Wykorzystujemy pliki cookies (ciasteczka) zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich używania i zmianie ustawień w przeglądarce znajdziesz tutaj.    ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
NewsyNewsy
Newsy
RSS  |  WAP  |  Kosz  |  Siatka  |  Hokej
fot. Mishka / Legionisci.com
fot. Mishka / Legionisci.com
Czwartek, 18 lipca 2013 r. godz. 22:50

Relacja z trybun: Walia opanowana przez legionistów

Bodziach, źródło: Legionisci.com

Wyjazdy w europejskich pucharach zawsze smakują inaczej niż te na krajowym podwórku. Prawie za każdym razem możemy bowiem zwiedzać i sławić Legię w innym zakątku Europy. Tym razem na pierwszy "euro-trip" los przydzielił nam walijski zespół The New Saints, a spotkanie rozgrywano w Wrexham, ok. 20 kilometrów od siedziby klubu w Oswestry.



Obiekt TNS może pomieścić maksymalnie 2 tysiące osób. Ze względu na duże zainteresowanie biletami kibiców Legii, gospodarze postanowili więc zmienić miejsce rozgrywania meczu. Reakcje po samym losowaniu były różne. Z jednej strony dawno nie graliśmy na Wyspach, do tego... mogło być zdecydowanie gorzej (i drożej). Z drugiej, sporo osób zrezygnowało z wyjazdu, oszczędzając na kolejne wyprawy, bo Legia i tak awansuje do kolejnych rund.

Nas kalkulacje nie interesowały. Była możliwość wzięcia urlopu, oszczędności pozwalały na wykupienie tanich lotów, a więc w drogę. Jak zdecydowana większość legionistów, wybraliśmy najszybszą opcję - samolot tanich linii, a następnie pociąg/samochód (raz jeszcze dzięki za podwózkę z Liverpoolu dla stałej wyjazdowej ekipy!). Do Anglii dotarliśmy we wtorek po południu, a do Warszawy wróciliśmy po 48 godzinach. Dłużej podróżowali ci, którzy ruszyli w trasę samochodami i autokarami. Noc z wtorku na środę większość osób spędziło w różnych angielskich miastach - Liverpoolu, Manchesterze czy Birmingham. Do walijskiego Wrexham legioniści docierali na kilka godzin przed meczem - jedni koleją, inni wynajętymi furami.

Szybko okazało się, że dojazd do Wrexham dopiero w dniu meczu był słuszną koncepcją. Miasteczko jest niewielkie i atrakcji w nim brak. Z każdej strony widać było grupki fanów w białych koszulkach, którzy zebrali się w okolicy jednego z pubów, gdzie korzystając z upalnej pogody fani raczyli się zimnym piwkiem. Pod względem pogody mieliśmy niebywałego farta - na Wyspach od bardzo dawna nie było tak ładnej pogody, jak w lipcu tego roku.

W okolicy stadionu miejscowi sprzedawali różne badziewia - czapki-paziówki i różne piknikowe wyposażenie (m.in. trąbki), a także łączone szaliki TNS - Legia. Przed wejściem na nasz sektor było jasno powiedziane - w takich szalach nikt nie wejdzie. Polacy, którzy przyjechali na mecz z różnych brytyjskich miejscowości zasiedli na osobnym sektorze - trybunie za bramką, gdzie ostatecznie zebrało się 1800 osób. Wśród nich byli tacy, którzy wcześniej z Legią nie mieli zbyt wiele wspólnego. O dziwo, wokalnie zaprezentowali się nawet nieźle, rozpoczynając głośny doping już na pół godziny przed pierwszym gwizdkiem. Wejście na nasz sektor było sprawne. Okazanie biletu, przejście przez kołowrotek z lat 80., szybka i pobieżna kontrola i już byliśmy na zachodniej części Yale Stand.

W sektorze "kibolskim" było nas 500 i wywiesiliśmy 6 flag - "Warriors", "Wild Boys", "White Legion", "Teddy Boys", "Szczecin" i płótno Juventusu, a także transparent poświęcony konfidentowi-pedofilowi "Haniorowi". Jemu też poświęcone zostały dwie pieśni. Cała nasza trybuna głośno skandowała również hasła "Pozdrowienia do więzienia" czy "Zawsze i wszędzie...".



Rozpoczęliśmy od okrzyków pod adresem RTS-u, a następnie tych w pazio-czapkach czy korolowych perukach - "Cała Polska niech usłyszy, Legia nie jest dla małyszy". Po wyjściu piłkarzy na boisko cały stadion odśpiewał "Mistrzem Polski jest Legia", a w naszym sektorze zapłonęło ponad 20 rac. Dach, który się nad nami znajdował, powinien potęgować efekt naszych śpiewów, ale było z tym różnie. Szczególnie na początku, kiedy wiele osób śpiewało na pół gwizdka. Rozkręcaliśmy się dopiero z biegiem czasu. W pierwszej połowie najlepiej wychodził nam hit z Wiednia. Odśpiewaliśmy także nowsze pieśni, jak "Szkoła, praca" czy "Niepokonane miasto". Szczególnie ta ostatnia powinna wyjść zdecydowanie lepiej, i to pomimo braku bębnów.

Dopingiem kierował "Staruch" i na szczęście po przerwie, mimo awarii megafonu, udało mu się wycisnąć z nas więcej. Mimo niekorzystnego wyniku, mało kto przejmował się tym co działo się na boisku. W końcu poszczęściło się i nam, bo Legia najpierw doprowadziła do wyrównania, a później wyszła na prowadzenie. Na boisku było kilka spięć i podczas jednego z nich któryś z kibiców zauważył, że "Kosa" jest mocno spragniony ;). Zawodnik przytomnie chwycił rzuconą butelkę, napił się kilka łyków i dziękując odrzucił ją za linię boczną. Kto wie, czy bez tego miałby siły na zdobycie tak ładnej, trzeciej bramki.

O gospodarzach krótko, bo nie ma sensu poświęcać im zbyt wiele czasu. Już dawno było wiadomo, że nie mają żadnej ekipy. Na meczu z nami nie wystawili nawet mikro młynka, a tylko pojedyncze osoby na trybunie głównej miały barwy i cieszyły się z bramki na 1-0. Oby w kolejnej rundzie przyszło się nam zmierzyć z bardziej ogarniętą ekipą.

Zgodnie z naszą europucharową tradycją, pod koniec meczu odśpiewaliśmy "Mazurka Dąbrowskiego", a do śpiewów przyłączyli się Polacy nie tylko z trybuny za bramką, ale także głównej. Krótkim przerywnikiem w śpiewach była kontuzja jednego ze stewardów, który wywinął orła przy linii bocznej. "Wstawaj, wstawaj, ch... nie udawaj" - niosła się od razu dobrze znana przed laty przyśpiewka. Nasz doping do końca stał już na niezłym poziomie, a po meczu podziękowaliśmy piłkarzom za wygraną i zaśpiewaliśmy z nimi "Warszawę". Dosłownie od razu po końcowym gwizdku sędziego otwarte zostały bramy wyjściowe i można było opuszczać stadion. Szybko utworzyły się korki na drodze, a z samochodów powiewały barwy Legii. Mało kto zostawał jeszcze na noc w Wrexham, kibice udawali się do innych miast, z których w czwartek mieli zaplanowane loty do stolicy.

Za nami pierwszy wyjazd w europucharach. Już w piątek poznamy kolejnego przeciwnika (będzie to zwycięzca którejś z par, nie jeden zespół) - oby los był dla nas łaskawy. A już w sobotę widzimy się na Łazienkowskiej, gdzie głośnym dopingiem wspieramy Legię w meczu z Widzewem.

Frekwencja: 2925
Kibiców gości: 2300 (500 w sektorze gości)
Flagi gości: 6

Doping TNS: 0
Doping Legii: 7


przeczytaj więcej o:, ,



Zgłoś newsa!

Jeżeli masz informację, której nie ma na tej stronie, a Twoim zdaniem powinna się znaleźć, zgłoś ją nam! Wystarczy wypełnić prosty formularz, a informacja zostanie dodana do naszej bazy.
Zgłoś newsa!