Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
NewsyNewsy
Newsy
RSS  |  WAP  |  Kosz  |  Siatka  |  Hokej
Niedziela, 3 lipca 2011 r. godz. 18:53

Uwaga: Wiadomość archiwalna!

Dyskwalifikacja za krytykę, czyli cenzura w latach 30.

Bodziach

Dziś krytykowanie działaczy piłkarskich, piłkarzy itd. w prasie jest czymś zupełnie normalnym. Cenzura raczej nie dotyka dziennikarzy (chyba, że ze strony naczelnego gazety), w przeciwieństwie np. do kibiców, którym ogranicza się możliwość eksponowania haseł, które według uznania obserwatorów PZPN, nie mają związku z meczem. Za nieprawdziwe informacje podane w mediach, trzeba liczyć się z procesem sądowym. Przed laty za krytykowanie PZPN, groziły kary, w tym dyskwalifikacja. Dziś przypominamy pierwszą głośną "wojnę prasową".

Ta miała miejsce pomiędzy redaktorem Adamem Obrubańskim, który był kierownikiem działu sportowego w "Ilustrowanym Kurierze Codziennym" oraz red. naczelnym krakowskiego tygodnika "Raz, Dwa, Trzy" a Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Wojna Obrubańskiego z PZPN zaczęła się w 1930 roku od artykułów zamieszczonych na łamach "IKC".

Artykuły krytykujące PZPN
"Prestiż polskiego piłkarstwa upada. Śląsk znajduje się na szarym końcu wśród okręgów. Poziom gry drużyn obniżył się, również poziom sędziowania pozostawia dużo do życzenia. Zarząd PZPN winien temu przeciwdziałać, ale żadnej działalności 'wobec znanej bierności' PZPN nie widzimy. (...) Organizacyjne poczynania PZPN wykazują duże braki. Jubileusz PZPN w czerwcu (w Krakowie) - to bałagan i kompromitacja. Na zawody, które doszły do skutku w Pradze, nie wzięto zapasowych koszulek dla zawodników, co się ujemnie odbiło na grze zmarzniętych i zmokniętych zawodników po przerwie. Opieka nad zawodnikami była skandaliczna. Delegaci PZPN wyjeżdżający zagranicę nie opiekowali się kontuzjowanymi zawodnikami.

W rejestrze graczy jest nieporządek. Zginęła z niego karta nieuprawnionego zawodnika Turystów, Zurkowskiego. Kluby są w ciężkiej sytuacji finansowej. W ciągu trzech lat PZPN nie udzielił im żadnej pomocy. (...) Warszawa, jako siedziba najpotężniejszego w naszym kraju związku, po 3-letniej próbie egzaminu nie zdała. PZPN zamienił się w urząd od załatwiania 'kawałków'. Dlatego głosy odzywające się za przeniesieniem PZPN z Warszawy zyskują z każdym dniem na znaczeniu" - czytamy w artykule Obrubańskiego, który pisał też o fatalnej organizacji meczów towarzyskich (w tym doborze rywali) reprezentacji Polski.

W kolejnych artykułach Obrubański podawał coraz więcej przykładów nieprawidłowego działania PZPN. Nie obyło się bez polemiki prasowej, bowiem w obronie PZPN stanęły "Przegląd Sportowy", "Express Poranny" i "Dobry Wieczór".

PS atakuje Obrubańskiego
W PS atakowano Obrubańskiego w niezbyt kulturalny sposób. "(...) Można by z tym wystąpieniem polemizować, gdyby z mętnego toku ‘myślenia’, z nędznego stylu i błędów stylistycznych oraz gramatycznych nie wychylała się twarz pewnego osławionego działacza o dyktatorskim zapaszku, z zawodu zawistnego pismaka. (...) Tylko wara mu od spraw, od których Jego Dyktatorska Mość na szczęście na zawsze jest odsunięty" - czytamy w odpowiedzi w artykule "Atak na piłkarstwo polskie".

Dwuletnia dyskwalifikacja
PZPN zareagował wówczas bardzo kontrowersyjnie. Mógł np. domagać się sprostowania na łamach prasy (na podstawie przepisów ustawy prasowej), odwołać się do sądu honorowego Związku Dziennikarzy, zaskarżyć autora do sądu lub doprowadzić do uchwały walnego zebrania PZPN, potępiającego kampanię prasową "IKC". Zamiast tego, PZPN zdyskwalifikował Obrubańskiego jako działacza sekcji piłkarskiej Wisły Kraków. Dyskwalifikacja uchwalona 30 października 1930 roku miała obowiązywać przez dwa lata, m.in. za to, że "w art. ogłoszonym w Ilustr. Kurierze Codziennym z 28.I.30 usiłuje w niesłychany sposób poderwać autorytet PZPN". Tak właśnie rozpoczęła się pierwsza "sportowa wojna prasowa" w Polsce.

Niezależna prasa?
Dyskwalifikacja podzieliła prasę sportową na dwa obozy - Obrubańskiego popierały Kraków, Lwów i Śląsk i tam coraz częściej zaczynały pojawiać się teksty nieprzychylne PZPN. "PZPN uważa, że jest nietykalny i że wszelka krytyka jego działalności jest zbrodnią" - pisała lwowska Gazeta Poranna. "Czy ci, co uchwalili dyskwalifikację, nie mają już wstydu? Prasa musi pozostawać niezależna" - pisała tymczasem katowicka "Polonia". "Niesłychane, aby władze sportowe uzurpowały sobie prawo karania działacza sportowego za jego krytykę publicystyczną, co stanowi jaskrawy zamach na zasadę wolności słowa" - można było wówczas przeczytać na łamach krakowskiego Nowego Dziennika.

O wojnie prasowej w Polsce, pisano także zagranicą. "W żadnym kraju związek nie śmiał zdyskwalifikować swego działacza dlatego, że jako dziennikarz wyraził krytykę" - pisał wiedeński Sporttagblatt.

Cofnięcie kary za przeprosiny
Na walnym zebraniu PZPN, w lutym 1931 roku, przedstawiciel Ligi domagał się zniesienia dyskwalifikacji redaktora Obrubańskiego. PZPN nie chciał na to przystać. Ostatecznie głosami delegatów uchwalono wniosek, w którym dopuszczono anulowanie dyskwalifikacji, w przypadku oficjalnych przeprosin ze strony Obrubańskiego pod adresem PZPN. "Jeżeli p. Obrubański odwoła w odpowiedniej formie zarzuty skierowane przeciwko zarządowi PZPN i przeprosi za nie zarząd PZPN oraz ogłosi to w IKC, winien zarząd PZPN darować dalszą dyskwalifikację p. Obrubańskiemu od dnia ogłoszenia odwołania i przeproszenia zarządu PZPN" - postanowiono.

Powrót pod 2 latach
Zawieszony działacz Wisły i redaktor IKC odwołał się do Polskiego Związku Dziennikarzy i Publicystów Sportowych, które na walnym zjeździe oficjalnie trzymało jego stronę. "(...) Kwalifikowanie i ocena czynności dziennikarskich i publicystycznych należy wyłącznie do zakresu kompetencji ZDiPS względem jego Sądu Honorowego. Walny Zjazd PZDz i PS zastrzega się przeciwko wszelkim tendencjom ze strony związków sportowych zmierzającym do ograniczenia względnie krępowania dziennikarzy w publikacjach sportowych przy wykonywaniu przez nich swych czynności dziennikarskich (...)" - postanowił związek dziennikarzy sportowych. Inna sprawa, że wspomniana publikacja nic nie zmieniła.

Obrubański PZPN-u nie przeprosił i dopiero w 1932 roku, po zakończeniu okresu dyskwalifikacji, mógł wrócić do pracy w Wiśle. To była pierwsza w Polsce tak głośna sprawa, w której związek dopuścił się kary za nieprzychylne mu teksty. W kolejnych latach były kolejne przypadki "wojen prasowych".

Poprzednie teksty historyczne znajdziecie w dziale Historia.



Zgłoś newsa!

Jeżeli masz informację, której nie ma na tej stronie, a Twoim zdaniem powinna się znaleźć, zgłoś ją nam! Wystarczy wypełnić prosty formularz, a informacja zostanie dodana do naszej bazy.
Zgłoś newsa!