Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
NewsyNewsy
Newsy
RSS  |  WAP  |  Kosz  |  Siatka  |  Hokej
Środa, 12 lutego 2014 r. godz. 20:06

Uwaga: Wiadomość archiwalna!

Na stadionach świata: Karpaty - Szachtar

Marcin, źródło: Legionisci.com

Podczas wizyty we Lwowie Marcin wraz z przyjaciółmi miał możliwość obejrzenia wrześniowego meczu Karpaty Lwów - Szachtar Donieck. Zapraszamy do przeczytania kibicowskiej relacji z tego spotkania.

Karpaty Lwów 3-2 Szachtar Donieck, 13.09.2013
Korzystając z powakacyjnego urlopu postanowiliśmy wraz z dwójką przyjaciół udać się na Ukrainę, konkretnie do Lwowa. Ciekawiły nas tamtejsze możliwości w kwestii dobrej zabawy i spróbowania wyrobów alkoholowych, w niskich, jak myśleliśmy, cenach. Podczas planowania kwestii logistycznych zauważyliśmy, że podczas naszego pobytu do Lwowa zawita akurat nasz stary znajomy z eliminacji Ligi Mistrzów z 2006 roku, czyli Szachtar Donieck. Nie mogliśmy zatem przepuścić okazji do obejrzenia meczu bądź co bądź w nieco innych aniżeli polskie warunkach. Mecz wypadał w piątek, zatem spodziewaliśmy dużej liczby widzów na trybunach oraz problemów z kupieniem biletu. Warto wspomnieć, że Karpaty Lwów nie rozgrywały swoich meczów na nowym stadionie wybudowanym na Euro 2012 a na starym – "Ukraina". Oczywiście przyczyna takiego stanu rzeczy może być tylko jedna - pieniądze. Przed wyjazdem próbowaliśmy zamówić bilety przez internet – oczywiście nie było takiej opcji. W dzień meczu, całkiem przypadkiem, obok naszego hostelu znaleźliśmy sklep kibica Karpat Lwów (połączony z mini muzeum), gdzie bez problemu nabyliśmy wejściówki za 50 hrywien (hrywna = 40 groszy) na praktycznie sam środek trybuny. Jeden z moich przyjaciół (pół Serb, pół Polak, urodzony w Paryżu i mający francuskie obywatelstwo) przeżył małe deja vu, gdyż jego PSG kilka lat temu mierzyło się w Pucharze UEFA właśnie z Karpatami. W mieście ani przez chwilę nie dało odczuć się atmosfery meczu, nie zlokalizowaliśmy również żadnych plakatów zapraszających na mecz oraz kibiców w biało-zielonych barwach. Jedyną rzeczą jaka mogła budzić skojarzenia był autokar Szachtara przed jednym z hoteli i jego piłkarze pijący kawę w ogródku w centrum miasta, gdzie ich spotkaliśmy. Sam stadion, gdyby nie kolor krzesełek, przypomina dobrze nam znany obiekt Pogoni Szczecin i mieści 27 tysięcy osób. Wejście na ok. 50 minut przed meczem obyło się bez problemów, jednakże nie mogło ich być, gdyż byliśmy jednymi z pierwszych (sic!) ludzi na obiekcie. Od ludzi sprzedających na terenie stadionu kwas chlebowy (podobnie jak u nas, nie można pić alko na stadionie) dowiedziałem się - ku mojemu ogromnemu zdziwieniu - że na meczu będzie około 2-3 tysiące ludzi. Na pytanie dlaczego tak mało usłyszałem, że niskie miejsce w tabeli Karpat oraz najwyższe ceny biletów na mecze w całej Ukrainie (kolejne zaskoczenie, oprócz biletów za 50 hrywien były jeszcze tańsze, np. za 40 hr. Bilet na loże VIP to koszt 100 hr!). Okazało się jednak, że na stadion pofatygowało się trochę więcej, bo około 8 tysięcy ludzi, których głównym atrybutem był słonecznik oraz wspomniany wcześniej kwas chlebowy. Warto wspomnieć, że na stadionie oprócz kilkunastu stewardów są milicjanci, którzy odgradzają gospodarzy od przyjezdnych.
W kwestii gości – mocno zawiedli, nawet mimo tak dalekiej odległości. Na obiekt weszli w 10. minucie meczu, w sile około 40 osób, gdzie średnia wieku nie przekraczała chyba 20 lat. Wywiesili sześć płócien, bo ciężko nazwać flagami transparenty, z których największy był 1m x 1m. Trzy z nich to flagi Ukrainy. Młyn Karpat znajdował się po przeciwległej stronie od sektora gości i liczył około 400 głów oraz był ozdobiony kilkoma flagami. Doping na poziomie o wiele niższym aniżeli w znacznej większości drużyn naszej Ekstraklasy, aczkolwiek przebieg meczu i wygrana Karpat 3-2 na pewno bardziej zmobilizowała fanatyków gospodarzy. Na początku drugiej połowy młyn Karpat pokusił się nawet o skromną oprawę, na którą składały się folie, sektorówka z herbem klubu oraz 2 (słownie: dwie) race, następnie zaprezentowano kilkadziesiąt transparentów na kijach. Repertuar przyśpiewek bardzo ubogi, cały stadion rzadko włączał się do wspólnej zabawy, tylko raz gdy śpiewano "Kto nie skacze, ten z Moskali" większość stała i żwawym krokiem podskakiwała (my również). Atmosfera na stadionie ogólnie rzecz biorąc piknikowa, rodem z polskich niższych lig. Od czasu do czasu jakiś kibic rzucił żartem, który był śmieszny tylko dla niego. Ludzie obok których siedzieliśmy, dowiadując się, że jesteśmy z Polski wspominali o Stiliciu, który jeszcze niedawno u nich grał, ciekawostką jest, że wszyscy mówili, iż przyszedł do nich z Legii ;-)

Sam mecz bardzo dobry, Karpaty wygrały 3-2 po ciekawym spotkaniu, czym sprawili bardzo miłą niespodziankę swoim kibicom, którzy odzwyczaili się od dopisywania sobie 3 punktów po ligowych meczach. Polecam, by wyszukać w internecie bramkę Douglasa Costy z Szachtara na 1-1, stadiony świata. Po zakończeniu spotkania stadion szybko pustoszeje, kibice zapełniają popularne marszrutki, a my udajemy się na nocną zabawę w jednym z lwowskich lokali.

Poprzednie kibicowskie relacje ze stadionów Polski i świata w dziale Na stadionach.





fot. Marcin



Zgłoś newsa!

Jeżeli masz informację, której nie ma na tej stronie, a Twoim zdaniem powinna się znaleźć, zgłoś ją nam! Wystarczy wypełnić prosty formularz, a informacja zostanie dodana do naszej bazy.
Zgłoś newsa!