Interesuje się Pan piłką nożną?
- Nigdy nie interesowałem się futbolem w stopniu choćby porównywalnym do Mariusza Waltera. Zawsze pasjonował mnie jednak sport - gram w golfa, uprawiam jogę i ćwiczę regularnie dbając o zdrowie. Futbol zafascynował mnie jednak jako potencjalnie znakomite widowisko. Pierwszy raz stało się to, kiedy na stadionie Manchester United oglądałem jakiś nieistotny mecz.
Stadion w Manchesterze zwany jest "Teatrem Futbolu"
- Tak. I to jest teatr! Wspaniałe widowisko, które może być bardzo atrakcyjną formą spędzania wolnego czasu.
Dlaczego na kolejny cel swoich inwestycji ITI wybrało Legię?
- Wcześniej próbowaliśmy sił w Widzewie Łódź, ale nic z tego nie wyszło. Wtedy Legia była poza naszym zasięgiem chociażby ze względu na cenę, jaką za nią żądano, ale również skomplikowaną sytuację, która wówczas panowała w klubie. Pomyśleliśmy więc o Widzewie i to doświadczenie bardzo nam się teraz przydaje. Można na to spojrzeć - z jednej strony - jak na marzenia dorosłych chłopców, ale również na chęć dania społeczeństwu Warszawy czegoś od nas - ITI. Chcemy przywrócić Legii dawną świetność - liczymy, że za kilka lat ta drużyna będzie również silna ekonomicznie i zacznie przynajmniej na siebie zarabiać.
Jak blisko jesteście przejęcia Legii?
- Jeśli chodzi o sprawy wewnętrzne klubu to mamy już całkowity obraz i przejrzyste pojęcie o jego sytuacji. Ta część nie zawiera żadnych większych niespodzianek w stosunku do tego, czego się spodziewaliśmy. Są natomiast dwie strefy zewnętrzne, które są niezależne od klubu. Jedna - sprawa jednoznacznego uzyskania trwałego prawa do korzystania ze znaku Legii. Myślę, że w ciągu najbliższych dni problem zostanie rozwiązany. Druga dotyczy relacji z miastem i składa się z trzech elementów. Po pierwsze: umowa, co do możliwości użytkowania istniejącego stadionu do czasu wybudowania nowego. Tu również jesteśmy w zaawansowanych rozmowach z władzami i myślę, że w połowie marca będą podpisane stosowne umowy. Po drugie: miasto zobowiązało się do wykonania niezbędnych prac modernizacyjnych i mam nadzieję, że wkrótce potwierdzi to w formie pisemnej. W końcu - należy zawrzeć porozumienie, które zapewni Legii korzystanie z nowego stadionu, ale również rozstrzygnie, co się stanie, jeśli miasto nie da rady wybudować tego nowego obiektu.
Nie boi się Pan, że zawirowania polityczne w stolicy popsują Wam szyki?
- Dysponujemy ekspertyzami prawników, które wskazują, że decyzję o dzierżawie stadionu klubowi może podjąć sam prezydent Warszawy. Jeśli chodzi natomiast o pomoc w remoncie starego obiektu, to rzeczywiście wymaga ona zatwierdzenia przez Radę Warszawy, ale myślę, że w sprawie Legii radni będą się wypowiadać jednogłośnie. Ostatnia kwestia nie dotyczy w zasadzie Rady, mamy jednak kilka pomysłów, gdyby miasto nie wybudowało nowego stadionu.
Jakie to są pomysły?
- Bylibyśmy gotowi sami wybudować stadion pod warunkiem, że miałby on status stadionu narodowego. Ponieważ jednak wszyscy chcą, by taki obiekt powstał w stolicy, myślę, że nie będzie to konieczne.
Co stoi więc na przeszkodzie, by zamknąć transakcję?
- W zasadzie umowy z CWKS oraz umowy z miastem, dotyczącej eksploatacji i modernizacji obecnego stadionu.
Zdążycie porozumieć się przed 30 marca?
- Mam nadzieję, że już w najbliższych dniach podpiszemy umowę z CWKS, natomiast porozumienie z miastem jest zależne od pewnych prawnych uwarunkowań, ale w drugiej połowie marca wszystko zostanie zamknięte. Wtedy będziemy gotowi do zakupu klubu.
Kibice Legii mogą więc spać spokojniej?
- Mam nadzieję. W tej chwili rodzi się klimat dobrej woli wokół sprawy Legii.
Kogo widziałby Pan na stanowisku prezesa Legii?
- Pracujemy nad stworzeniem przyszłego zarządu klubu, więc takie przymiarki są robione. Jednak na tym etapie nie ma jeszcze pewniaka.
Jakie są więc Wasze plany po przejęciu klubu?
- Zatrudniliśmy już jako konsultanta Edwarda Sochę, by zorientował się w niezbędnych uzupełnieniach transferowych. Mamy świadomość, że sprawy drużyny zaczniemy układać dopiero od kolejnego sezonu. Najbliższe miesiące poświęcimy więc na porządkowanie przeszłości - spłacenie długów piłkarzom, aby klub i jego zarząd mogli skoncentrować się na tym, co jest najważniejsze - dobrej grze. W tym roku liczymy na Puchar Polski i czołówkę pierwszej ligi.
Chcecie stworzyć piłkarski kanał tematyczny. Czy ma on szanse powodzenia w Polsce?
-Legia ma swoich wiernych widzów. Wszystko będzie więc zależało, czy będzie to kanał odpowiednio atrakcyjny. A że mamy doświadczenie w tworzeniu telewizji, myślę, że jest duża szansa.
Kilka lat temu wielkie pieniądze w Legię zainwestowało Daewoo - bez efektów sportowych
- My jesteśmy długodystansowcami, przygotowanymi na odpowiednie posunięcia. Jako Grupa ITI działamy od 20 lat, więc niestraszne nam powolne, ale skuteczne działanie. W żadnym biznesie samo wyłożenie pieniędzy nie gwarantuje sukcesu. Nasze projekty, które uruchomiliśmy na polskim rynku potwierdzają, że jeśli się czegoś "uczepimy", to się nam udaje.
Nie chodzi więc Wam o przejęcie gruntów?
- Być może na samym początku naszego zainteresowania Legią niektórzy mogli odnieść takie wrażenie. My tymczasem szukaliśmy modelu ekonomicznego dla utrzymania klubu. Jeśli mówimy o odpowiednim poziomie, który ma osiągnąć stołeczny zespół, wiąże się to z pieniędzmi. Stąd zaczęliśmy się zastanawiać, jak można zagospodarować tereny Legii, co pomogłoby w czerpaniu gotówki na jej działalność. Kluczową sprawą jest wybudowanie stadionu, bo on sam w sobie będzie miej- scem generującym pieniądze na budowę coraz wyższego poziomu klubu.
Czego oczekuje Pan od Legii?
- To tak, jakby Pan spytał - czego oczekuję od moich pracowników w ITI? Klub jest przedsiębiorstwem - ja będę oczekiwał od piłkarzy przede wszystkim, że zrobią wszystko, co w ich mocy, żeby mieć jak najlepsze wyniki, że będą lojalni wobec klubu i zaczną myśleć o obecności w drużynie w dłuższym wymiarze czasowym. My będziemy musieli zarządzać i znaleźć sposób na to, by ten klub był bogaty i silny.
Traktuje Pan to jako czysty biznes?
- Jak się lubi swoją pracę, to nigdy nie jest ona czystym biznesem. Dlatego też staramy się robić wszystko, by łączyć biznes z naszymi marzeniami i w jakimś sensie przyjemnościami.