Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Banikiem

W czwartkowy wieczór Legia Warszawa osiągnęła cenny, wyjazdowy remis w pierwszym meczu 2. rundy eliminacji Ligi Europy z Banikiem Ostrawa. Legioniści mogą czuć po tym spotkaniu niedosyt, gdyż przez większą część kontrolowali jego przebieg, lecz przez głupie pomyłki, błędne decyzje i brak skuteczności zaprzepaścili szansę na zwycięstwo. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Edwarda Iordanescu za występ w Ostrawie.

REKLAMA


Bartosz Kapustka - W czwartkowym meczu kapitan Legii odpowiedział pozytywnie na ostatnie, słuszne zarzuty wobec jego formy. Od pierwszych minut był aktywny, zaangażowany i przede wszystkim odważny w swoich decyzjach. Na boisku w Ostrawie w końcu nie bał się brać na siebie większej odpowiedzialności i ryzykować. Przede wszystkim szukał przyspieszenia gry i wielokrotnie pokazał, że cały czas posiada dobrą wizję i przegląd pola. Prostopadłymi podaniami przenosił grę "Wojskowych" na skrzydła, a szczególnie pozytywnie wyglądała jego współpraca z Pawłem Wszołkiem. Jako jeden z nielicznych zawodników Legii próbował swoich sił ze strzałów z dystansu i już jedno z pierwszych jego uderzeń przyniosło zamierzony skutek. W 32. minucie zauważył źle ustawionego i zasłoniętego bramkarza, uderzył z linii pola karnego, z pierwszej piłki, technicznie, ale również mocno, pokonując próbującego interweniować Dominika Holca. W 70. minucie, z nieco dalszej odległości kropnął zza zasłony po ziemi na dalszy słupek, lecz minimalnie chybił obok bramki. Pracował również bardzo dużo w defensywie, wracał nisko pod własne pole karne i próbował powstrzymywać szybkie ataki przeciwników. Widać, że Kapustka ma jeszcze spore problemy fizyczne na początku tego sezonu, gdyż musiał opuścić murawę w 82. minucie, ewidentnie bardzo zmęczony. Miał jednak prawo odczuwać zmęczenie, bo wykonał masę pracy na całej długości boiska. Oby to spotkanie było dla niego punktem zwrotnym.


Paweł Wszołek - Prawy obrońca zagrał szczególnie dobrze w aspektach defensywnych. Świetnie się ustawiał, zamykał przestrzenie rywalom na swojej flance i skutecznie przerywał większość szybkich ataków Banika wyprowadzanych lewą stroną. Był czujny i odpowiedzialny, a także nie bał się wchodzić w pojedynki z rywalami, w których był bardzo skuteczny. Po raz kolejny pokazał swoje żelazne płuca, regularnie podłączając się do ofensywy, ale nadal pamiętając o zadaniach obronnych. W ataku robił dużo wiatru, znajdował wolne miejsce i pokazywał się do podań. W 32. minucie opanował w polu karnym dobre, górne podanie Rafała Augustyniaka, wycofał piłkę do lepiej ustawionego Bartosza Kapustki, dzięki czemu zanotował już swoją trzecią "liczbę" w tym sezonie. Pod koniec pierwszej połowy miał również szansę na gola, gdy odebrał dośrodkowanie z lewej strony Ryoyi Morishity, lecz uderzył głową pod piłkę i przeniósł ją nad bramką. Generalnie, widać było w nim dużą pewność siebie, a swoją dojrzałością i wszechstronnością dyktował rytm gry i zapewniał zespołowi przewagę w wielu aspektach.


Jan Ziółkowski - Młody obrońca dostał swoją pierwszą szansę w europejskich pucharach w tym sezonie od pierwszej minuty i zdecydowanie ją wykorzystał. Od początku meczu przyjmował rolę lidera, widoczne były jego liczne gesty, którymi ustawiał resztę kolegów i poniekąd dyrygował grą. Wywiązywał się ze swojej pracy w defensywie odpowiedzialnie i wręcz perfekcyjnie, nie można zarzucić mu żadnego błędu. Grał po prostu po swojemu - wysoko, agresywnie, przy czym niezwykle skutecznie. Wyglądał świetnie w pojedynkach 1 na 1, nie reagował impulsywnie, dobrze czytał zamiary rywala i wygrywał znaczną większość starć. W meczu z Banikiem zaskoczył pod względem pracy w rozegraniu. Wielokrotnie po udanych odbiorach indywidualnie wyprowadzał piłkę środkiem pola, napędzając kontrataki. To właśnie on skutecznym rajdem przez całe boisko w końcówce pierwszej połowy wykreował akcję, po której do pustej bramki nie trafił Kacper Chodyna. Wykazywał się dużym spokojem, odwagą i odpowiedzialnością, która, gdyby nie błędy reszty kolegów, mogłaby doprowadzić do zachowania czystego konta.


Juergen Elitim - Gdyby nie ten jeden błąd, występ Kolumbijczyka musiałby być oceniony pozytywnie. Jak już przyzwyczaił na początku nowego sezonu, Elitim brał na siebie ciężar rozegrania i robił różnicę w środku pola, szczególnie w drugiej połowie, w której wykreował kilka sytuacji bramkowych dla kolegów z zespołu. W 62. minucie w tłoku wypatrzył niepilnowanego na lewej stronie pola karnego Jean-Pierre'a Nsame, zagrał po ziemi między obrońcami i doprowadził napastnika do dobrej okazji. Niestety, trzy minuty później wydarzyła się ta feralna pomyłka. Owszem – Kacper Chodyna nie ułatwił mu zadania, podając w niekomfortowej sytuacji, jednak Elitim nie był w niej całkowicie bezradny. Przy jego technice i doświadczeniu miał wszystkie narzędzia, by poradzić sobie z piłką. Zabrakło mu jednak koncentracji, przyjęcie okazało się zbyt niedbałe, piłka odskoczyła, co zakończyło się jej stratą i bramką dla rywali. Elitim jednak bardzo dobrze zareagował na tę pomyłkę, widać było w nim sportową złość i chęć odkupienia winy, co przełożyło się na wzmożoną aktywność. W 69. minucie indywidualnym rajdem wbiegł w pole karne, lecz zawahał się ze strzałem, ale mimo wszystko wypatrzył przed polem karnym Bartosza Kapustkę i wyłożył mu piłkę na strzał. W 88. minucie wykorzystał wolną przestrzeń, zasygnalizował Petarowi Stojanoviciowi, że będzie wbiegać w pole karne, utrzymał linię spalonego i przyjęciem na klatkę piersiową zwiódł rywali, którzy myśleli, że będzie zagrywał z pierwszej piłki, po czym dograł idealnie na głowę Jean-Pierre'a Nsame, notując asystę i częściowo się rehabilitując. Należą się brawa dla Kolumbijczyka za tę akcję, jednak oby jego błąd nie okazał się kosztowny.


Steve Kapuadi - W zasadzie, poza błędem przy pierwszym trafieniu dla gospodarzy, był dość pewnym punktem defensywy. Przy tamtym golu Kapuadi dał się zwieść napastnikowi, wyszedł wysoko, jednak był spóźniony w reakcji i niestety piłka przeszła dalej, a on złamał całą linię obrony, dając dużo wolnego miejsca. Z czasem jednak nabierał koncentracji i pewności w swoich interwencjach. W 54. minucie, choć początkowo niefortunnie odbił piłkę wprost pod nogi Davida Buchty, zrehabilitował się szybkim powrotem – wydaje się, że minimalnie musnął piłkę głową, co wystarczyło, by ta trafiła jedynie w słupek, a nie do siatki. Była to kluczowa interwencja, która mogła zapobiec kolejnemu straconemu golowi. W 65. minucie starał się zablokować strzał Michala Frydrycha, jednak pechowo piłka odbiła się od jego nogi w taki sposób, że zmyliła bramkarza i znalazła drogę do siatki. Choć formalnie nie był to jego błąd, sytuacja była niefortunna i podkreśliła, że mimo dobrej postawy, Kapuadiemu brakowało nieco szczęścia w tym meczu. Na przestrzeni spotkania prezentował jednak wiele pozytywnych cech – dobrze czytał grę, potrafił wyprzedzać przeciwników i był aktywny w walce o górne piłki.


Ryoya Morishita - Choć nie był to wybitny występ w wykonaniu Japończyka, to zdecydowanie najlepszy na początku nowych rozgrywek. Szczególnie przed przerwą wykazywał bardzo dużą aktywność na lewej stronie, większość akcji była ostatecznie kierowana do niego, bo potrafił zrobić różnicę. Wchodził w pojedynki z rywalami, nie bał się podejmować prób dryblingu, choć ich skuteczność była połowiczna. Dobrze wyglądała jakość jego wrzutek, które wielokrotnie powodowały zamieszanie w szeregach obronnych przeciwnika. W 24. minucie świetnie wypatrzył na prawej stronie pola karnego niepilnowanego Pawła Wszołka, posłał ciętą piłkę, ale w ostatnim momencie przeciął to podanie jeden z defensorów. Było to bardzo podobne zagranie, jak z 45. minuty, kiedy skrzydłowy ograł Michala Frydrycha przełożeniem piłki na prawą nogę i świetną centrą dograł piłkę na pustą bramkę do Kacpra Chodyny, jednak ten nie wykorzystał fenomenalnej okazji. Jeszcze w doliczonym czasie gry Morishita posłał dobrą, górną piłkę na głowę Wszołka, ale prawy obrońca trafił pod futbolówkę i przeniósł ją nad poprzeczką. Przynajmniej jedna z tych okazji powinna skończyć się asystą dla Japończyka. Niestety Morishita nie podtrzymał pozytywnego występu w drugiej połowie, w której całkowicie zgasł. Został zmieniony w 74. minucie.


Kacper Tobiasz - Do golkipera Legii nie można mieć większych pretensji za stracone bramki. Przy pierwszym golu być może mógł trochę wyżej wyjść do strzelającego, zmniejszając mu tym samym jeszcze bardziej pole bramki, lecz przy celnym strzale w sytuacji praktycznie sam na sam był bez szans. Druga bramka to niestety odbitka od Steve'a Kapuadiego, która całkowicie zmyliła bramkarza Legii i uniemożliwiła mu skuteczną interwencję. Wykazał się natomiast kluczową interwencją pod koniec drugiej połowy. W 85. minucie Patrick Kpozo wystawił piłkę na 3. metr do niepilnowanego Tomáša Zlatohlávka, który z bliskiej odległości, ekwilibrystycznie skierował piłkę w światło bramki, lecz Tobiasz zachował czujność, ustawił się dobrze na bliższym słupku i świetną robinsonadą zatrzymał ten strzał, nie pozwalając gospodarzom podwyższyć prowadzenia. Generalnie może trochę brakowało mu w tym meczu pewności, szczególnie w grze na przedpolu, lecz nie można powiedzieć, by zagrał źle, a kilka jego prób dalekich wybić sprawiało zagrożenie.


Kacper Chodyna - Sporym zaskoczeniem było, że Chodyna wyszedł w pierwszym składzie kosztem Wahana Biczachczjana. Po meczu wiemy, jak bardzo błędny był to wybór. Skrzydłowy podejmował praktycznie same złe decyzje, nie wychodziło mu kompletnie nic. Niemal każda jego próba dryblingu, zagrania czy nawet prostego podania kończyła się stratą piłki lub wyhamowaniem akcji ofensywnej. Brakowało mu pewności siebie i odpowiedniego wyczucia w grze 1 na 1, często wchodził w niepotrzebne pojedynki lub spóźniał się z reakcjami. Miał kilka świetnych szans, które całkowicie zaprzepaścił. Przede wszystkim mowa tu o nietrafieniu na pustą bramkę przy dośrodkowaniu Ryoyi Morishity z 45. minuty. Chodyna dobrze znalazł się na dalszym słupku, ale wykończenie było po prostu fatalne. Skrzydłowy źle zaatakował piłkę, niepotrzebnie dał jej się odbić od ziemi tuż przed strzałem, co poskutkowało złym trafieniem w nią i przeniesieniem jej ponad poprzeczką. Polak mógł być nieco zmylony przez to, że wcześniej głową nie trafił w futbolówkę Ilja Szkurin, jednak nadal nie tłumaczy to aż tak fatalnego wykończenia. Na początku drugiej połowy Chodyna otrzymał wybitą piłkę z własnego pola karnego i dobrze wyprzedził obrońcę, lecz potem, gdy mógł dojść do sytuacji sam na sam, znów nie poradził sobie z piłką przy nodze, przy ostatnim przyjęciu wypuścił ją sobie za daleko i zaprzepaścił świetną okazję. W 69. minucie otrzymał idealne dośrodkowanie na głowę od Rubena Vinagre, ale niepilnowany na 11. metrze jedynie musnął piłkę, bo strzałem nie można tego nazwać, wprost do rąk bramkarza. Poza tymi zmarnowanymi, stuprocentowymi okazjami nie można zapomnieć o jego zachowaniu pod własną bramką w 64. minucie. Chodyna początkowo dobrze wyprowadził piłkę po odbiorze Jana Ziółkowskiego, mógł zrobić wiele, ale zdecydował się wycofać piłkę i wprowadzić Juergena Elitima w niekomfortową sytuację. Skrzydłowy w wielu sytuacjach zamiast ułatwiać sytuację, to komplikował ją swoimi złymi wyborami. Opuścił murawę w 74. minucie. Wydaje się, że po takim występie Chodyna nie powinien znajdować się w wyjściowym składzie w najbliższym czasie.


Rafał Augustyniak - Już na samym początku meczu defensywny pomocnik pokazał, że nie będzie w nim stabilnym punktem. Przy pierwszej sytuacji bramkowej Banika w 13. minucie właściwie zrobił wszystko w najgorszy możliwy sposób. Przede wszystkim już na początku nie utrzymał pozycji i dał się zgubić oraz wyprzedzić Matějowi Šínowi, próbował jeszcze wrócić za pomocnikiem, co generalnie mu się udało, lecz zamiast jak najdłużej utrudniać Czechowi oddanie strzału, to poszedł na raz wślizgiem, dając się ograć jak junior. Tak doświadczonemu zawodnikowi takie błędy po prostu nie powinny się zdarzać. Niestety, nie był to jednorazowy błąd. Augustyniak przez cały mecz miał ogromne problemy z dynamicznymi zawodnikami Banika. Spóźniał się z reakcjami, zbyt wolno ustawiał się przy przechwytach, a jego próby odbioru były często nieskuteczne. Wyglądał na ociężałego i ospałego, co przeciwnicy skrzętnie wykorzystywali. Jedyne za co można Augustyniakowi wystawić plusa po tym mecz to jego udany przerzut na prawą stronę w 32. minucie, którym uwolnił Pawła Wszołka i rozpoczął pierwszą akcję bramkową. Ten występ Augustyniaka tylko udowodnił, jak bardzo pilne jest wzmocnienie pozycji nr 6.


Ruben Vinagre - Dla lewego obrońcy był to pierwszy występ w tym sezonie. Cieszy fakt, że Portugalczyk wrócił już do zdrowia, ale jeśli chodzi o formę, zdecydowanie bliżej mu obecnie do przeciętnej rundy wiosennej niż do bardzo solidnych występów z jesieni poprzednich rozgrywek. W meczu z Banikiem brakowało mu pewności siebie, zwłaszcza w grze defensywnej. Zbyt często dawał się mijać, miał problemy z odpowiednim ustawieniem i nie nadążał za szybkimi, dynamicznymi skrzydłowymi gospodarzy. Dodatkowo popełniał proste błędy techniczne, jak w 54. minucie, kiedy przy własnym polu karnym stracił piłkę, co doprowadziło do dwóch groźnych sytuacji pod bramką jego zespołu. W ofensywie również długo był mało widoczny. Jego wyjścia do przodu były zachowawcze, brakowało mu dawnej dynamiki i pewności w podejmowanych decyzjach. Dośrodkowania – jeden z jego najmocniejszych elementów – były niedokładne, często blokowane lub zupełnie niecelne. Dopiero w drugiej części drugiej połowy Vinagre zaczął prezentować się nieco lepiej. W 69. minucie zanotował bardzo dobre dogranie na głowę Kacpra Chodyny, który jednak zmarnował wyśmienitą okazję. W 81. minucie spróbował zaskoczyć bramkarza mocnym, agresywnym wstrzeleniem piłki w pole karne, lecz czujna interwencja golkipera zapobiegła zagrożeniu. Choć końcówka w jego wykonaniu była lepsza, widać, że będzie potrzebował bardzo dużo czasu, by powrócić do odpowiedniej dyspozycji.


Ilja Szkurin - Napastnik wrócił do wyjściowego składu po nieobecności w Kazachstanie. W Czechach miał jednak bardzo trudne zadanie, od początku meczu był kryty indywidualnie i nie potrafił sobie z tym poradzić. Defensorom bliskim podejściem do Białorusina udało się całkowicie wyłączyć go z gry i choć próbował momentami schodzić bardzo nisko poza pole karne przeciwnika, to był niemal niewidoczny. W wielu sytuacjach brakowało mu jednak ruchu bez piłki, agresji i zdecydowania, co ułatwiało przeciwnikom odcinanie go od gry. Gdy już otrzymywał futbolówkę, nie potrafił jej skutecznie utrzymać ani rozegrać. Na przestrzeni niemal godziny spędzonej na boisku nie udało mu się dojść do żadnej klarownej sytuacji bramkowej. Najbliżej był w 45. minucie, kiedy miał szansę zamknąć dobre dośrodkowanie Ryoyi Morishity, ale zabrakło mu determinacji i timingu, przez co nie doskoczył do piłki. Szkurin był po prostu całkowicie niewidoczny i nie wniósł kompletnie nic do gry zespołu.


Zmiennicy


Jean-Pierre Nsame - W 62. minucie zamienił na murawie Ilję Szkurina. Od początku jego wejścia było widać, że coś może się wydarzyć z jego udziałem w tym meczu. Już dwie minuty po zmianie znalazł miejsce z lewej strony pola karnego, otrzymał podanie od Juergena Elitima i przełożył piłkę na lewą nogę, ale jego strzał został zblokowany i przeleciał ponad bramką, co dało rzut rożny. Po samym stałym fragmencie gry także doszedł do strzału, lecz jego wolej także zablokował jeden z obrońców. Nsame jednak cały pracował w wysokim pressingu, naciskał rywali i zachęcał innych kolegów do wzmożonej pracy w tym elemencie. Jego zaangażowanie przyniosło owoce w 88. minucie. Kameruńczyk dobrze odnalazł się w polu karnym, wbiegł między zaskoczonych obrońców i strzałem głową z bliskiej odległości zapewnił Legii cenny remis. Choć klub najchętniej pożegnałby się z Nsame, ten swoimi zmianami, również tą czwartkową, pokazuje, że przy taktyce trenera Edwarda Iordanescu może jeszcze zaskoczyć i stanowić wartość dodaną.


Petar Stojanović - Wszedł na boisko w 74. minucie i znów udało mu się zaskoczyć. Wniósł sporo ożywienia, świeżości i dynamiki na lewej stronie. Stojanović od początku był bardzo aktywny, nie bał się podejmować ryzyka, często szukał gry 1 na 1 i potrafił znaleźć sobie przestrzeń do dośrodkowania. Znów swoim krótkim wejściem zapewnił jakieś konkrety. W 88. minucie posłał fenomenalne, górne podanie za linię obrony do Juergena Elitima, czym tak naprawdę wypracował akcję bramkową, zapewniającą remis. Słoweniec udowadnia, że mimo licznych obaw, może okazać się ważnym wzmocnieniem zespołu. Letni nabytek stołecznej drużyny powinien jak najszybciej otrzymać szansę występu od pierwszej minuty, by ocenić go w pełnej skali.


Wahan Biczachczjan - Pojawił się na murawie w 74. minucie. Był znacznie mniej aktywny niż Petar Stojanović, lecz również miał swoje momenty. Już chwilę po wejściu posłał dobre dośrodkowanie z rzutu rożnego na głowę Rafała Augustyniaka, ale ten chybił znacznie obok bramki. W 86. minucie dobrze poklepał piłkę z Claudem Goncalvesem, wbiegł w pole karne i mocno uderzył, jednak obrońcom Banika udało się zablokować ten strzał. W doliczonym czasie gry przerwał faulem kontratak gospodarzy, którzy zamienili rzut wolny na trzecią bramkę, na szczęście nie została ona uznana przez pozycję spaloną.


Claude Goncalves - Wszedł na boisko w 82. minucie. Cieszy, że Portugalczyk wraca do gry po urazie, ale grał zbyt krótko, by ocenić jego występ.

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2025 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.