Analiza

Punkty po meczu z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza

fot. Piotr Galas / Legionisci.com

Dziady; ostatnia tercja; może załóż okulary?; oni nawet nie udają; przerwa! - to najważniejsze punkty po niedzielnym meczu Legii z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza, w którym legioniści przegrali 1-2.

REKLAMA

1. Dziady

Inaczej się tego nie da nazwać. To, co wyczyniają ludzie w koszulkach Legii, to piłkarski kryminał w czystej postaci. Wkłady, nie piłkarze. Nie chodzi tu nawet o brak formy, tylko o kompletny brak ambicji, charakteru i odpowiedzialności za herb, który noszą na piersi.


 


Bruk-Bet to był — podkreślmy to — najgorszy zespół Ekstraklasy. Ostatnie miejsce w tabeli, ledwie dziesięć punktów, żadnego zwycięstwa z Legią na Łazienkowskiej w historii. I co się dzieje? Wychodzi Legia i pozwala tej drużynie wyglądać jak kandydat do europejskich pucharów. Po końcowym gwizdku trudno było nie pomyśleć, że to właśnie Legia zasługuje dziś na miano najgorszego zespołu ligi. Dziadowska porażka, kompromitacja, wstyd.

Nie działało nic. Absolutnie nic. Każdy biegał gdzie chciał, jakby nikt nie wiedział, po co wyszedł na murawę. Podania na metr kończyły się stratą, pressing nie istniał, walka – żadna. Bruk-Bet mógł spokojnie dołożyć jeszcze dwie bramki i urządzić sobie w Warszawie piknik, a nikt by nawet nie protestował.

Legia jest coraz bliżej dna. Tylko że to nie jest dno, które da się przebić łopatą – to dno, w którym urządzamy się od lat. Trenera nie ma – bo trudno nazwać trenera kimś, kto uczy się fachu. Właściciel? To już dawno przestało być śmieszne, a zaczęło być żenujące. Zespół? Jakby nikomu na niczym nie zależało. Mecze to tylko obowiązek, z którego spływa pensja.

I najgorsze, że to déjà vu. To nie pierwsza część tego dramatu, tylko ósma, może dziesiąta odsłona tego samego filmu. Co rok ta sama historia, co sezon te same wymówki, ci sami winni i ta sama bezsilność kibiców, którzy patrzą, jak z klubu seryjnie wygrywającego mistrzostwa zostaje tylko nazwa.

2. Ostatnia tercja

W meczu z NK Celje Legia stworzyła mnóstwo sytuacji podbramkowych. Tam przegraliśmy przez głupie indywidualne błędy i katastrofalną nieskuteczność. W niedzielę było jednak inaczej – sytuacji praktycznie nie było. To Nieciecza wyglądała groźniej, miała więcej konkretów i potrafiła robić coś pod naszą bramką. My? Bezzębni, przewidywalni i bez pomysłu.

Podopieczni trenera Astiza mieli olbrzymie problemy w ostatniej tercji boiska. Co z tego, że w środku pola i w defensywie wyglądało to w miarę solidnie, skoro w ofensywie panował totalny dramat. Dośrodkowania? Albo za długie, albo za krótkie, albo – klasyka w wykonaniu Legii – prosto w pierwszego obrońcę. Strzałów tyle, co kot napłakał, a każdy kolejny atak kończył się na 25. metrze.

Znów zobaczyliśmy Legię bezsilną, wolną i schematyczną. Zero błysku, zero odwagi, zero zaskoczenia. Dwóch Urbańskich próbowało coś ożywić – Kacper i Wojciech walczyli, starali się, ale to było zdecydowanie za mało, jak na zespół, który ma bić się o mistrzostwo Polski, a nie wyglądać gorzej od beniaminka.

Najśmieszniej – a właściwie najsmutniej – wyglądały momenty, gdy „Wojskowi” pod bramką rywala… wycofywali piłkę aż pod własne pole karne. Albo takie, w których zawodnik mając partnera pięć metrów obok, podawał z całej siły lub za lekko, oddając piłkę przeciwnikowi. To nie był futbol na poziomie Legii – to był pokaz bezradności.

Poza uderzeniami Kamila Piątkowskiego, Antonio Čolaka i dwóch Urbańskich, Legia nie stworzyła nic, co można by nazwać stuprocentową sytuacją. Żadnej klarownej akcji, żadnego elementu zaskoczenia. Zespół był po prostu bezsilny z przodu – i to jest najgorszy możliwy sygnał.

3. Może załóż okulary?

Niektórzy zawodnicy Legii powinni chyba zapytać sędziego, czy mogą grać w okularach, bo z rozróżnianiem kolorów mają ewidentny problem. Naprawdę trudno to inaczej wytłumaczyć. Podań do przeciwników w pomarańczowych koszulkach było tyle, że można by nimi obdzielić kilka spotkań, a gwoździem do trumny był oczywiście drugi gol dla Bruk-Betu.


screenshot Bruk-Bet Termalica Nieciecza
fot. Canal+ Sport


Jak widać na screenie, Steve Kapuadi postanowił wymyślić podanie „po swojemu”. W prostej, banalnej sytuacji, zamiast zagrać do jednego z trzech dostępnych partnerów – Vinagre po lewej, Kapustki w środku lub Krasniqiego po prawej – Francuz decyduje się na genialny w swojej absurdalności pomysł: podać wprost do rywala. Tak, do zawodnika w pomarańczowym stroju. I to w momencie, gdy nikt go nawet mocno nie pressuje!

Wystarczyła sekunda, jedno bezmyślne zagranie i Legia traci bramkę po kontrze, której można było uniknąć w najprostszy sposób – używając poprawnie głowy. Ale niestety, tego na boisku zabrakło. Zamiast reakcji, był spacer w stylu „wozu z węglem”.

Panowie, jeśli nie widzicie, komu podajecie – załóżcie okulary. A jeśli naprawdę widzicie, to może czas zacząć używać boiskowej inteligencji. O ile jeszcze coś z niej zostało.

4. Oni nawet nie udają

Patrząc na to, jak Legia traci bramki, coraz częściej odnoszę wrażenie, że część zawodników nawet nie udaje, że im zależy. Wygląda to tak, jakby po prostu nie chcieli już w tej Legii grać – jakby marzyli tylko o przerwie zimowej i ciepłym miejscu na wakacje.


screenshot Bruk-Bet Termalica Nieciecza
fot. Canal+ Sport

Przy pierwszej bramce dla Bruk-Betu wszystko było jak z instrukcji „Jak nie bronić w Ekstraklasie”. Na powyższym screenie wyraźnie widać dwie rzeczy: po pierwsze – dwóch zawodników Legii wyskakuje do jednego rywala (na czerwono), zostawiając wolną przestrzeń. Po drugie – Ruben Vinagre. Człowiek, który nie tyle przegrywa pojedynek z Kubicą, co nawet go nie podejmuje. On po prostu odpuszcza, jakby to nie była jego sprawa. Stoi, patrzy i pozwala przeciwnikowi uderzyć. To nie jest brak formy – to jest totalne odpuszczenie. I niestety, nie pierwszy raz. Rywale dobrze wiedzą, że właśnie po jego stronie znajdą najsłabsze ogniwo.


screenshot Bruk-Bet Termalica Nieciecza
fot. Canal+ Sport

A potem wchodzi na scenę Rafał Augustyniak, który w tej sytuacji wyglądał, jakby biegł w spowolnionym tempie. Trubeha ma przed sobą autostradę, a „August” rusza w pogoń, która przypomina bardziej trucht po parku niż sprint ratunkowy. Gdyby ten bieg trwał dziesięć minut, może by go dogonił. Może. I znowu – spójrzmy, gdzie jest Vinagre. A raczej: gdzie go nie ma.

Nie da się tego usprawiedliwić. Grasz w jednym z największych klubów w Polsce, zarabiasz pieniądze, o jakich większość kibiców może tylko pomarzyć, a nie potrafisz wykrzesać z siebie odrobiny zaangażowania? Augustyniak wszedł z ławki, więc argument o braku sił można między bajki włożyć. Wyglądał, jakby zagrał dwa mecze pod rząd. I to nie w Legii, tylko w oldbojach.

5. Przerwa!

Na koniec – wreszcie dobra wiadomość. Mamy przerwę reprezentacyjną. W końcu trochę oddechu od tego cyrku zwanego Legią Warszawa. Przez dwa tygodnie nie będziemy musieli oglądać parodii futbolu w wykonaniu ludzi, którzy tylko udają piłkarzy. Może człowiek choć trochę odpocznie psychicznie.

I niby powinniśmy w tym czasie usłyszeć coś o nowym trenerze, bo Iordănescu wyleciał już dwa tygodnie temu, ale jak to w Legii – klasyka gatunku. Zero pośpiechu, zero planu, zero wizji. W klubie jak zwykle chaos, a decyzje zapadają wtedy, kiedy już nie da się dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Dwóch dyrektorów, a wygląda to, jakby nie było żadnego. Od lat ktoś ten klub buduje z plasteliny i taśmy klejącej, a potem robi wielkie oczy, że konstrukcja się sypie.

Nowy trener? Już dawno powinien być w klubie. Już dawno powinien wziąć to towarzystwo za twarze, ustawić w szeregu i przypomnieć im, że grają w Legii Warszawa, a nie w lidze oldbojów. Ale nie – po co się spieszyć? Przecież można dalej brnąć w tę farsę.

Trenera nie ma. Może będzie, może nie. Może zostanie Astiz, może ktoś przypadkowy z łapanki. Może drużyna się odbije, a może stoczy jeszcze niżej – w końcu dno dla tej ekipy to pojęcie bardzo elastyczne.

„Nie wiem” – to najczęściej używane słowo w Legii. Bo tam nikt nic nie wie. I tak od lat. A największym problemem tego klubu nie są rywale, tylko własny bałagan, który zżera go od środka.

Kamil Dumała


REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2025 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.