Remis po zaciętym meczu
Mecz w Ostrowcu Świętokrzyskim wywołał ogromne zainteresowanie wśród mieszkańców tegoż miasta. Efekt był taki, że w sobotni wieczór na stadionie KSZO zasiadło 10 000 widzów. Na meczu z Legią zadebiutował nowy sektor dla gości i niedawno dostawione trybuny.
Od pierwszych minut zagrał Łukasz Surma. Były zawodnik Ruchu Chorzów zaprezentował się poprawnie, choć jego notę obniża żółta kartka. Głównie dzięki nowemu nabytkowi warszawian, od początku meczu stroną przeważającą była Legia. Na bramkę Piątka uderzał Omeljańczuk, a efektowna szarża Jacka Zielińskiego zakończyła się faulem. Mimo przewagi Legii, także KSZO miało swoje sytuacje. W 11 minucie meczu Budka świetnie pokazał się kolegom, jednak Stanew wygrał pojedynek sam na sam z zawodnikiem z Ostrowca. Spotkanie, pomimo padającego deszczu, było naprawdę ciekawe. Legia kontrolowała przebieg wydarzeń na boisku, a okazje do zdobycia bramek musiały przyjść same. W 35 minucie powinna być bramka dla stołecznej jedenastki, jednak aspirujący do gry w kadrze Piątek, kapitalnie obronił strzał Kucharskiego z 10 metrów. Pierwsza połowa była wyrównana, obie drużyny chciały zdobyć bramki i miały ku temu okazje.
Drugie 45 min. meczu było bardzo podobne do pierwszych. Obie drużyny starały się pokonać bramkarza rywali. W końcu sztuka ta udała się legionistom. Sędzia podyktował rzut wolny dla Legii w odległości 20 metrów do bramki Piątka. Stanko Svitlica, który miał nie grać w tym meczu, podszedł do piłki i kapitalnym strzałem pokonał bramkarza KSZO. Po bramce legioniści rzucili się do ataku. W momencie, gdy wydawałoby się, że padnie druga bramka dla warszawian, wprowadzony na boisko 10 minut wcześniej Grębowski wyrównał stan meczu. Minął dwóch legionistów, szczególnie łatwo poradził sobie z Jackiem Zielińskim i świetnym strzałem przy słupku pokonał Stanewa. Żadna z drużyn nie była zadowolona z remisu i mecz był jeszcze bardziej ciekawy. Ostatnią zmianą w Legii było wejście Saganowskiego za Svitlicę. Debiutujący w ligowym meczu Legii były zawodnik Odry Wodzisław, mógł stać się bohaterem tego spotkania. W kilka minut po jego wejściu na boisko, otrzymał świetne podanie, po czym popędził w stronę bramki rywali. Niestety w tej sytuacji Markowi zabrakło zimnej krwi.
Mecz w Ostrowcu był widowiskiem na miarę oczekiwań. Niestety tylko kibiców z Ostrowca, bo fani Legii zachwyceni nie byli. Warszawianie jednak zaprezentowali dobry futbol, podobnie jak KSZO, aczkolwiek szkoda straconych punktów.
Autor: s0lar



Na początku drugiej połowy daliśmy niezły pokaz pirotechniczny. Na naszym sektorze pojawiły się race i świece dymne, a chwilę później stroboskopy i duże petardy, które lądowały na murawie. Mimo sporej liczby strobo rzucanych z sektora, nie dało to porządanego efektu, gdyż ochrona szybko gasiła je na murawie. KSZO pokazało natomiast... 7 rac. To się nazywa mobilizacja :). W drugiej połowie nasz doping był znacznie lepszy niż w pierwszej. Po bramce Svitlicy mogliśmy się cieszyć z prowadzenia. Nawet wyrównujący gol nie uciszył naszego sektora - wszyscy głośno śpiewaliśmy "Legia, Legia Warszawa". Zapaliliśmy jeszcze sztuczne ognie i niedługo później sędzia gwizdnął po raz ostatni. Na stadionie ogromna radość kibiców KSZO. Piłkarze podeszli pod nasz sektor (chociaż nie do końca. Czy oni się boją podchodzić do płotu?!) i podziękowali nam za doping. Jeszcze tylko czekanie na opuszczenie stadionu i można było wracać do stolicy. Podróż bez większych atrakcji, aż do Radomia mieliśmy obstawę. W tamtejszym McDonaldzie zatrzymaliśmy się coś zjeść, a kilku fanów próbowało zamówić KSZOMaca :-). Kilka minut przed 2 wróciliśmy do Warszawy.