Rozmowa z MARKIEM JABŁOŃSKIM, trenerem Legii-Królewskie oraz ROBERTEM CHABELSKIM, jego asystentem, a równocześnie kierownikiem sekcji.
-
Co czuliście Panowie chwilę po ostatnim gwizdku sędziego, kończącym trzeci finałowy mecz z Zagłębiem Sosnowiec, kiedy już oficjalnie wiadomo było, że wywalczyliście z drużyną awans do ligi zawodowej?
- Marek Jabłoński: Radość i jeszcze raz radość.
- Robert Chabelski: Ogromne szczęście. Zostały w ten sposób wynagrodzone lata ciężkiej pracy, kiedy wyciągaliśmy tę naszą kochaną Legię niemal z samego dna.
-
A jak w takim razie spędza się czas po awansie do ligi zawodowej?
- MJ: Pierwsze dwa dni człowiek nie wie, co ma ze sobą zrobić. Jest usztywniony, nie wie, co się z nim dzieje. Potem z dnia na dzień wraca odprężenie, fantazja. Ostatnio wszystko wróciło już jednak do normy.
-
Drużyna nie dostała jeszcze wolnego i ciągle trenujecie...
- MJ: Tak. Jesteśmy teraz na etapie roztrenowania. Nasz trening wygląda jednak teraz zupełnie inaczej, niż jeszcze miesiąc temu, inne są obciążenia.
-
Można się domyślać, że drużyna w obecnym składzie zbyt wiele w Polskiej Lidze Koszykówki by nie zdziałała. Jakie w związku z tym planujecie wzmocnienia?
- MJ: Od dłuższego czasu nie zmieniam zadania, że najbardziej potrzebujemy zawodnika na pozycję center. Jest to pierwsza pozycja, na którą szukamy teraz gracza.
-
W tym sezonie najczęściej jako center występował J.B. Reafsnyder. Czy to oznacza, że nie jesteście zainteresowani przedłużeniem z nim kontraktu?
- Absolutnie nie. Jak najbardziej chcemy, żeby J.B. występował u nas w następnym sezonie. Z tym, że nie jest to typowy center, a raczej zawodnik, którego widziałbym na pozycji skrzydłowego. J.B. pojechał na razie do Stanów leczyć nogę, być może ją operować. Tym co robił jednak w ostatnich meczach sezonu, pokazał chyba, że jemu też zależy na występach w naszym klubie. Wykazał się olbrzymią walecznością, niesamowitym hartem ducha. Przy jego wszystkich problemach ze stopami, nie wahał się nawet chwili, by zrobić blokadę i pomóc zespołowi w decydującej potyczce.
-
Rozpoczęliście już poszukiwania?
- MJ: Tak. Planujemy w najbliższym czasie przetestować kilku zawodników. Na testach przebywa już u nas center, który ostatnio występował na Litwie. Na razie sprawdzamy jego ewentualną przydatność do zespołu.
-
To znaczy, że na razie skupiacie się Panowie na poszukiwaniu wzmocnień poza granicami kraju?
- MJ: Może inaczej. Będziemy teraz testować graczy zza granicy, bowiem graczy z Polski na tyle znamy, że jedyną niewiadomą pozostaje dla nas tylko, za ile dany zawodnik chciałby u nas występować. Mogę zdradzić, że kilku graczy już zdążyło nam wybić z głowy pomysł ściągnięcia ich do Legii.
-
To znaczy, że w przyszłym sezonie mamy niewielkie szanse zobaczyć w barwach Legii któregoś z reprezentantów Polski?
- MJ: Kadrowicze trochę oszaleli. Może to za mocne słowo, ale doprawdy, pieniądze, jakich żądają, są niewspółmierne do wyników, jakie osiąga reprezentacja. Dla nas jest to zupełna abstrakcja. Powtórzę jeszcze raz. Nam zależy przede wszystkim na młodych, ambitynch graczach, którzy chcą się przez występy w naszej drużynie wypromować. Biorąc pod uwagę postęp, jaki robi z miesiąca na miesiąc Tamek Rospara, widać, że ta metoda się sprawdza.
-
Na kogo w takim razie stać będzie Legię?
- RC: Trudno jeszcze cokolwiek na ten temat powiedzieć. Cały czas prowadzone są rozmowy z Browarami Warszawskimi, które od dłuższego czasu bardzo nam pomagają i już w ciągu najbliższego tygodnia, może dziesięciu dni, wszystko powinno się wyjaśnić. Myślę, że możemy być optymistami. Mamy już wstępne rozeznanie odnośnie tego, jakie jest zainteresowanie ze strony Browarów i sądzę, że nie będzie źle.
-
Czy tylko Browary sponsorować będą Legię, czy też poszukujecie Panowie jakiegoś drugiego strategicznego sponsora?
- RC: Będzie jeszcze na pewno kilka firm wspierających, ale na razie wątpliwe jest, żeby w Legię wszedł drugi strategiczny sponsor.
-
Do kiedy planujecie Panowie podpisać umowy z zawodnikami?
- MJ: Mniej więcej 20 lipca planujemy rozpocząć przygotowania do nowego, I-ligowego już sezonu i wtedy chciałbym mieć już do dyspozycji wszystkich zawodników. Najlepiej byłoby zakończyć wszelkie rozmowy transferowe już do końca czerwca, tak, by wszyscy zawodnicy mogli bez problemu stawić się na pierwszym treningu.
-
Drugim, poza wzmocnieniami, problemem pozostaje hala. Ta na Bemowie nie pomieści z pewnością wszystkich chętnych, a zapotrzebowanie na koszykówkę w Warszawie jest ogromne, co pokazał najdobitniej ostatni mecz finału z Zagłębiem.
- RC: Jako kierownik sekcji robię i zrobię wszystko, co jest możliwe. Wydzwaniam do firm w całej Polsce, które mogłyby - bo to interesuje mnie w tym momencie najbardziej - powiększył liczbę miejsc siedzących. Szukamy firmy, która za rozsądną ceną wybudowałaby i postawiła trybuny. Wiadomo, że nie będzie to nic rzucającego na kolana, bo do tego konieczna jest rozbudowa hali. Plany tej rozbudowy wprawdzie są, ale na dzień dzisiejszy są raczej nierealne. Według tychże planów hala miałaby być rozszerzona o 16 metrów, tak, że możnaby było postawić dodatkową trybunę na 1.500 osób, pod którą ulokowane byłyby szatnie i sanitariaty. Na razie musimy się skupić na rzeczach najważniejszych, bo tu praktycznie wszystko trzeba zmienić. Polska Liga Koszykówki ma swoje wymagania i żeby przystąpić do rozgrywek, musimy być choćby w minimalnym stopniu na to przygotowani.
-
A jakie to wymagania?
- RC: Jeśli chodzi o samą halę, to - jak już powiedzia?em - rozbudowa trybun. Po drugie, renowacja parkietu. Po trzecie, zmiana oświetlenia, bowiem na razie jest ono zdecydowanie za słabe, a trzeba się przecież liczyć z możliwością transmisji telewizyjnych. No i po czwarte - wymiana koszy. Te, którymi dysponujemy, można nazwać archaicznymi.
-
Jednym z wymagań PLK jest również to, że sekcja musi zostać przekształcona w sportową spółkę akcyjną...
- RC: No to mamy jeszcze dwa lata i w tym czasie trzeba to będzie wcześniej czy póżniej zrobić.
-
Wróćmy jeszcze na moment do tematu hali. Pojawiły się głosy, że przy współudziale gminy Bemowo istnieje duża szansa na wybudowanie nowoczesnej hali na 7-8 tyś widzów.
- RC: Tak, też o tym słyszałem, z tym, że ta hala stanęłaby najwcześniej za dwa lata, a więc moglibyśmy z niej korzystać dopiero od sezonu 2002/2003.
-
Jak widać, na razie jesteśmy więc "skazani" na dotychczasową halę. Kiedy spodziewać się możemy jej rozbudowy?
- RC: Jak zwykle wszystko rozbija się o pieniądze. Gdybyśmy byli bogatym klubem, to pewnie za miesiąc moglibyśmy już pochwalić się zakończeniem modernizacji. Wiadomo jednak, z jakimi problemami boryka się Legia. Mamy obawy, że Legia jako klub nie będzie w stanie nawet minimalnym stopniu nam pomóc. Mimo wszystko liczę, że znajdą się jakieś środki na rozbudowę trybun, renowację parkietu. Nie ukrywam, że na pewno będzie bardzo ciężko.
- MJ: Ja mam nadzieję, że nigdy nie usłyszę, iż zrobiliśmy klubowi niedźwiedzią przysługę tym, że awansowaliśmy do ligi zawodowej.
- RC: Powiem szczerze. Już słyszeliśmy takie opinie, że teraz to dopiero będą problemy.
- MJ: Ja powiem tak. Jeżeli z wejściem zespołu do ekstraklasy miałyby być problemy, to ja bym władzom klubu serdecznie współczuł i złożyłbym im wyrazy głębokiego ubolewania.
-
Zmieńmy trochę temat. Panie trenerze, czy dostał Pan już gwarancję, że poprowadzi zespół w przyszłym sezonie?
- MJ: Gwarancji nie dostałem. Jak na razie tylko dziennikarze mnie informują, że będę dalej pracował z zespołem. Nie ukrywam, że powrót do ekstraklasy bardzo mnie cieszy. Ten powrót był moim marzeniem, udało się, ale jak będzie dalej, to dopiero pokaże nam życie.
-
Trochę jest chyba w Pana wypowiedzi nadmiernej skromności...
- MJ: Bynajmniej. Zawód trenera jest bardzo specyficzny. Może się przecież zdarzyć, że przyjdzie ktoś z dużymi pieniędzmi i powie, że wchodzi, ale tylko w wypadku, jeśli Jabłoński nie poprowadzi zespołu. Wolno mu coś takiego zrobić? Wolno. I już nie ma Jabłońskiego. Oczywiście w tym momencie teoretyzuję, ale taka możliwość w moim zawodzie zawsze istnieje.
- RC: Nie trzeba nawet daleko szukać. Wystarczy przypomnieć, że po zdobyciu mistrzostwa Polski w 1997r. Pracę w ówczesnej Mazowszance PEKAES Pruszków stracił z dnia na dzień Krajewski.
- MJ: Podobna sytuacja miała miejsce w Gdyni, gdzie trener Prabucki zdobył z zespołem kobiet mistrzostwo Polski i... stracił pracę. Taka jest specyfika pracy trenera.
-
I na koniec pytanie do Pana trenera Jabłońskiego. Po pierwszym meczu finału w Sosnowcu doszło do nieprzyjemnego zajścia pomiędzy Panem a Jackiem Rybczyńskim. Czy wszystko już sobie Panowie wyjaśniliście i podaliście sobie ręce?
- MJ: Nie ma już problemu, a o gestach nie ma co wspominać. Gracz jest impulsywny, ktoś musi taką sytuację stonować i tym razem stonowałem ją ja. Pikanterii dodał całości pewien niewydarzony pan dziennikarz, którego intencją było ewidentnie rozbicie zespołu, nie zaś zainteresowanie czytelników, kibiców konfliktem na linii Jabłoński - Rybczyński . Jeżeli ten człowiek, pisząc artykuł, dzwoni do kolegów, żeby czytali czwartkową prasę, bo będzie sensacyjny wywiad z być może byłym już zawodnikiem Legii i jeżeli to się odbywa na trzy dni przed najważniejszymi dla nas meczami, ta ja nie mam żadnej wątpliwości, jak oceniać tego dziennikarza. Zresztą on się ode mnie dokładnie dowiedział, co ja o nim sądzę. Natomiast wspólnym celem jest teraz walka o jak najwyższą pozycję wśród najlepszych polskich zespołów.
Wywiad
Niedźwiedzia przysługa?
poniedziałek, 22 maja 2000 18:04
Marek Jabłońskiźródło: Nasza Legia