Wyczekana wygrana!
Stało się! Legia po dwunastu kolejnych niewygranych ligowych meczach wreszcie zdobyła trzy punkty. W sobotę gracze Marka Papszuna pokonali na Łazienkowskiej 2-1 Wisłę Płock po golach debiutującego Rafała Adamskiego oraz Kacpra Chodyny. Pierwszy z nich wpisał się na listę strzelców w pierwszej połowie, natomiast drugi trafił do siatki zaraz po wejściu z ławki rezerwowych, wyprowadzając "Wojskowych" na prowadzenie. Czy to będzie przełomowe zwycięstwo w kontekście dalszej walki o utrzymanie?
Jako pierwszy do interwencji zmuszony został debiutujący Otto Hindrich. Bramkarz Legii spokojnie interweniował po strzale Daniego Pacheco, który został w odpowiednim momencie zablokowany przez Jana Leszczyńskiego. Przez kwadrans nie działo się zbyt wiele. Legioniści oddali tylko jedno uderzenie za sprawą Milety Rajovicia, jednak Duńczyk skiksował. W 23. minucie stadion przy Łazienkowskiej wreszcie mógł cieszyć się z gola. Jego autorem był nie kto inny niż debiutujący tego dnia w barwach "Wojskowych" Rafał Adamski. Napastnik Legii wykorzystał błąd Rafała Leszczyńskiego, który w prostej sytuacji nie potrafił złapać piłki, i z najbliższej odległości wpakował futbolówkę do siatki.
Gol obudził Legię i dodał jej pewności siebie. Dziesięć minut po bramce Adamskiego okazję na podwyższenie wyniku miał Wojciech Urbański. Pomocnik mocno główkował po wrzutce z lewej strony i szczęśliwie dla gospodarzy trafił wprost w Rafała Leszczyńskiego. Niewiele brakowało, a ta niewykorzystana szansa, zemściłaby się na gospodarzach. Kilka minut przed przerwą o krok od gola był Giannis Niarchos. Grek przechytrzył Kamila Piątkowskiego, strzelał z bliska głową i świetnie na linii zachował się Hindrich. Rumun instynktownie i bardzo skutecznie odbił lecącą piłkę do boku. Niebawem arbiter zakończył pierwszą połowę, która była wyrównana. Legia była jednak bardziej skuteczna w polu karnym swojego rywala, potrafiła wykorzystać jego błąd i dlatego to ona zeszła do szatni przy skromnym prowadzeniu.

Na drugą połowę Legia wyszła z jedną zmianą w składzie. Leszczyńskiego na boisku zastąpił Steve Kapuadi. Zaraz po zmianie stron swoje szanse mieli Wahan Biczachczjan oraz Ermal Krasniqi. Pomocnicy znaleźli się w dobrych sytuacjach strzeleckich, ale nie zdołali trafić chociażby w światło bramki. Wkrótce dwukrotnie swój zespół uratował Hindrich, który tego dnia między słupkami spisywał się naprawdę nieźle. Golkiper najpierw obronił strzał w krótki róg Wiktora Nowaka, a za moment równie dobrze zachował się po próbie na bliższy słupek Łukasza Sekulskiego. Pojedynek zaczął się robić coraz ciekawszy - nic jednak dziwnego, gdyż każdej z drużyn wyjątkowo zależało na wygranej.
Wydawało się, że Legia kontroluje boiskowe wydarzenia. Dyspozycja graczy Marka Papszuna może nie powalała, ale nie pozwalali oni jednak przeciwnikom na zbyt wiele. W 73. minucie doszło jednak do prawdziwej konsternacji, kiedy Wisła doprowadziła do remisu... Wówczas Hindricha strzałem głową pokonał Wiktor Nowak i trzeba przyznać, że zrobił to w sposób idealny. Rumun nie miał kompletnie nic do powiedzenia przy precyzyjnym uderzeniu, a największe pretensje można mieć do defensorów, którzy kompletnie nie pokryli młodzieżowego reprezentanta Polski. To trafienie mocno napędziło przyjezdnych. Klub z Płocka zepchnął legionistów do obrony i przejął kontrolę nad spotkaniem.
W ostatnich dziesięciu minutach niewiele wskazywało na to, że na Łazienkowskiej kibice będą mogli jeszcze cieszyć się z bramki. Wkrótce na murawie pojawił się jednak Kacper Chodyna, co okazało się punktem zwrotnym całego meczu. Pomocnik przy pierwszym kontakcie z piłką pokonał Leszczyńskiego, popisując się znakomitym strzałem z półwoleja po podaniu od Arkadiusza Recy. Dla 26-latka była to pierwsza bramka w tym sezonie a jednocześnie chyba jedna z ważniejszych w całej karierze. To właśnie dzięki niemu Legia była o krok od zakończenia najgorszej passy w swojej historii.
Do drugiej połowy arbiter doliczył aż pięć minut. Nie zmieniły one jednak już końcowego wyniku i to Legia zeszłą tego dnia z boiska z tarczą.














