Twoja kontuzja była tak groźna, że musiałeś rzucić piłkę?
Mariusz Piekarski: W warszawskiej klinice Carolina Medical Center spaprano mi operację stawu skokowego. Byłem w Niemczech na konsultacjach u specjalistów. Z ironicznym uśmiechem komentowali to, co zrobili mi polscy lekarze. Niemieccy doktorzy dawali pięćdziesiąt procent szans na mój powrót, jednak zrezygnowałem. "Robiłem tysiąc operacji, ale tak zniszczonego stawu skokowego nie widziałem" - mówił niemiecki lekarz.
Menedżerka to nie taki łatwy chleb.
Wiem, bo przy kilku swoich transferach sam uczestniczyłem. Chcę działać na rynku brazylijskim. W tym tygodniu lecę do Rio, gdzie mam
mnóstwo znajomych, biegle znam portugalski. Będę współpracować z jednym z polskich menedżerów. Postaram się o licencję.
Może w Brazylii pomoże Ci Romario, z którym grałeś we Flamengo?
Z nim to mogę spotkać się na kolacji i powspominać stare czasy. On tyle osiągnął w piłce, że nie musi bawić się w menedżerkę. Nie ma czasu i ochoty na takie rzeczy.
Niedawno zrobił go w konia pewien Polak, oszukując na grube pieniądze.
Romario mógł zrazić się po tym do naszych rodaków, ale na pewno nie do mnie. Jak z nim się spotkam, to wytłumaczę, że nie wszyscy Polacy to oszuści.
Pewnie cię wyśmieje, że on ma grubo ponad trzydzieści lat i jeszcze gra, a ty rezygnujesz.
Tak, tyle że on nigdy nie miał poważniejszych kłopotów ze zdrowiem, a mnie po przyjściu do Legii co rusz coś się przytrafiało. Ale wobec kibiców warszawskiego zespołu zachowałem się fair. Powiedziałem kiedyś, że jeśli po powrocie z zagranicy będę grać w Polsce, to tylko w Legii. Słowa dotrzymałem.
Masz zamiar sprowadzać Brazylijczyków. Nie każdy z nich jest futbolową perełką...
Z łatwością odróżnię cieniasa od dobrego zawodnika. Gdy do Polski przyjechali Giuliano i Batata od razu nie błyszczeli, a udało im się zrobić kariery. W Brazylii grali w trzecich ligach!
Powiedz, ale najzupełniej szczerze. Słynąłeś z rozrywkowego trybu życia. Jak duży miało to wpływ na to, że rzucas piłkę?
Żadnego! Jeśli się bawiłem, to po meczach. W tygodniu prowadziłem się porządnie. Przez dwadzieścia dziewięc lat przeżyłem tyle, co niektórzy przez całe życie. Ale ile razy mam o tym mówić?! Spoważniałem. Dostałem od życia w dupę. Jeśli ktoś myśli, że decyzja o tym, że nie zagram już w piłkę, była łatwa mocno się myli. Parę nocy nie przespałem. Tych kibiców, którzy byli ze mną na dobre i na złe chcę przeprosić za to, że moje odejście jest być może dla nich zawodem i podziękować, że dodawali mi sił.
Rozmawiał Piotr Wołosik
Wywiad
To już jest koniec!
poniedziałek, 8 marca 2004 12:26
Mariusz Piekarskiźródło: Fakt