W niedzielę w Łęcznej spotkają się: Jacek Zieliński, najlepszy trener minionego roku, i Jacek Zieliński, najlepszy obrońca 2003 roku.
Jacek Zieliński: Dla kibiców takie zestawienie z pewnością jest ciekawe. Ja nie traktuję tego spotkania w tych kategoriach. Dla mnie będzie to zwykły mecz, który trzeba wygrać. Jesteśmy mocno umotywowani i zmobilizowani.
W Turcji ekipa z Łęcznej, oglądając wasz mecz sparingowy z duńskim FC Midtjylland, odgrażała się, że was bez problemu ogra.
- Byliśmy wówczas w okresie przygotowawczym, więc i nasza dyspozycja była daleka od ideału. Teraz jesteśmy w dobrej formie i pokażemy im, jak należy grać. Ja nigdy o przeciwnikach źle nie mówię, żeby im nie pomagać. Powiem więc, że Górnik jest dobrym zespołem.
Może tak mówią z zazdrości, albo kompleksów...
- O Legii wszędzie się mówi, każdy się nią interesuje i ma wyrobione zdanie na jej temat. Jedni zachowują je dla siebie, inni publicznie się wypowiadają. We mnie takie wypowiedzi podnoszą adrenalinę. Pamiętam taki sezon kiedy broniliśmy się przed spadkiem z ligi. Wielu wtedy chciało, abyśmy opuścili ekstraklasę. Graliśmy akurat mecz z Rakowem. Przegrywaliśmy. Na dodatek Piotrek Mosór dostał czerwoną kartkę. Pomyślałem: jak to? Oni wszyscy będą mieli rację? Zmobilizowaliśmy się, zagraliśmy super i utrzymaliśmy się w lidze. Im więcej takich punktów motywacyjnych, tym lepiej. Niech nas wkurzają...
Grą w spotkaniu z Górnikiem wyrówna Pan wynik 390 występów w oficjalnych meczach Kazimierza Deyny.
- Ale do rekordu Lucjana Brychczego, 452 meczów, jeszcze mi daleko. Do liczb nie przykładałem nigdy wagi. Dopiero, gdy występując po raz 60. z orłem na piersi, wchodząc do Klubu Wybitnego Reprezentanta, uświadomiłem sobie, jak ten czas leci. Kiedyś trzeba będzie skończyć tę przygodę. A ja nadal mam dużo wigoru.
Rozmawiał Maciej Rowiński