Jaki ma Pan związek z piłką? Czy sam Pan jeszcze grywa?
Roman Kosecki: Prowadzę od kilku lat Uczniowski Klub Sportowy "Kosa" w Konstancinie, do którego należy obecnie ponad 60 chłopców. Kupiłem tam ostatnio ziemię, na której zamierzam zbudować dwa boiska dla potrzeb dzieci. Jestem trenerem II klasy, ale postanowiłem podnieść swoje kwalifikacje. Od października będę uczęszczał na zajęcia Akademii Piłkarskiej Ryszarda Kuleszy na bielańskiej AWF. Sam już właściwie nie biorę udziału w żadnych meczach, bo przed kilkoma miesiącami przeszedłem operację kolana. Czasami tylko pobiegam za piłką z oldbojami z Konstancina.
Chce Pan uzyskać tytuł trenera I klasy dla własnej satysfakcji czy też myśli Pan o prowadzeniu klubów pierwszoligowych?
- Zamierzam za dwa-trzy lata, kiedy będę już facetem po czterdziestce, spróbować sił w piłce seniorskiej. Ale czy to będzie od razu I liga, tego nie mogę zakładać. Może to zabrzmi trochę nieskromnie, ale na pewno nie będę pierwszy dzwonił do klubów i szukał pracy.
Czy sam Pan utrzymuje UKS "Kosa", w którym występuje także pański 13-letni syn Kuba?
- Wykładam pewne pieniądze z własnej kieszeni, ale otrzymuję przede wszystkim fundusze z budżetu gminy. Ponadto udało mi się znaleźć prywatnego sponsora.
Jest Pan także radnym w gminie Konstancin-Jeziorna. Czy poza szkoleniem młodych piłkarzy robi Pan coś jeszcze dla tamtejszego sportu?
- W pojedynkę niczego bym oczywiście nie zdziałał. Ale jestem w grupie inicjatywnej budowy hali widowiskowo-sportowej w Konstancinie. Realizacja tego projektu powinna się rozpocząć na początku przyszłego roku. Staramy się ponadto odzyskać zdewastowany stadion RKS Mirków, który jest obecnie własnością jednej z firm. Z tym historycznym obiektem (powstał w 1923 roku) wiąże mnie także osobisty sentyment. Tam rozpoczynałem przecież karierę piłkarską. Gmina chce ten stadion wykupić, ale obecni właściciele wcale do sprzedaży się nie kwapią. Mają jakieś inne plany, raczej na pewno nie sportowe, wykorzystania tego terenu.
Zaangażował się Pan również w ruch olimpiad specjalnych. Czy odkrył Pan w sobie pasję społecznika?
- Zawsze podziwiałem ludzi, którzy bezinteresownie pomagali innym. Cieszę się, że mogę teraz sam brać udział w tej działalności opartej głównie na pracy wolontariuszy i mającej charytatywny charakter. Widocznie moja praca została oceniona pozytywnie, gdyż w ubiegłym roku, podczas igrzysk dla osób upośledzonych umysłowo w Dublinie, zostałem wybrany na ambasadora olimpiad specjalnych na Europę i Azję.
Rozmawiał Jan Zabieglik
Wywiad
Pierwszy nie będę dzwonił
wtorek, 16 marca 2004 08:38
Roman Koseckiźródło: Życie Warszawy