Strzelali tylko gospodarze. Samobóje uratowały punkt
Legia wywiozła z Białegostoku punkt, remisując z Jagiellonią 2-2. Gospodarze prowadzili już różnicą dwóch goli, co nie wróżyło początkowo nic dobrego, lecz na szczęście potem "Wojskowym" udało się odwrócić losy rywalizacji. Spory w tym udział mieli sami białostoczanie, którzy dwukrotnie wpakowali piłkę do własnej siatki. Ten remis sprawił, że Legia nadal przebywa w strefie spadkowej Ekstraklasy.
Gorąco było już kilka minut po rozpoczęciu gry. Kajetan Szmyt wyprzedził Kacpra Chodynę, dzięki czemu znalazł się oko w oko z Otto Hindrichem. Gracz "Jagi" zdołał jeszcze czubkiem buta dotknąć piłki, dając się sfaulować bramkarzowi. Sędzia początkowo odgwizdał rzut karny, ale za moment zmienił swoją decyzję, dopatrując się ręki u pomocnika gospodarzy po podpowiedzi od arbitrów VAR. Legioniści starali się odgryzać swoim przeciwnikom. Brakowało jednak celnych strzałów na bramkę Sławomira Abramowicza. W 17. minucie podopieczni Adriana Siemieńca otworzyli już wynik po fantastycznym strzale zza pola karnego Leona Flacha. Amerykański pomocnik przymierzył lewą nogą w kierunku górnej części bramki Hindricha i trzeba przyznać, że bramkarz nie miał w tym momencie zbyt wiele do powiedzenia. Szkoda, bo było to pierwsze celne uderzenie białostoczan.
Od utraty gola coś w Legii się zmieniło, natomiast gospodarze śmiało ruszyli do kolejnych ataków. Już pięć minut potem prowadzili różnicą dwóch bramek. Jagiellonia wyprowadziła szybką kontrę lewą stroną boiska. Stamtąd strzału spróbował Szmyt, ale piłkę do boku udało się sparować Hindrichowi. Niestety, pomogło to tylko na krótko, gdyż trafiony nią został Radovan Pankov, a finalnie z najbliższej odległości do siatki trafił Afimico Pululu. Wówczas sytuacja Legii była już wprost beznadziejna. Jagiellonia nie ustawała w tworzeniu kolejnych akcji. Nie było po nich widać kompletnie zmęczenia po czwartkowym zaciętym boju z Fiorentiną.
Wkrótce było o krok od kolejnego trafienia dla Jagiellonii. Najpierw sporo szczęścia Legia miała po akcji Bartosza Mazurka. Po strzale pomocnika mieliśmy rykoszet, a czujnością tym razem wykazał się Hindrich. Chwilę później legionistów uratowała już poprzeczka... Z rzutu rożnego dośrodkował Szmyt wprost na głowę niepilnowanego Pululu, a ten trafił w obramowanie bramki golkipera "Wojskowych". Dyspozycja Legii była wyjątkowo mizerna. Lider tabeli nie musiał nawet wkładać zbyt wiele wysiłku w to, aby tego dnia dominować na boisku nad swoim przeciwnikiem. Kiedy wydawało się, że już nic dobrego warszawski klubu nie czeka nadeszła końcówka pierwszej połowy. Wtedy Chodyna dośrodkował w pole karne z rzutu wolnego, a niefortunnie interweniował Bernardo Vital, pakując piłkę do własnej siatki. Tym samym Legii udało się strzelić kontaktowego gola, chociaż przez pełne 45 minut nie oddała ani jednego celnego uderzenia.

Na drugą połowę Legia wyszła bez zmian w składzie. Pierwsze dziesięć minut po przerwie było niezwykle interesujące głównie ze względu na dobrą grę przyjezdnych. W 51. minucie o krok od doprowadzenia do remisu był Mileta Rajović. Duński napastnik najwyżej wyskoczył po wrzutce z prawej strony i niestety zabrakło mu dosłownie centymetrów, gdyż po jego strzale piłka trafiła tylko w słupek. Niebawem kolejne dośrodkowanie, tym razem do Wahana Biczachczjana, lecz Ormian nie zdołał czysto trafić. Legioniści cały czas mocno naciskali, wiedząc, że Jagiellonia może już nieco opadać z sił.
Upór legionistów przyniósł efekt w 56. minucie, kiedy doprowadzili do remisu! Ponownie na listę strzelców wpisał się gracz gospodarzy, notując gola samobójczego. Spory udział przy tym trafieniu miał mimo wszystko Pankov, który wstrzelił głową futbolówkę wzdłuż bramki Abramowicza, gdzie kompletnie pogubił się Flach. Tym samym pomocnik ponownie skierował piłkę do siatki, ale tym razem nie do tej, której powinien. "Wojskowi" mieli nieco ponad pół godziny do tego, aby wywieźć z Białegostoku niezwykle cenne trzy punkty.
W 70. minucie powinno być 3-2 dla Legii. Akcję prawą stroną poprowadził Chodyna, płasko dośrodkował do czekającego przed bramką Milety Rajovicia, który w prostej sytuacji kompletnie się pogubił... Napastnik strzelając lewą nogą... trafił w swoją prawą, marnując stuprocentową okazję na gola. Potem przy głosie cały czas byli podopieczni Marka Papszuna. Jagiellonia praktycznie nie istniała, kompletnie rozsypując się fizycznie. W 79. minucie wprowadzony na boisko Antonio Colak dobrze uderzył po rzucie rożnym i niemal z linii bramkowej piłkę zdołał wybić Norbert Wojtuszek. Za chwilę znowu z dobrej strony pokazał się Chodyna, który mocno strzelił zza pola karnego, jednak wprost w Abramowicza.








