Cudem uratowany remis
O krok od kolejnej kompromitacji. Punkt w starciu z Lechią Gdańsk uratował Wojciech Urbański, który strzelił gola na 2-2 w doliczonym czasie gry. Legia po raz kolejny zaprezentowała się fatalnie i może mówić o sporym szczęściu, że tego meczu nie przegrała. Lechia miała masę sytuacji, aby strzelić tego wieczoru więcej goli.
Pierwsze kilkanaście minut spotkania było wyrównane. Lechia nie czuła żadnego respektu przed gospodarzami i śmiało poczynała sobie na ich stronie. Gdańszczanie nie mieli większych kłopotów, aby przedostawać się pod pole karne Legii. Do pierwszej dobrej sytuacji doszli jednak podopieczni Inakiego Astiza. Na odważny strzał z dystansu zdecydował się Mileta Rajović, ale świetną obroną popisał się Szymon Weirauch. Wtedy to Legia zyskała jedynie rzut rożny, z którego nic nie wyszło. Przyjezdni spokojnie budowali swoje akcje i wyczekiwali na dogodną okazję do wyjścia na prowadzenie.
W 27. minucie po raz pierwszy poważnie zakotłowało się w szesnastce Legii. Po podaniu ze skrzydła od Tomasa Bobcka w dobrej pozycji znalazł się Tomasz Neugebauer i w ostatnim momencie ofiarnym wślizgiem swój klub uratował Damian Szymański. Za moment ponownie było niebezpiecznie. Maksym Diaczuk z bliska zmienił tor lotu piłki, ale na szczęście dobrze ustawiony był Kacper Tobiasz i spokojnie złapał futbolówkę. Golkiper Legii niewiele przed przerwą był już jednak prawdziwym bohaterem. Reprezentant Polski wybronił sytuację sam na sam z Bobckiem, dzięki dobremu wyjściu na przedpole i umiejętnemu skróceniu kąta. Ta interwencja nie zdała się jednak na zbyt dużo. Za chwilę Lechia wyszła na prowadzenie, kiedy potężnym strzałem zza pola karnego wynik otworzył Iwan Żelizko. Niebawem sędzia zakończył pierwszą połowę, a piłkarze udali się do szatni przy akompaniamencie potężnych gwizdów.

Na początku drugiej połowy nie działo się zbyt wiele. Wreszcie w 54. minucie mieliśmy wyrównanie, dzięki Bartoszowi Kapustce. Kapitan Legii przymierzył zza pola karnego i pokonał nieco zaskoczonego bramkarza Lechii. Można było spodziewać się, że to będzie impuls, który popchnie stołeczny zespół do kolejnych trafień. Niestety, z biegiem czasu to Lechia zaczęła ponownie przeważać. Po godzinie gry lechiści byli bardzo blisko wyjścia na prowadzenie po raz drugi. Po wrzutce z rzutu rożnego główkował Bohdan Wjunnyk, ale na szczęście zabrakło mu celności. Ukrainiec pokazał jednak, że ma łatwość w dochodzeniu do dobrych pozycji strzeleckich. Za chwilę ten sam zawodnik raz jeszcze wygrał walkę o górną piłkę. Tym razem otarła się futbolówką jedynie o poprzeczkę. To była jednak kolejna sytuacja ostrzegawcza.
W 73. minucie w końcu atak Legii, lecz i tak zakończony niecelnym strzałem. Po akcji na lewej stronie Patryka Kuna z bliska fatalnie chybił Mileta Rajović. Napastnik nie zdołał z kilku metrów oddać chociażby celnego uderzenia i zmusić do interwencji bramkarza bramkarza z Gdańska. Za moment ta niewykorzystana szansa zemściła się na piłkarzach Inakiego Astiza. Szybka kontra, znakomite podanie Bobcka do Aleksandra Ćirkovcia, który płaskim strzałem pokonał Tobiasza. Totalna konsternacja na Łazienkowskiej... Kilka minut później mogło być jeszcze gorzej. Bobcek miał sporo miejsca w polu karnym i był kompletnie nieatakowany, lecz strzelił wysoko ponad poprzeczką. Masa szczęścia po stronie gospodarzy.
W drugiej połowie na boisku istniała praktycznie tylko jedna ekipa. Legii na murawie niemal nie było. Momentami wydawało się, że to gospodarze są drużyną, która broni się przed spadkiem, a nie odwrotnie. Trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry mogło być 3-1. Jeden z graczy Lechii trafił jednak tylko w słupek. W samej końcówce punkt dla Legii uratował Wojciech Urbański, który wygrał walkę o piłkę i z bliska pokonał bramkarza Lechii.














