Czy może już Pan się pogodzić z odejściem Stanko Svitlicy, najlepszego strzelca zespołu ostatnich lat, do Hannoveru, i wie Pan, kto go może zastąpić w ataku Legii?
- Ciężko jest zastąpić takiego zawodnika jak Svitlica. Stanko miał wspaniale statystyki, w 60 spotkaniach strzelił 40 bramek. Do zespołu dołączył jednak Piotrek Włodarczyk. Ten zawodnik ma predyspozycje do strzelania podobnej ilości goli. Ponadto ostatniego słowa nie powiedział Manuel Garcia. „Mani" prezentuje się równie ciekawie, chociaż trzeba powiedzieć, że z rytmu wybiła go choroba.
A Marek Saganowski? Sądzi Pan, że odblokuje się wiosną?
- W przypadku Marka trudno mówić o jakiejś blokadzie. Ten zawodnik bardzo mocno pracuje i na siebie, i na zespół. Jestem przekonany, że wiosna będzie dla niego lepsza niż jesień, kiedy strzelił tylko trzy bramki - co faktycznie nie jest dorobkiem imponującym jak na napastnika.
Pan jest chyba zaniepokojony siłą ataku. Czy dlatego Legia testowała Bośniaka Anesa Zukica?
- Szukamy, a właściwie szukaliśmy czwartego napastnika. Sezon jest długi, w krótkim odstępie czasu gramy piętnaście spotkań. Jeżeli byłby zawodnik z kartą na ręku - taki, który dorównuje klasą moim zawodnikom - to chętnie byśmy go sprawdzili.
A może bramki będzie strzelać Jacek Zieliński? W Turcji na treningach przy okazji ćwiczeń nad stałymi fragmentami gry Zieliński z obrońcy staje się napastnikiem. Czy to chęć wykorzystania możliwości ofensywnych tego zawodnika? Tak robił to Dragomir Okuka, dzięki czemu Zieliński strzelał bramki Wiśle Kraków czy FC Utrecht.
- Jacek prawie cały czas wychodzi do stałych fragmentów gry. Nie ma takiego zawodnika, któremu zabroniłbym tego. Poza tym Jacek bardzo dobrze gra głową i mamy nadzieję jego możliwości wykorzystać. Jednak jakoś nie mam tego szczęścia co Okuka - u niego Jacek strzelał bramki głową ze stałych fragmentów. Czasami to tylko kwestia szczęścia. Obciąża się obrońcę zadaniami ofensywnymi przy rzutach rożnych czy wolnych, a on przez cały sezon nie strzela bramki, w drugim zaś strzela cztery czy pięć.
Jak wygląda sytuacja w innych formacjach? Wie Pan, kto będzie pierwszym bramkarzem?
- Artur Boruc jesienią puścił mniej bramek, więc trudno mówić o tym, żeby jego pozycja była zachwiana. O obecności w wyjściowym składzie będzie decydowała dyspozycja dnia. Nie mam zastrzeżeń do żadnego
ze swoich zawodników - i Artura, i Andrzeja Krzyształowicza. Jest jeszcze Łukasz Zaremba, który ciężko pracuje na treningach, ale na razie odbiega klasą od pierwszej dwójki. Nie będziemy go wypożyczać. Czterech golkiperów w klubie to jest minimum.
Próbowaliście w sparingach i na treningach w wewnętrznych gierkach wariantu z Tomaszem Sokołowskim I w środku boiska. Wiosną to on będzie rozgrywającym Legii?
- Tomek to bardzo uniwersalny zawodnik. Może grać po obu stronach i na dodatek jeszcze jako rozgrywający. Jeśli chodzi o tego zawodnika, to nie obawiałbym się go wystawić na żadną z tych trzech pozycji.
Kto będzie grał po lewej stronie? Tomasz Kiełbowicz dopiero niedawno wrócił do treningów po kontuzji, a Radosław Wróblewski przechodził grypę. W sparingu z Łotyszami w pewnym momencie na lewej flance grał Piotr Włodarczyk.
- Trudno powiedzieć, który z lewych pomocników wygra rywalizację. Zadecyduje o tym ostatni tydzień. Czasami, mimo tego, że zawodnicy prezentują podobną formę, jest to kwestia postawienia na jednego, chociaż ten drugi nie jest wcale w słabszej dyspozycji.
Tomek Jarzębowski był próbowany w drugiej linii, dlaczego?
- Atutem Jarzębowskiego jest wszechstronność. Będzie grał tam, gdzie będzie najbardziej potrzebny. Zobaczymy, czy w ogóle będzie grał, bo to wcale nie jest powiedziane.
Wasze spotkanie z NK Ventspils oglądał jeden z trenerów Arsenału Kijów. Najczęściej komplementował Tomasza Jarzębowskiego. Nie obawia się Pan, że Ukraińcy zabiorą tego zawodnika, podobnie jak Omeljańczuka?
- Od podobania do transferu jest daleka droga. W sparingu z FC Midtjylland podobał mi się również lewy obrońca i prawy pomocnik, ale to nie znaczy, że w czerwcu ich kupimy. Tomek to jeden z ciekawszych zawodników w naszym zespole. Ciągle robi postępy, więc wcale nie jestem zdziwiony taką opinią członka sztabu szkoleniowego Arsenału Kijów.
Nie był Pan zdenerwowany sytuacją, do jakiej doszło podczas tego zgrupowania? Z powodu kontuzji,
chorób w pewnym momencie zdolnych do zajęć było tylko dziewięciu zawodników. Nie mogliście zagrać
sparingu z Arsenałem Kijów.
- Teraz jest już zdecydowanie lepiej. Wyłączony z zajęć jest tylko Dariusz Dudek. To, że prawie wszyscy są zdrowi, napawa optymizmem. Darek też dochodzi do siebie. Naświetla się specjalną lampą, do treningów powinien wrócić za mniej więcej tydzień.
Jak ocenia Pan warunki, jakie stworzono Wam w Turcji? Hotel, w którym przebywamy, bardziej służy zabawie do późnych godzin niż regeneracji sił.
- Mamy perfekcyjne warunki do realizacji cyklu treningowego. Jedynie kontuzje i choroby nam trochę przeszkodziły, ale to nie rzutuje na końcową ocenę naszego pobytu. Na zabawę nie czas i miejsce. Moi zawodnicy są profesjonalistami. Ufam im.
Po powrocie do Warszawy zawodnicy dostaną 48 godzin wolnego. Czy ten odpoczynek to szukanie szybkości, której brakowało w sparingach w Turcji?
- Po każdym wyjeździe daję zawodnikom wolne. Chcę, żeby spędzili trochę czasu z rodzinami, odpoczęli od piłki. To bardzo korzystnie wpływa na psychikę zawodników. Dlatego spotkamy się dopiero w sobotę przed meczem z Koroną Kielce.
Sezon przygotowawczy praktycznie się zakończył. Może pan już powiedzieć, o co będzie grała Legia w tym sezonie? Czy walka o mistrzostwo Polski jest nadal realna?
- Cztery punkty przewagi Wisły przy 13 meczach to jest niewiele. Wystarczy wygrać jeden pojedynek i już się robi nerwowo. Kto powiedział, że Wisła ma za darmo wygrać mistrzostwo Polski? Żaden z zespołów nie zamierza im tego ułatwić, a Legia tym bardziej. Odkąd pracuję w Legii ten zespół zawsze walczy o mistrzostwo Polski. Manchester United, mimo że ma 9 punktów straty do pierwszego miejsca, nadal walczy o mistrzostwo Anglii.