Kolejny już raz do napisania felietonu skłonił mnie komentarz, który miałem zamiar wystawić. Tak jak i poprzednio, przedłużył się on na tyle, że wyszedł z niego całkiem spory artykuł.
Zaczęło się od tego, ze chciałem sprostować treść newsa. Ale po kolei.
Sprawa rozeszła się o nasz spadek z BARDZO korzystnego miejsca w Rankingu UEFA. Gdybyśmy bowiem utrzymali 15. pozycję w w/w zestawieniu, wtedy wicemistrz Polski byłby premiowany udziałem w 2. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów! Natomiast Mistrz Polski grałby również w eliminacjach Ligi Mistrzów, ale za to w 3. rundzie, czyli byłby rozstawiony i pewnie trafiłby na jakiegoś słabeusza, jakim zwykle my jesteśmy, przechodząc 2. rundę.
Jednym słowem awans do Ligi Mistrzów byłby w 100 (słownie: stu) procentach możliwy!!! Cała ta procedura obowiązywała by od sezonu 2005/2006, czyli po następnych wakacjach. A tak, w najbliższym sezonie musimy utrzymać to 16. miejsce i dodatkowo wyprzedzić Norwegię, Ukrainę lub Szwajcarię, żeby choć w sezonie 2006/2007 móc mieć "z górki" w LM. Bo wątpię, czy do Mistrzostw Świata w Niemczech jakakolwiek polska drużyna awansuje do najlepszej 32 Europy. Sorry, ale póki co, Legii w niej nie widzę...
Nie musiałbym teraz pisać tego komentarza, gdyby Groclin nie stracił bramki w 90. minucie w pamiętnym meczu z Bordeaux w Grodzisku Wielkopolskim!!! Bo GKSowi Katowice czy Wiśle Płock trudno się dziwić - za wysokie progi dla takich kopciuszków do europejskich pucharów, ale eliminacji nie mieli prawa nie przejść!!! (dlaczego Legia nie grała zamiast nich???). Zresztą im nie wystarczył by remis, bo mówimy tu o szczeblu 1/8 finału. Ale z drugiej strony, za te 2-3 lata nikt nie będzie pamiętał, jak niewiele nam zabrakło. Dla wielu to i tak będzie normalka, że sezon po sezonie odpadamy w eliminacjach Ligi Mistrzów, bo zawsze jesteśmy za słabi.
Tym razem jednak mogłoby być zupełnie inaczej, gdyby nawet Wisła wyeliminowała norweskich amatorów z Valerengi. Bo choć, przy rozstrzyganiu meczów w rzutach karnych uznaje się remis dla obu stron, to krakowianie na wiosnę mogliby przecież wywalczyć choć jeden „podział punktów”. I co najważniejsze, uniemożliwili by awans Valerendze, a co za tym idzie nie dopuścili by do ich remisu z Newcastle!
Cóż, zawsze nam czegoś brakuje. Może jednak Norwegowie byli rzeczywiście lepsi i zasługują na to intratne miejsce w rankingu? Przecież Rosenborg w rewanżu 1/8 finału Pucharu UEFA pokonał samą Benfikę Lizbona! Ostatecznie i tak odpadł, choć w dwumeczu było 2:2. Dla świętego spokoju powinien przejść dalej, żebyśmy się nie irytowali, że tak mało nam zabrakło. Nie wiem, jakie były warunki atmosferyczne w Trondheim i Oslo w 1/8 finału, ale tej samej Valerendze nie dało rady Newcastle. Za to w rewanżu Wisła powinna uczynić to samo, co Anglicy u siebie.
Patrząc jednak w przeszłość, to Rosenborg minimalnie odpadł z bardzo silnym Deportivo w 3. rundzie el. LM (0:0, 1:0), podczas gdy „wielka” Wisła upokorzyła się dwukrotnie przegrywając z przeciętnym Anderlechtem (3:1, 0:1). A z perspektywy czasu, te rzekomo nieuczciwie eliminujące nas drużyny, później osiągają sukces. Bo niby jak inaczej nazwać pojedynek Polski i nieznanej dotąd Łotwy o awans do Mistrzostw Europy? Padały różne opinie, ale faktem jest, ze to oni zwyciężyli nas w Warszawie (mimo naszego efektownego zwycięstwa u nich) i nie ponieśli porażki w dwumeczu z dla nas nieosiągalną Szwecją. Ba, wyeliminowali Turcję w barażach, będąc od początku skazanymi na pożarcie!!! Choć gdyby Łotwa nie wygrała u siebie z outsiderami z San Marino 1:0, strzelając gola w 90 minucie (!), nie oglądalibyśmy jej za kilka miesięcy na Euro w Portugalii...
Może zatem w przyszłym sezonie norweski klub sprawi jakąś niespodziankę? Lecz właściwie nie muszą nic udowadniać. Taki Rosenborg to solidna firma, od lat stale grajaca w Europie i nie mająca sobie równych na krajowym podwórku. I właśnie dlatego, to oni, a nie my, będą wkrótce wojowali Europę i jednocześnie przesuwali się w górę w Rankingu UEFA.
Felieton
Królowie straconych szans
poniedziałek, 15 marca 2004 10:41
Paweł Pospieszyński