Jak pan skomentuje tą sytuację, że nie został pan powołany na mecz z USA?
Marek Saganowski: Ja naprawdę nie wiem skąd takie zainteresowanie ze strony mediów brakiem powołania dla mnie. Byłem przygotowany na taką ewentualność. To jest decyzja trenera, z tym trzeba się pogodzić. Na pewno nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa i dalej będę walczył, by trener mnie wreszcie zauważył.
Ale nie boli to pana? Przecież znajduje się pan teraz wwyśmienitej
dyspozycji.
Pamiętajmy, rozegrałem dwa pierwsze mecze. Trener ma już swoją
określoną koncepcję. Co ja mogę więcej zrobić? Chyba tylko zadbać
o to, żeby ta forma utrzymała się na tak wysokim poziomie jak najdłużej.
A pańscy koledzy z zespołu – Tomasz Jarzębowski, czy Łukasz
Surma. Są gorsi od Marcina Baszczyńskiego i Mirosława Szymkowiaka,
czy piłkarzy Groclinu?
Nie są gorsi, a w niektórych elementach na pewno lepsi od wspomnianych piłkarzy. I nie mówię tego dlatego, że to moi koledzy.
Kiedy sprawdzić przydatność piłkarza, jeśli nie w potyczce towarzyskiej?
A co ja mogę na to poradzić? Jest jeszcze kilka towarzyskich
meczów do rozpoczęcia eliminacji. Trzeba pracować i cierpliwie
czekać.
Pan już był wkadrze Janasa. Co zdecydowało, że nie może
pan się w niej zadomowić?
Pod koniec rundy jesiennej na pewno nie byłem w wysokiej formie. Grałem we wszystkich ważnych sparingach reprezentacji. Nie wiem, trener tak zadecydował, że przestał mnie powoływać na wyjazdowe mecze z tymi słabszymi zespołami, gdzie można było nabrać trochę wiary w to, co się robi.
Rozmawiał pan z trenerem, dlaczego pana odstawił?
Nie, nie było takiej rozmowy.
Czy to nie kuriozalne, że powoływano pana na mecz eliminacyjny
z Węgrami, a teraz w towarzyskiej konfrontacji zabrakło miejsca w kadrze?
Mogę powiedzieć tylko, że w tamtym okresie byłem w słabszej dyspozycji, a byłem powoływany. Teraz jest odwrotnie. Dlaczego? Nie
mam pojęcia. Ocena pracy selekcjonera bardziej należy do innych, niż
do mnie.
Najsmutniejsze jest to, że selekcjoner powiedział, iż czas eksperymentów się skończył...
Mogę tylko powiedzieć, że zrobię w tej rundzie wiosennej wszystko,
żeby udowodnić, że i dla mnie jest jeszcze miejsce w reprezentacji.
Nie mogę się poddać.
Czy to nie odbiera panu motywacji? To brzmi: „Choćbyś nie
wiem jak dobrze grał, nie powołam cię”.
Absolutnie nie. Gram dalej, takie jest życie.
Słychać jednak żal i smutek w pana głosie.
To chyba normalne, każdy tak by zareagował.
Chciałby pan coś za naszym pośrednictwem przekazać trenerowi
Janasowi?
Nic poza tym, że każdym meczem w lidze będę się starał udowodnić,
że na coś się jeszcze tej reprezentacji mogę przydać.
Rozmawiał Przemysław Rudzki
Wywiad
Nie jesteśmy gorsi
środa, 24 marca 2004 09:17
Marek Saganowskiźródło: Przegląd Sportowy