Znowu tylko punkt. Niechlubny rekord pobity...
Kolejna strata punktów stała się faktem. Tym razem legioniści zremisowali 1-1 na wyjeździe z GKS-em Katowice, z którym w ostatnich latach regularnie wygrywali. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli "Wojskowi" za sprawą Wahana Biczachczjana. Do remisu doprowadził pod koniec pierwszej połowy Borja Galan. Dla Legii był to 12 mecz bez wygranej z rzędu w lidze, co jest nowym niechlubnym rekordem klubu.
W 10. minucie dobry atak skrzydłem GKS-u, skąd mocno dośrodkował Marcin Wasielewski. Piłka zmierzała blisko bramki i na linii bezbłędnie zachował się Kacper Tobiasz, który udanie interweniował. Za chwilę odpowiedzieli legioniści. Po wrzutce z prawej strony główkował nieatakowany Patryk Kun, ale bardzo dobrze piłkę do boku zdołał odbić Rafał Strączek. Gospodarze byli nastawieni ofensywnie i nie zamierzali dać sobie narzucić stylu gry przeciwnika. Wkrótce potwierdzili to, przeprowadzając kolejny atak. Tym razem na linii strzału stanął Kamil Piątkowski, dzięki czemu prawdopodobnie zapobiegł utracie gola. Teoretycznie nic tego nie zapowiadało, jednak w 26. minucie to Legia objęła prowadzenie. Wszystko zaczęło się od Kacpra Urbańskiego, który dograł do Patryka Kuna. Obrońca następnie dokładnie zacentrował do Wahana Biczachczjana, a mierzący zaledwie 172cm wzrostu piłkarz głową pokonał bramkarza GKS-u. Podopieczni Rafała Góraka bliscy byli niebawem tego, aby doprowadzić do remisu. Borja Galan z głębi pola dograł do będącego w szesnastce rywala Ilji Szkurina. Białoruski napastnik nieco źle przyjął sobie futbolówkę, lecz i tak wydawało się, że nie będzie miał kłopotów ze skierowaniem jej do siatki. Ostatecznie były piłkarz Legii fatalnie skiksował i zaprzepaścił szansę na remis.
W drużynie GKS-u aktywny na lewej stronie był Galan. Po jednej z jego akcji, kiedy przedarł się przez defensywę Legii, katowiczanie ponownie bliscy byli zdobycia bramki. Tym razem po podaniu od Hiszpana przed znakomitą okazją stanął Sebastian Milewski. Pomocnik nie wytrzymał jeden presji i kopnął piłkę bardzo słabo. Można było nawet zastanawiać się czy leci ona w światło bramki. Obrońcy gości nie ryzykowali i sami zażegnali niebezpieczeństwo. Tuż przed końcem pierwszej połowy prezent od przeciwników otrzymał Antonio Colak. Chorwat skorzystał ze złego wybicia futbolówki przez rywali, ale strzelając z półwoleja nieznacznie chybił.
Ta niewykorzystana okazja zemściła się na legionistach chwilę potem. W bocznej strefie przeciwnika sfaulował Ermal Krasniqi, skończyło się rzutem wolnym dla rywali. Ze stałego fragmentu gry bardzo dobrze dośrodkował Bartosz Nowak, a idealnie głową piłkę trącił Borja Galan i tym samym w Katowicach mieliśmy już remis. Ogromna szkoda, że graczom Marka Papszuna nie udało się utrzymać korzystnego wyniku do przerwy, gdyż dosłownie za moment sędzia dał sygnał do końca pierwszych 45 minut.

W 52. minucie wprowadzony w przerwie za Szkurina Adam Zrelak główkował po rzucie rożnym egzekwowanym przez Nowaka. Szczęśliwie zabrakło mu jednak nieco precyzji. W 55. minucie ponownie zagroził GKS. Tym razem huknął ile sił Alan Czerwiński i piłka przeleciała w nieznacznej odległości nad poprzeczką. Gdyby pomocnik gospodarzy był nieco bardziej dokładny, to Tobiasz miałby olbrzymie kłopoty z uratowaniem swojego zespołu. Potem na murawie było spokojnie. Żadna z drużyn nie potrafiła stworzyć sobie dogodnej okazji na strzelenie gola.
Kilkanaście minut potem mocno zaryzykował wślizgiem Radovan Pankov i arbiter był o krok od pokazania mu za to czerwonej kartki. Ostatecznie po analizie VAR Serb został ukarany jedynie żółtą kartką. Czas uciekał, a ze strony stołecznego klubu brakowało konkretów w ataku. Upragniona wygrana oddalała się więc coraz dalej z każdą kolejną minutą. Wkrótce wprowadzony na murawę Kacper Chodyna wbiegł w pole karne, gdzie miał bardzo dużo miejsca. Pomocnik zwlekał zdecydowanie zbyt długo i finalnie przegrał pojedynek z jednym z obrońców. Ta szansa mogła zemścić się na legionistach zaraz potem. Po podaniu od Mateusza Kowalczyka główkował Galan. lecz minimalnie się pomylił.
W 87. minucie wprowadzony w drugiej połowie Jakub Żewłakow przechytrzył jednego z defensorów i stanął niemal oko w oko z bramkarzem GKS-u. Niestety, zabrakło mu nieco miejsca i szybkości, aby wygrać z nim pojedynek. W doliczonym czasie gry bardzo dobra sytuacja dla katowiczan. Po zamieszaniu po rzucie wolnym sam na sam z Tobiaszem stanął aktywny piątego wieczoru Galan, jednak Hiszpan przegrał ten pojedynek. Mimo wszystko powtórki pokazały, że nawet gdyby padł gol, to byłoby on nieuznany z powodu pozycji spalonej pomocnika katowickiego klubu.



















