Mecz zmarnowanych okazji
Pomimo dobrej gry Legia Warszawa przegrała na wyjeździe z NK Celje w spotkaniu fazy ligowej Ligi Konferencji. Do przerwy "Wojskowi" prowadzili po bramce Kacpra Urbańskiego, ale po przerwie do siatki trafiali już tylko Słoweńcy. Gdyby legioniści byli tego dnia bardziej skuteczni, to po pierwszych 45 minutach z pewnością prowadziliby różnicą co najmniej kilku goli...
Od pierwszego gwizdka sędziego dobrze grała Legia. W 7. minucie gry na prowadzenie "Wojskowych" powinien wyprowadzić nawet Antonio Čolak. Chorwacki napastnik dostał podanie ze skrzydła, był kompletnie nieatakowany tuż przed bramką rywali, ale niestety nie trafił chociażby w jej światło. Chwilę potem indywidualną akcją popisał się Kacper Urbański. Pomocnik gości zakręcił dwoma obrońcami, oddał mocne uderzenie, z którym poradził sobie Žan-Luk Leban. W 13. minucie znowu z dobrej strony pokazał się Urbański. Tym razem młodzieżowy reprezentant Polski przytomnym dograniem wpuścił w szesnastkę Rafała Augustyniaka. Ten miał niestety piłkę na swojej słabszej lewej nodze, dlatego nie udało mu się oddać mocnego uderzenia, Golkiper gospodarzy był dobrze ustawiony i Legia zyskała tylko rzut rożny. Przez pierwszy kwadrans meczu NK Celje niemal nie istniało. Słoweńcy byli przede wszystkim skupieni na obronie przed kolejnymi atakami "Wojskowych".
Jednak w 16. minucie gotowość między słupkami Kacpra Tobiasza sprawdził Mario Kvesić. Pomocnik spróbował strzału z dystansu i polski bramkarz był dobrze ustawiony i nie dał się zaskoczyć. Chwilę potem wreszcie padł wyczekiwany gol dla Legii, która tego wieczoru w pełni zasłużyła na wyjście na prowadzenie. Wszystko zaczęło się od rajdu skrzydłem Ermal Krasniqiego, który przebiegł kilkadziesiąt metrów i wpadł w pole karne NK Celje. Tam prostym zwodem zwiódł obrońcę, jednak strzelił zdecydowanie zbyt słabo, dlatego Leban udanie interweniował. Akcja toczyła się jednak dalej i za moment futbolówka znalazła się pod nogą Kacpra Urbańskiego, który mocnym wolejem strzelił swojego pierwszego gola w barwach Legii.
Legioniści byli bardzo rozpędzeni. Zapowiadało się jak na razie na to, że oglądamy najlepszy mecz "Wojskowych" w tym sezonie. W 25. minucie mogło być 2-0. Znowu na prawej stronie urwał się Krasniqi. Dośrodkował w kierunku Čolaka, a jego główka niestety przeleciała nad poprzeczką. To była druga znakomita okazja napastnika i ponownie nie udało mu się skierować piłki chociażby w światło bramki. Dziesięć minut potem swój zespół dwa razy uratował z kolei Tobiasz. Bramkarz najpierw udanie odbił mocne uderzenie Nikity Iosifowa, a za moment równie dobrze zachował się przy dobitce Kvesicia.

W drugą połowę lepiej weszli gospodarze, którzy zepchnęli swoich rywali do defensywy. Na szczęście Legii udawało się wychodzić spod wysoko założonego pressingu. W 56. minucie dwie znakomite jednak okazje dla gości. Najpierw swój kunszt po raz kolejny pokazał Urbański. Pomocnik dobrze zabrał się z piłką w polu karnym przeciwnika, bez większych kłopotów odwrócił się z nią w kierunku bramki, jednak z jego strzałem poradził sobie Žan-Luk Leban. Za moment golkiper NK Celje ponownie stanął na wysokości zadania, kiedy z bliska odbił instynktowne uderzenie Čolaka.
Legioniści szybko uspokoili grę i ponownie zaczęli raz po raz przeprowadzać akcje na połowie słoweńskiego zespołu. Po godzinie gry znowu znakomite szanse dla stołecznego klubu. Najpierw strzał Urbańskiego z pola karnego znakomicie odbił bramkarz NK Celje, a za chwilę ratować sytuację chciał jeszcze Augustyniak, lecz znowu spisał się Leban. Gdyby tego wieczoru warszawscy zawodnicy byli bardziej skuteczni, to mogliby prowadzić ze swoimi przeciwnikami różnicą minimum trzech bramek.
W 73. minucie Słoweńcy doprowadzili do remisu. Jeden jedyny błąd w środku pola defensywy Legii od razu zakończył się golem dla NK Celje, którego autorem był Nikita Iosifow. Rosyjski pomocnik urwał się obrońcom po prostopadłym podaniu ze środka pola i w sytuacji sam na sam mocnym strzałem pokonał Tobiasza. Ogromna szkoda, ponieważ to zdecydowanie legioniści bardziej zasłużyli na kolejną bramkę niż Słoweńcy na doprowadzenie do remisu.
Po tym trafieniu coś pękło w drużynie Legii. Drużyna gospodarzy raz po raz atakowała i zyskiwała coraz więcej przestrzeni do gry. W 77. minucie stadion w Celje wpadł w euforię, kiedy Słoweńców na prowadzenie wyprowadził Žan Karničnik. Obrońca popisał się znakomitym strzałem z dystansu, z którym nie poradził sobie Tobiasz. Strzelec gola miał zdecydowanie zbyt dużo miejsca przed polem karnym, z czego skwapliwie skorzystał. Pomimo kilkunastu minut Legii nie udało się doprowadzić do remisu. NK Celje miało jeszcze jedną dobrą okazję do ustalenia wyniku, jednak zaprzepaścili kontrę trzech na dwóch.
W doliczonym czasie gry ponownie swój klub uratował bramkarz NK Celje. Leban obronił mocny strzał z półwoleja Pawła Wszołka. Ogromnie szkoda straconych punktów i powrotu ze Słowenii na tarczy.
























