Legia rozpoczęła rundę wiosenną od wygranej. Musi Pan być zadowolony.
Dariusz Kubicki: Bardzo. Pierwszy raz, odkąd jestem trenerem, zdarzyło mi się wygrać pierwszy mecz w rundzie. Jestem tym bardziej zadowolony, jeżeli weźmie się pod uwagę okoliczności. Bardzo długo graliśmy w dziesiątkę. Jestem pełen uznania dla zawodników.
W tym sezonie to oczywiście nic nowego. Łącznie z Pucharem Polski to szósta czerwona kartka dla legionisty. Mówi się, że Legia, aby wygrać, musi grać w osłabieniu. A w każdym razie, że w takim przypadku można być spokojnym o wynik.
- Chciałbym zwrócić uwagę, że w 11 też wygrywaliśmy. Ale nie możemy martwić się tym, że grając w osłabieniu, jesteśmy w stanie sięgnąć po komplet punktów. Takie sytuacje jak ta w piątek świadczą o pewności siebie zawodników, także o ich sile.
Z drugiej strony tak nie będzie wiecznie. Kiedyś zdarzy się przypadek, że gra w dziesiątkę nie pomoże drużynie.
- Pracujemy nad tym, by tych kartek nie było. W tym sezonie mamy pod tym względem pecha, bo przecież nie można powiedzieć, aby moi zawodnicy grali brutalnie, zdecydowanie ostrzej niż piłkarze z innych zespołów. Gdy Radek Wróblewski wchodził na boisko, jednym z poleceń było, aby uważał. Głównie na to, żeby nie dostać żółtej kartki. Miał już na koncie trzy i kolejna oznaczała, że nie zagra w następnym spotkaniu. Zależało nam, tym bardziej że kontuzji doznał Tomek Kiełbowicz, a w tamtym momencie nie wiedzieliśmy, na jak długo go tracimy. Niestety, emocje wzięły górę i Radek sfaulował. No i nie dostał żółtej kartki, a od razu czerwoną. Moim zdaniem jednak sędzia mógł być bardziej pobłażliwy. Faul niewątpliwie był, ale gdyby Radek dostał żółtą kartkę, chyba by to wystarczyło. To nie tak, że atakował zawodnika bez piłki. Decyzję o wejściu wślizgiem podjął jeszcze wtedy, kiedy piłka była przy nodze rywala. Tyle że Radek nie zdążył i kiedy zaatakował, to piłki już w pobliżu nie było.
Wróblewski stanął przed szansą, by wreszcie grać w pierwszym składzie. Istnieje przecież możliwość, że Kiełbowicza zabraknie przez kilka tygodni.
- Nie jest tak źle. Zdaniem naszego doktora Tomek może być gotowy do gry nawet za tydzień, kiedy pojedziemy do Łęcznej. A Radek faktycznie zmarnował szansę. Szkoda, bo bardzo długo czekał na grę i wiem, że bardzo mu zależało, by się pokazać. Mogę zagwarantować, że ten zawodnik jest świetnie przygotowany pod względem fizycznym, co zresztą dało się zauważyć w tym czasie, kiedy był na boisku. Miał kilka niezłych akcji, udanych dośrodkowań. Choćby to, po którym Marek Saganowski miał niemal pustą bramkę, ale w końcu jednak chybił.
A propos Saganowskiego. Do tego, że biega, walczy, szarpie, zdążyliśmy się przyzwyczaić. Po meczu z Odrą widać jednak także, że jego gra wreszcie da wymierne efekty.
- Marek jesienią zdobył zaledwie trzy gole. To jak na napastnika, a zwłaszcza napastnika tej klasy, bardzo mało. Miał jednak niesamowitego pecha. Jeżeli teraz szczęście wróci do niego choć w niewielkim stopniu, to wygląda na to, że będzie dobrze.
A jak Pańskim zdaniem wyglądała gra ataku Legii po odejściu Stanko Svitlicy? Piotr Włodarczyk może nie grał bardzo źle, ale też niczym wielkim się nie odznaczył.
- Trzeba wziąć pod uwagę, że był to jego pierwszy oficjalny występ w tej drużynie. Poza tym to spory przeskok zagrać na i dla Legii, a grać w innym, mającym znacznie mniejsze aspiracje zespole. Trzeba także pamiętać, jak rewelacyjnie zachował się w decydującym momencie spotkania. Miał ogromny udział przy pierwszym golu. To po jego podaniu głową Marek Saganowski wychodził na czystą pozycję i następnie został sfaulowany. Oczywiście w przyszłości liczę na lepszą współpracę w linii ataku. I powiem więcej - spodziewam się, że tak będzie to wyglądało.
Podkreśla Pan wielkie zadowolenie po meczu inaugurującym rundę. Ale proszę wybaczyć - zwłaszcza w pierwszej połowie nie najlepiej to wyglądało.
- Przez cały czas kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń. Odra przed przerwą nie stworzyła żadnej okazji do strzelenia gola, a my mieliśmy kilka. Tylko żeśmy ich nie wykorzystali. Oczywiście to nie tak, że nie widzę niedociągnięć w grze Legii. Będę je analizował. Jestem jednak podbudowany determinacją i zaangażowaniem zawodników. W zwycięstwo nad Odrą włożyli bardzo wiele chęci i emocji. W tym roku klub zapewnił nam znakomite warunki przygotowań. Trenowaliśmy w bardzo dobrych warunkach, na dobrych boiskach. Te przygotowania muszą zaprocentować.
Oglądał Pan mecz Wisły Kraków z Górnikiem Polkowice? Mistrz Polski też miał kłopoty.
- Nie powiem, żebym oglądał ten mecz bardzo dokładnie. Raczej zerkałem na telewizor, ale ja nie jestem od tego, żeby oceniać innych. Mam swoją drużynę. Oczywiście grę Wisły też będę analizował, ale nie zamierzam tego robić na łamach prasy. Te oceny zostawię dla siebie i współpracowników.
Jak by Pan skomentował sytuację, po której Legia strzeliła Odrze drugiego gola? Sfaulowany Marek Saganowski jeszcze leżał, sędzia dopiero biegł w kierunku gracza Odry Romana Madeja, ale zanim pokazał mu czerwoną kartkę, Aleksandar Vuković wykonał wolnego, a Jacek Magiera miał otwartą drogę do bramki.
- Przed meczem mówiłem zawodnikom, że o ich formę, o organizację gry jestem spokojny. W trakcie ligowej walki dochodzą dodatkowe okoliczności, często decydujące o wyniku. Bardzo ważna jest inteligencja w grze, umiejętność przewidywania, przytomność umysłu. Sposób, w jaki zareagował Vuković, pokazał, że na boisku naprawdę warto myśleć. Ja już podobną sytuację przeżyłem, gdy trenowałem rezerwy Legii. Był taki mecz z rezerwami Polonii, słynny głównie z tego, że bramkarz rywali Robert Gubiec miał starcie z sędzią, po którym został na długo zdyskwalifikowany. Wtedy tak jak teraz Vuković przytomnością umysłu wykazał się Marcin Rosłoń, a gola strzelił Łukasz Siciak. Naprawdę piłkarz przez 90 min musi być skoncentrowany.
Mecz był w piątek, w niedzielę, kiedy rozmawiamy, emocje już trochę opadły.
- Owszem, ale ja cały czas jestem w grze. Właśnie jadę do hali na Bemowie. Mój syn Patryk występuje w Młodych Wilkach. Tutaj też będą emocje.
Rozmawiał Maciej Weber
Wywiad
Jestem bardzo zadowolony
poniedziałek, 15 marca 2004 08:32
Dariusz Kubickiźródło: Gazeta Wyborcza