względem szału może nie ma, ale z drugiej strony większy obiekt tu niepotrzebny, bo popyt rzadko przewyższa podaż. Jeśli zaś chodzi o wygląd, to niecieczańska arena prezentuje się całkiem przyzwoicie i nowocześnie. Z całą pewnością najbardziej jednak w oczy rzucają się: pomnik słonia, który znajduje się przed obiektem i liczne pola kukurydzy wokół oraz sąsiedztwo kościoła i cmentarza.

    Nasza niespełna 400-osobowa grupa dotarła do naddunajeckiej miejscowości dość późno, bo na około 35-40 minut przed początkiem meczu. Nie stanowiło to jednak problemu, bo wejście na stadion odbywało się naprawdę sprawnie i z jeszcze sporym zapasem czasowym wszyscy zameldowaliśmy się w „kurnikowym” sektorze gości. Oprócz głównej grupy wyjazdowej na trybunach pojawiło się wiele osób w koszulkach Legii, którzy bez najmniejszych problemów nabyli wejściówki na sektory gospodarzy.

    W oczekiwaniu na pierwszy gwizdek sędziego część osób posilała się w przygotowanym punkcie gastronomicznym, inni z kolei rozmawiali między sobą o szansie na odniesienie wygranej (Termalica wszak dwukrotnie nas u siebie pokonała), a jeszcze inni wykorzystywali cenne minuty na odpoczynek przed dopingiem. Panowała sielska, niemal „dożynkowa” atmosfera bez jakiegokolwiek ciśnienia. I tylko muzyka płynąca z głośników jakoś nie pasowała do miejsca, w którym się znaleźliśmy. Zamiast lokalnych, folklorystycznych utworów czy chociażby hitów disco polo, grano przeboje: AC/DC, Metalliki i Sabatonu. ;)



    Rozruszaliśmy się dopiero wówczas, gdy spiker gospodarzy poprosił wszystkich o powstanie i obwieścił odśpiewanie hymnu Termaliki. Na hasło „Termalica” odpowiadaliśmy prześmiewczo „k... dzika”. Po chwili jednak skupiliśmy się na dopingu dla Legii. Temu niestety daleko było do świetności, a wszystko przez to, że całej rzeszy kibiców po prostu nie chciało się śpiewać. Wiadomo, że Nieciecza to żaden dla nas rywal i że wszechobecne gorąco i duchota dawały się wszystkim we znaki, ale nie powinniśmy szukać żadnych wymówek, tylko zawsze i wszędzie, niezależnie od okoliczności, z pełną werwą wspierać nasz klub przez pełne 90 minut. W naszym sektorze wywiesiliśmy tylko jedną flagę – „Mocno Legia!”.

    Na początku odśpiewaliśmy hymn naszego klubu, a potem zaznaczyliśmy swoją obecność okrzykiem „Jesteśmy zawsze tam!”. Po serii różnych przyśpiewek z naszego legijnego repertuaru (m.in. „My kibice z Łazienkowskiej”, „Od kołyski aż po grób” czy „Ole, ole, ole, ola”), "jesteśmy zawsze tam" uskutecznialiśmy bardzo długo, bo ponad 10 minut. Wychodziła nam ona w dodatku całkiem przyzwoicie. Nie zapomnieliśmy naturalnie pozdrowić naszych zgodowiczów. Kilka razy mierzyliśmy się z utworem „Moja jedyna miłość”, ale niestety kulało tutaj trochę nasze zgranie z bębnami.
    Minuty upływały, a wynik był nadal remisowy. Gra „Wojskowych” przypominała tę z poprzednich spotkań, dlatego wiedzieliśmy, że bez naszego wokalnego wsparcia po prostu sobie nie poradzą. „Warszawska Legio, zawsze o zwycięstwo walcz!” – wykrzyczeliśmy im, czego od nich zawsze oczekujemy. Jako że poczynania grajków nie ulegały poprawie, trzeba było im również przypomnieć o tym, że nie występują w byle jakim zespole, tylko w Legii Warszawa. „Mistrzem Polski jest ukochana ma!” – śpiewaliśmy żywiołowo na zakończenie pierwszej połowy meczu, by jeszcze dobitniej dać im do zrozumienia, że na murawie muszą dawać z siebie wszystko.

    fot. Mishka / Legionisci.com

    Fani gospodarzy ładnie zachowali się na początku meczu, kiedy to wywiesili flagę narodową oraz transparent „Obrońcom Ojczyzny składamy hołd” z symbolem Polski Walczącej, po czym odśpiewali hymn narodowy i parę razy krzyknęli „Cześć i chwała Bohaterom!”. Było to tym stosowniejsze, że 5 sierpnia obchodziliśmy rocznicę tzw. „Rzezi Woli” – niewyobrażalnych mordów, jakich SS-mani dopuścili się na mieszkańcach tej części stolicy, a które miały bezpośredni związek z wybuchem Powstania Warszawskiego. Niecieczanie zaopatrzeni byli w bębny i flagi i starali się wspierać wokalnie swoją drużynę. Ich doping nawet kilka razy przebił się do zajmowanego przez nas sektora. Najprawdopodobniej jednak, gdyby nie nasze wokalne lenistwo, na stadionie Bruk-Betu słyszelibyśmy jedynie doping dla Legii.

    Drugą połowę zaczęliśmy od „Mistrzem Polski jest Legia”. Odświeżyliśmy także m.in. utwór „Marsz, marsz, marsz, do boju marsz!”. Na całego rozruszaliśmy się jednak dopiero, gdy strzał z dystansu oddał Jakub Czerwiński. Wówczas powinniśmy byli objąć prowadzenie. Byłemu bramkarzowi Legii Janowi Musze udało się jednak fenomenalnie zbić piłkę na poprzeczkę, przez co w naszym sektorze dało się słyszeć przeraźliwy jęk zawodu. Coś jest na rzeczy, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, bowiem parę minut później to niecieczanie cieszyli się z bramki. Rozwścieczeni takim obrotem sytuacji, wrzeszczeliśmy „Jazda z k..., hej Legio, jazda z k...!”. Chwilę później, widząc dalszą nieporadność legionistów w znalezieniu sposobu na Termalikę, miarka się przebrała. „Legia grać, k... mać!” – huknęliśmy niemiłosiernie. Mieliśmy nadzieję, że ten okrzyk wreszcie obudzi ze strzeleckiego „letargu” naszych zawodników. Mimo przeważania „Wojskowych” na boisku, nic jednak z tego nie wynikało.

    Skupiliśmy się na dalszym dopingowaniu, który w tej części meczu dźwiękowo brzmiał już wprawdzie nieco lepiej. Bez wątpienia najlepiej i zdecydowanie najdłużej w drugiej połowie wykonywaliśmy hit z Wysp Alandzkich, czyli przerobioną wersję utworu „Chałupy welcome to”. Trzeba przyznać, że ta przyśpiewka ma w sobie to „coś”, co powoduje, że ludziom po prostu chce się ją śpiewać. ;) Nie zapomnieliśmy także przypomnieć wszystkim zgromadzonym na stadionie, która trybuna w Polsce ma miano tej jedynej i najlepszej. Nie zapominaliśmy jednak o piłkarzach. Bardzo chcieliśmy, żeby wygrali, ale ani „Legia, Legia, Legia, Legia goooool!” ani „Gramy do końca”, ani nawet powtórne huknięcie „Legia grać, k... mać!” nie pomagało. Liczyliśmy, że chociaż „Nie poddawaj się!” przyczyni się choćby do uratowania remisu przez legionistów. Niestety, w końcu usłyszeliśmy ostatni gwizdek sędziego i trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy – po raz trzeci z rzędu w Niecieczy Termalica spuściła nam „agrowp...”. Ożywiło to „lokalsów”, którzy uradowani wygraną swojego zespołu krzyczeli „Legła Warszawa!”. Nie zwracaliśmy jednak uwagi na te śmieszne zaczepki. Koncentrowaliśmy się bowiem na buzującej w nas wściekłości do naszych piłkarzy. „Chodźcie do nas!” – ryknęliśmy do nich tuż po zakończeniu meczu. Gdy podeszli przed nasz sektor, odbyliśmy z nimi poważną rozmowę.

    Po niespełna półgodzinie wypuszczono nas z niecieczańskiego obiektu, możliwie jak najszybciej wsiedliśmy do samochodów i – niestety w paskudnych nastrojach – udaliśmy się w podróż powrotną do stolicy, gdzie zameldowaliśmy się między 2 a 3 w nocy.

    Jak długo przyjdzie nam oglądać tak fatalnie grającą Legię? Oby jak najkrócej. Jeśli legioniści przegraliby dodatkowo we wtorek w Puławach, dokąd udajemy się w ramach 1/16 finału Pucharu Polski, to byłaby już totalna kompromitacja. Obyśmy jej nie doświadczyli.

    Frekwencja: 4593
    Goście: 493
    Flagi gości: 1

    Autor: Hugollek