Prywatny inwestor Andrzej Fijałkowski zdradził wczoraj kulisy swej współpracy z Legią. Biznesmen zarzucił Pol-Motowi niejasne interesy przy okazji transferów Svitlicy i Omeljańczuka. Sugerował, że nie wszystkie pieniądze, jakie wyłożył na tych zawodników, trafiły do klubów, w których wcześniej grali.
Jak to było? To pana firma finansowała Legię czy odwrotnie?
Andrzej Zarajczyk: Jedna z gazet podobne rewelacje już prostowała. Ostrzegam, że tym razem skieruję sprawę do sądu. Choćby dlatego, że właścicielem Faktu jest firma niemiecka!
Transfery kilku zawodników opłacał Andrzej Fijałkowski. Dzisiaj twierdzi, że z 260 tysięcy dolarów, jakie Legia miała zapłacić klubowi Cukaricki Belgrad za Stanko Svitlicę, do kasy belgradzkiego klubu oficjalnie wpłynęło tylko 150 tysięcy dolarów. Co się stało z resztą?
Umowę z Cukaricki podpisywał były prezes zarządu sportowej spółki - Leszek Miklas. Z moich informacji wynika, że cała suma na konto Cukaricki chyba wpłynęła.
Chyba?
Tymi sprawami zajmował się Miklas. I on jest najbardziej kompetentą osobą.
Przecież to pan zatrudniał Miklasa i Trylnika. Nie wie pan, jak wywiązali się z umów?
Rozliczała ich rada nadzorcza i zarząd spółki. Miklas zaciągał zobowiązania na kredyt. Spółka nie była jednak w stanie ich spłacić. Także Miklas podpisywał umowy z Andrzejem Fijałkowskim.
Fijałkowski sfinansował również transfer Siergieja Omeljańczuka. Z 220 tysięcy dolarów, jakie miało otrzymać Torpedo Mińsk, do kasy tego klubu oficjalnie miało wpłynąć 180 tysięcy...
Skąd ma pan takie informacje? Z Torpedem sprawa powinna być już dawno załatwiona. To, co pan mówi jest bardzo niebezpieczne.
Zmieńmy więc temat. Czy Hannover 96 zapłacił Legii za Svitlicę 270 tysięcy euro?
Chyba tak. Ale ja na finansach się nie znam.
A ja słyszałem także o mniejszej sumie - 220 tysiącach euro...
Możliwe. Niech pan o to zapyta Trylnika.
Czy nadal pan twierdzi, że gdyby nie pieniądze z Pol-Motu to Legia by już nie istniała?
Cena, za jaką chcę sprzedać akcje koncernowi ITI jest o dwa i pół miliona dolarów niższa od kwoty, za jaką moja firma kupiła je od Daewoo. Nie wiem, co by było dzisiaj z Legią, gdyby przez trzy lata jej właścicielem nie był Pol-Mot.
Ale przecież sportowa spółka akcyjna Legii jest zadłużona na około 19 milionów złotych!
To jest spółka prawa handlowego. Poza pieniędzmi z Pol-Motu, jej wpływy pochodziły z transferów, od reklamodawców i telewizji. Nie znam się na finansach. Niech pan dzwoni do prezesa Trylnika.
Rozmawiał Dariusz Łuszczyna
Wywiad
Nie znam się na finansach
wtorek, 16 marca 2004 12:20
Andrzej Zarajczykźródło: Fakt