Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
NewsyNewsy
Newsy
RSS  |  WAP  |  Kosz  |  Siatka  |  Hokej
Jacek Zieliński i cała defensywa Legii w Trondheim zagrali słabo - fot. LegiaLive!
Jacek Zieliński i cała defensywa Legii w Trondheim zagrali słabo - fot. LegiaLive!
Poniedziałek, 22 listopada 2010 r. godz. 09:40

Uwaga: Wiadomość archiwalna!

15 lat LM: Rosenborg 4-0 Legia

Tomek Janus

Pod koniec listopada 1995 r. po bezbramkowym remisie z Blackburn legioniści byli w bardzo dobrej sytuacji, by awansować do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Piłkarze Pawła Janasa zajmowali drugie miejsce w tabeli i na dwa mecze przed końcem rywalizacji mieli o cztery punkty więcej od trzeciego Rosenborga Trondheim. Do Norwegii legioniści lecieli więc jak po swoje. Remis dawał im wymarzony awans. Zamiast radości była jednak bardzo bolesna porażka.

Przed spotkaniem 5. kolejki Ligi Mistrzów Rosenborg miał bardzo małe szanse na awans. Z trzema punktami na koncie, by marzyć o wyjściu z grupy, musiał wygrać u siebie z Legią i później na wyjeździe z Blackburn Rovers. Dodatkowo legioniści nie mogli pokonać w ostatniej kolejce, grającego tylko o prestiż, Spartaka Moskwa. Dla Norwegów wyglądało to jak zadanie niemożliwe do wykonania. Tym bardziej, że Rosenborg spotkał się z Legią już we wrześniu i zebrał srogie baty. Jakby tego było mało, przeciwko Polakom nie mógł zagrać Karl Petter Loeken. Gwiazdor Rosenborga i reprezentacji Norwegii nabawił się urazu kolana podczas meczu z Holandią i zmagania swoich kolegów z drużyny musiał obserwować z boku.

Na korzyść gospodarzy przemawiał termin meczu. Końcówka listopada w Trondheim to już okres prawdziwej zimy i choć o stan podgrzewanej murawy nie trzeba było się martwić, to gracze trenera Nilsa Arne Eggena mieli nad legionistami przewagę wypoczynku. Rosenborg do meczu z Legią przystępował po dwutygodniowym odpoczynku od gry. Rozgrywany systemem wiosna-jesień sezon w Norwegii był już zakończony i rywal legionistów mógł skupić się na pucharach. Do meczu z Legią piłkarze z Trondheim przygotowywali się na zgrupowaniu w Holandii.

"Wojskowi" o takim komforcie nie mieli co marzyć. Mecz z Rosenborgiem był 25 spotkaniem, które rozegrali od sierpnia. Dla osłody, piłkarze mogli zabrać w podróż do Norwegii swoje żony i narzeczone. Z możliwości skorzystało siedmiu zawodników. Małżonkę w domu zostawił za to trener Paweł Janas. Zamiast niej do Norwegii zabrał... syna. "Wolałem zabrać syna, może się czegoś nauczy" – wyjaśniał szkoleniowiec. Syn najwyraźniej bacznie podglądał pracę ojca i dziś pracuje w sztabie szkoleniowym Legii. Mowa oczywiście o Rafale Janasie.

Przed meczem gospodarze wypowiadali się bardzo ostrożnie, ale po cichu liczyli na pokonanie "wojskowych" 2-0. "Będzie bardzo ciężko, bo Legia ma świetnego bramkarza i obrońców. Potrafi też grać z kontry. Aby osiągnąć cel, moja obrona nie może popełnić takich błędów, jak w Warszawie" – mówił trener Rosenborga. Paradoksalnie właśnie defensywa legionistów była najsłabszą formacją podczas meczu z Norwegami.

Ambitny plan Legii zapewnienia sobie awansu w krainie fiordów zawalił się po kwadransie gry. W 14. minucie boisko musiał opuścić Leszek Pisz, którego z murawy znieśli Jacek Bednarz i Adam Fedoruk. Kapitana "wojskowych", z podejrzeniem złamania kości śródstopia, odwieziono do szpitala. W czasie gdy "Piszczyk" przebywał poza linia boczną boiska, Legia straciła pierwszą bramkę. Loar Strandt ograł Jacka Zielińskiego i nie dał szans Maciejowi Szczęsnemu. Nim skończyła się pierwsza połowa, golkiper Legii musiał wyciągać piłkę z siatki po raz drugi. Tym razem zagapił się Grzegorz Lewandowski i Harald Martin Brattbakk podwyższył na 2-0.

Podłamani legioniści nie potrafili odgryźć się rywalom. "Popełnialiśmy w obronie proste błędy" – tłumaczył Zieliński. Prostym błędem nie można jednak nazwać sytuacji z 64. minuty. Niziutki Jakobsen (168 cm) wyskoczył wówczas wyżej niż Marek Jóźwiak (190 cm) i Marcin Jałocha (178 cm) i strzałem głową pokonał Szczęsnego. "Dwa gole strzelili nam najniżsi na boisku, to o czymś świadczy. Nie wiem dlaczego, ale w naszym zespole panował totalny bałagan" – narzekał po meczu Lewandowski. Faktem jest, że w Trondheim Legia nie wyglądała jak drużyna, która ten sam Rosenborg ograła u siebie 3-1. W 88. minucie legionistów dobił Vegard Heggem. Była to najwyższa pucharowa porażka "wojskowych" od pamiętnej porażki 0-4 z Hajdukiem Split. "Przed meczem uważaliśmy, że jesteśmy jedną nogą w ćwierćfinale. W Trondheim należało postawić kropkę nad 'i'. Teraz od awansu dzielą nas tysiące mil" - podsumował spotkanie Szczęsny.

Mimo słabej gry i zawstydzającej porażki, Legia nie straciła szans na awans. W ostatniej kolejce musiała jednak pokonać na własnym stadionie Spartak Moskwa. Rosjanie wyjście z grupy zapewnili sobie już wcześniej. Po pięciu kolejkach byli jedyną niepokonaną drużyną w Lidze Mistrzów. Legionistom nie pozostawało nic innego jak przerwać serię Rosjan. W ostatnim meczu fazy grupowej wydarzenia miały potoczyć się w dość niespodziewany sposób. 6 grudnia 1995 r. św. Mikołaj okazał się być legionistą i dał "wojskowym" prezent. Ale o tym przeczytacie na LL! za dwa tygodnie.

22 listopada 1995 r. 20:30 Stadion Lerkendall
Rosenborg Trondheim 4-0 (2-0) Legia Warszawa
1-0 17. min. Roar Strand
2-0 45. min. Harald Martin Brattbakk
3-0 64. min Jahn Ivar "Mini" Jakobsen
4-0 88. min. Vegard Heggem

Rosenborg: Ola By Rise - Bjørn Tore Kvarme, Tom-Kåre Staurvik, Ståle Stensaas - Erik Hoftun, Bent Skammelsrud, Steffen Iversen, Roar Strand (87’ Vegard Heggem), Trond Egil Soltvedt - Harald Martin Brattbakk, Jahn Ivar "Mini" Jakobsen

Legia:Maciej Szczęsny – Marcin Jałocha, Jacek Zieliński, Zbigniew Mandziejewicz – Grzegorz Lewandowski, Marek Jóźwiak, Tomasz Wieszczycki (62’ Jacek Bednarz), Leszek Pisz (18’ Cezary Kucharski), Radosław Michalski – Jerzy Podbrożny, Ryszard Staniek

Sędziował: Weber (Niemcy)
Widzów: 15 000
Żółte kartki: Erik Hoftun – Marcin Jałocha, Cezary Kucharski, Jacek Zieliński

W artykule wykorzystano cytaty z archiwalnych numerów "Gazety Wyborczej"

Byłeś na meczu Legii w Lidze Mistrzów? Masz zdjęcia lub programy meczowe z tamtych lat? Wyślij je do nas na ultras@legialive.pl i pomóż w przypomnieniu atmosfery z 1995 i 1996r.





Zgłoś newsa!

Jeżeli masz informację, której nie ma na tej stronie, a Twoim zdaniem powinna się znaleźć, zgłoś ją nam! Wystarczy wypełnić prosty formularz, a informacja zostanie dodana do naszej bazy.
Zgłoś newsa!