Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Asystentem już nie będę

wtorek, 23 marca 2004 12:40
Dariusz Kubickiźródło: Piłka Nożna

Co pan ma na myśli mówiąc sukces?

Dariusz Kubicki: Nie będę obiecywał gruszek na wierzbie, ani składał deklaracji, że walczymy o tytuł mistrza Polski. Był już przede mną taki szkoleniowiec, który zamierzał dać Legii trzy korony, a skończyło się na miejscu, które nie zagwarantowało startu w europejskich pucharach. Nie ukrywam natomiast, że celem minimum jest wywalczenie przepustek na międzynarodową arenę. Najkrótsza droga do Pucharu UEFA widzie przez Puchar Polski. Wystarczy wygrać trzy spotkania, choć na pewno nie będzie to łatwe, żeby wykonać plan.


To znaczy, że ze względu na trudną sytuację finansową odpuścił pan walkę o mistrzostwo Polski?

Absolutnie! Powiedziałem jedynie, że celem minimum jest awans do Pucharu UEFA. Na pewno nie obrażę się na piłkarzy jeśli wywalczymy tytuł mistrzoswki, ale nie chcę składać obietnic bez pokrycia. Uważam, że mam zespół, który stać na odniesienie wielkiego sukcesu, ale inni na pewno nie ułatwią Legii zadania.


Na razie pomagają wam sędziowie, a konkretnie Zbigniew Marczyk, który uznał bramkę zdobytą w nieprawidłowy sposób.

Nie zgadzam się. Uważam, że zasłużyliśmy na zwycięstwo, a arbiter postąpił z duchem gry pozwalając na szybkie rozpoczęcie akcji po faulu na Marku Saganowskim. Być może dzięki temu precednsowi zmieni się podjeście wszystkich arbitrów do takich kontrowersyjnych sytuacji? Poza tym wcale nie uważam, że pan Marczyk nam pomógł, bo w sytuacji, kiedy Aleksandar Vuković wznawiał grę nie miał pojęcia, iż zawodnik Odry zostanie ukarany czerwoną kartką. Uznał, że sędzia sięgnie po żółtko, a w takiej sytuacji odłożenie kary jest możliwe.


Udzielił pan ostrej reprymendy Radosławowi Wróblewskiemu za to, że już w pierwszej połowie wyleciał z boiska?

Nie musiałem, choć rzeczywiście zachowanie mojego pomocnika było nieodpowiedzialne, a nawet głupie. Po prostu jesteśmy przygotowani na takie wypadki, wysokość kary za takie wykroczenie określa regulamin.


Rozumiem, że Wróbel dostał po kasie. Ile wyniósł mandat?

Nie mogę ujawniać objętych tajemnicą ustaleń z drużyną. Zapewniam jednak, że kara była znacząca. Na tyle, że Radek mocno odczuje jej skutki i następnym razem będzie już rozważniej zachowywał się na boisku.


A dlaczego tak często Legii przychodzi grać w osłabieniu? Wymaga pan od podopiecznych agresywnej gry, którą sędziowie muszą karać czerwonymi kartkami?

Absolutnie, choć nie ukrywam, że podoba mi się determinacja, z jaką grają zawodnicy w angielskiej Premiership. Dlatego nie wyobrażam sobie, żeby mój zespół przechodził obok meczów. A wiadomo, że gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Czasami w czasie meczu ktoś się zapomni i przesadzi z ostrym wejściem. To jednak lepsze niż odstawianie nogi, bo futbol nie jest grą dla grzecznych dziewczynek.


To znaczy, że ćwiczycie na treningach grę z liczebniejszym przeciwnikiem? Można odnieść takie wrażenie, bo Legia grjąc w dziesiątkę przeciw jedenastu rywalom nie zwykła przegrywać.

Nie, to byłaby strata czasu. Mam po prostu klasowy zespół, który w trudnych momentach potrafi się sprężyć. Na inaugurację rundy wiosennej nie zwyciężyliśmy tak efektownie jak Amica czy Groclin, ale wcale nie jestem przekonany, czy zespół z Wielkopolski poradziłby sobie równie dobrze jak Legia grając w osłabieniu.


Szybko pogodził się pan z odejściem Stanko Svitlicy?

A miałem inne wyjście? Napastnik z Serbii wiele osiągnął w naszej ekstraklasie i chciał spróbować się w silniejszej lidze. Przy okazji transferu na konto Legii wpłynęło trochę bardzo potrzebnych w tamtym momencie pieniędzy. Rotacje w zespołach to w dzisiejszym futbolu codzienność. Poza tym przyszedł Piotr Włodarczyk, który ma sporo do udowodnienia - sobie i kibicom. To napradę dobry zawodnik, który w Legii powinien zdobywać więcej goli niż w słabszych klubach, w których grał poprzednio. Z Markiem Saganowskim powinni stworzyć bardzo groźny duet. A nie ukrywam, że wciążwierzę w przebudzenie Manuela Garcii. Argentyńczyk ma już za sobą problemy z aklimatyzacją, więc powinien pokazać, na co go naprawdę stać.


Znacząco zmienił pan styl Legii po wyjeździe najlepszego strzelca?

Piłkarze automatycznie zaczęli grać inaczej. Nie tylko waleczny Marek Saganowski, który czuje się liderem naszej pierwszej linii, ale pomocnicy również. Włodarczyk jest szybszy od Svitlicy, więc teraz znacznie łatwiej moi zawodnicy mogą wyprowadzić kontratak i stosować bogatszy repretuar akcji ofensywnych. Trudno z dnia na dzień zastąpić zawodnika klasy Stanka, ale jestem pewien, że dobrze poradzimy sobie i bez Serba.


Czy w przyszłym sezonie pańskim asystentem zostnie Jacek Zieliński lub Marek Jóźwiak?

A to któryś z nich zamierza zakończyć karierę? Pierwsze słyszę. Poza tym jestem zadowolony ze sztabu szkoleniowego, który skompletowałem na początku sezonu. Uzupełniamy się znakomicie, więc wprowadzanie zmian byłoby błędem.


Nie brakuje panu w sztabie fizjologa? Ze specjalistą od przygotowania motorycznego o wiele łatwiej byłoby wypracować dobrą formę. Takie rozwiązania stosują i angielscy menedżerowie, i Henryk Kasperczak z Wisły Kraków.

Nie uciekam od nowoczesnych rozwiązań, ale mam na tyle bogaty warsztat, że nie potrzebuję na co dzień rad fizjologa. Często konsultuję się natomiast z Dariuszem Śledziewskim z warszawskiej AWF, który regularnie przeprowadza badania wydolnościowe wszystkim legionistom. To owocna współpraca, więc nie zamierzam niczego modyfikować.


Już nie może doczekać się pan przejęcia akcji Legii przez ITI?

Nie mogę uzależniać codziennej pracy od zmiany właściciela klubu. Zimą trzeba było wykonać solidną podbudowę na cały rok. A po rozpoczęciu rozgrywek należy utrzymywać meczowy mikrocykl. Pracujemy normalnie, może tylko z większym entuzjazmem, bo piłkarze liczą, że doczekają się wreszcie zaległych wypłat.


Przyjaźni się pan z Dariuszem Wdowczykiem?

To chyba zbyt duże słowo, bo z racji wykonywanego zawodu nie ma czasu na częste wzajemne wizyty. Na pewno jednak od czasu do czasu wspólnych występów w Legii jesteśmy dobrymi kolegami.


To chyba mógłby pan zostać dyrektorem sportowym Legii przy trenerze Wdowczyku?

A właśnie, że nie! Jestem za młody i nie czuję się jeszcze spełniony jako trener, więc nie zamierzam zmieniać profesji. Do normalnego funkcjonowania jest mi potrzebny zapach szatni, której za żadną cenę nie zamienię w tej chwili na urzędniczy gabinet. Każdy pracodwaca ma prawo samodzielnie dobierać ludzi, ale nie wyobrażam sobie, żebyśmy mieli z Wdowcem utworzyć duet. Obaj jesteśmy na dorobku, więc dla każdego z nas lepiej będzie w pojedynkę pracować na nazwisko. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie też, żebym miał teraz zostać czyimś asystentem. Już wypełniam tę rolę, teraz nadszedł czas większych wyzwań.


Dokąd zamierza pan trafić z Legii?

Mam dobrą posadę, więc nie rozglądam się za nową robotą. Wierzę jednak, że wyniki będą na tyle dobre, że okażą się przepustką do pracy z kadrą. A gdyby to się powiodło, to można by pomyśleć o ataku na Premiership. Wysoko stawiam poprzeczkę, bo tylko w takim układzie będę się rozwijał. Podstawą są jednak sukcesy Legii, więc koncentruję się wyłącznie na prowadzeniu klubu z Łazienkowskiej.


Rozmawiał Adam Godlewski

Podaj ten news dalej: