Wtajemniczeni twierdzą, że od kilku lat to pan w Legii pociąga za sznurki. Nazwisko Fijałkowski pojawia się wtedy, gdy klub z Łazienkowskiej zamierza kupić jakiegoś zawodnika. Do tej pory konsekwentnie unikał pan kontaktów z dziennikarzami.
Andrzej Fijałkowski: Bo czym się chwalić? Jestem biznesmenem, prowadzę interesy, głównie w Stanach Zjednoczonych. Z powodzeniem. Tylko interesy z Legią wyszły mi bokiem.
Dlaczego?
Trzy lata temu spotkałem się z działaczami Legii. Oni wtedy nie mieli pieniędzy na transfer Sergieja Omeljańczuka. Zaproponowali, żebym ja zainwestował. Jestem kibicem Legii odkąd ojciec zabrał mnie na pierwszy mecz 32 lata temu i wydało mi się to ciekawą przygodą. Połączeniem biznesu i przyjemności. Przelałem więc na konto klubu niezbędną kwotę. Później dokonałem następnych przelewów, między innymi na zakup Stanko Svitlicy i Gorana Njamculovicia. I miałem czekać na zwrot swoich inwestycji.
Doczekał się pan?
Nie, ale nie tracę nadziei, choć większość pieniędzy zainwestowanych w Njamculovicia jest już nie do odzyskania.
Dlaczego?
Bo nie grał. Trener Okuka stawiał na zawodników, których sam sprowadzał do Legii. Taki Rudi Gusnić, któremu futbol sprawiał wiele trudności, grywał w meczach ligowych i był za to sowicie wynagradzany.
Podobno Njamculović nie grał, gdyż na łamach jednej z belgradzkich gazet powiedział, że nie opłaca się Okuce?
Niewykluczone. Bałkańska piłka zna różne przypadki...
Svitlica i Omejlańczuk grali...
Omejlańczuk został sprzedany rok temu do Arsenalu Kijów za 450 tysięcy dolarów. Legia była wtedy w poważnych tarapatach finansowych i te pieniądze oznaczały przetrwanie. Zgodziłem się więc, żeby Legia mój udział w tym trasferze spłacała w ratach z pieniędzy otrzymywanych od Canal+. Taką samą umowę zawarliśmy w sprawie Svitlicy. Ze Stanko są jednak jeszcze inne problemy. W klubie Cukaricki Belgrad do dzisiaj nie mogą się doliczyć 260 000 dolarów, które Legia miała za Svitlicę zapłacić. To były moje dolary...
Rozmawiał Dariusz Łuszczyna
Wywiad
To były moje dolary
poniedziałek, 15 marca 2004 12:17
Andrzej Fijałkowskiźródło: Fakt