Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Aco znaczy derby

piątek, 26 marca 2004 00:24
Aleksandar Vukovićźródło: Życie

Czy polscy kibice mogą się równać z impulsywnymi mieszkańcami Bałkanów?


Aleksandar Vukovic-Jasne, że tak! Nie ma różnicy między fanami serbskich drużyn, a najlepszych polskich klubów, w tym Legii Warszawa. Doping na stadionie przy Łazienkowskiej jest równie gorący jak w Belgradzie, na obiektach Partizana czy Crvenej Zvezdy. Może nawet kibice Legii są lepsi.


Wiele razy Pan podkreślał, że derbowe mecze w Polsce nie mogą się równać z belgradzkimi.


- I zostaję przy tym zdaniu. Na mecze Partizana z Crveną przychodzi nawet pięćdziesiąt tysięcy widzów, a fani jednego i drugiego zespołu zjawiają się w podobnej liczbie. A w Warszawie w znaczący sposób przeważają kibice Legii. Nie można robić takich porównań, bo wiadomo, że lepsza atmosfera jest wtedy, gdy gra się dla dużej rzeszy ludzi. Legia ma mniejszy stadion, ale akurat przy okazji takich spotkań przychodzi piętnaście tysięcy widzów.


Dlaczego derby Belgradu porównuje się do podobnych spotkań na przykład w Rzymie, Mediolanie czy Madrycie?


- Ponieważ są na podobnym poziomie i tak samo jak w Hiszpanii czy Włoszech jest to tradycja, święto i wydarzenie roku w całym kraju. Najlepsi piłkarze Serbii i Czarnogóry od zawsze grali właśnie w Partizanie i Crvenej Zvezdzie i to przyciągało sympatyków, od początku istnienia tych klubów. Nie od dziś wiadomo, że na te mecze wybierają się menedżerowie i obserwatorzy z najlepszych europejskich klubów i każdy piłkarz chce się pokazać. Stąd taki wysoki poziom.


Miał Pan okazję wystąpić w derby Belgradu?


- Kiedyś, gdy byłem zawodnikiem Partizana, wszedłem na parę minut z ławki rezerwowych. Ale jeszcze kiedyś tam zagram!


Dobrze się Pan czuje przed dzisiejszym występem?


- Na razie, odpukać, zdrowie bez zarzutów.


Czy zespół wszedł już w rytm meczowy? Doktor Stanisław Machowski twierdzi, że jest to bardzo istotne.


- I ma całkowitą rację. Najważniejsze to złapać formę, a wydaje mi się, że jesteśmy już blisko optymalnej dyspozycji. Okres przygotowawczy był bardzo długi, a jak wiadomo - nie każdemu to służy. To najgorszy czas dla piłkarza, gdy długo nie może grać, tylko trenuje i biega. Tak jest już w polskiej lidze i trzeba się do tego przystosować. My w Legii akurat na nic nie narzekamy.


Parę dni temu Polska reprezentacja U-17 przegrała ze swoimi rówieśnikami z Serbii i Czarnogóry - jedną z bramek zdobył Ivan Vuković. Jesteście może spokrewnieni?


- Nie, nie jesteśmy rodziną, to tylko zbieżność nazwiska, które jest niezwykle popularne w moim kraju. Szczerze mówiąc, nawet nic o nim nie wiedziałem wcześniej, ale skoro strzelił gola - musi być dobry...


Legia jest na fali - w rundzie wiosennej zdobyliście komplet punktów, a Polonia - tylko jeden. Czujecie się faworytami?


- W każdym meczu przed swoją publicznością gramy w roli faworytów i nie przeszkadza nam to. Nie inaczej będzie też dzisiaj. Nie można jednak zapominać, że zespół "Czarnych Koszul" jest groźny, a to będzie niezwykle prestiżowy mecz. Ale ja się nie boję i liczę na zwycięstwo.


Jest Pan już prawie trzy lata w Legii i jak na razie oba trofea, czyli mistrzostwo i Puchar Ligi, zdobył w pierwszym sezonie. To pretekst do odejścia w czerwcu, czy raczej większa mobilizacji do pracy?


- Faktycznie w ostatnim roku nic nie zdobyliśmy, nie zakwalifikowaliśmy się nawet do Pucharu UEFA. Jednak wydaje mi się, że w tym sezonie Legię stać na przynajmniej jedną zdobycz. Wtedy w


czerwcu będę ogromnie szczęśliwy, bo w trzy lata zdobędę trzy trofea, a może - nawet cztery.


Jako kibic Partizana, jak porównałby Pan atmosferę w mieście w tygodniu poprzedzającym derby Belgradu i Warszawy?


- Nie da się ukryć, że odkąd jestem w Polsce, najbardziej mobilizują mnie mecze z Wisłą Kraków i ostatnio z Groclinem. Przede wszystkim ze względu na poziom sportowy, bo pod względem poziomu kibicowania Legia jest najlepsza. Natomiast spotkania z Lechem czy Widzewem nie stoją pod znakiem równej walki na boisku, ale na trybunach - z pewnością tak.


O napastnikach mówi się, że są lisami pola karnego. Czy o Panu można powiedzieć: wilk środka pola?


- Staram się na boisku, jak tylko mogę - dając z siebie wszystko. Jednak to kibice i dziennikarze muszą stwierdzić, czy ten przydomek do mnie pasuje.


Jak wytrzymuje Pan w Polsce długi okres bez przyjaciół, którzy zostali w Serbii?


- Już się przyzwyczaiłem do tego, że jestem za granicą. Czuję się w Polsce świetnie. Mam tutaj wielu przyjaciół i znajomych. Często mnie odwiedzają i zastąpili po części tych kolegów z Serbii, z którymi kontakt się urwał.


Trudno było się dostosować do polskiej rzeczywistości?


- Łatwo, gdyż kultura serbska nie róźni się wiele od polskiej. Zresztą był to jeden z powodów, dla których tak chętnie tu przyjechałem. Nigdy nie przeniósłbym się do kraju, gdzie musiałbym się długo aklimatyzować. Tutaj żyje się podobnie jak w moim kraju.


Co denerwuje Pana w naszym kraju?


- Nie lubię generalizować - trzymam w pamięci tylko to, co miało miejsce niedawno.


Co w takim razie nie spodobało się Panu ostatnio?


-Denerwuję się na każdym treningu, ale nie są to rzeczy związane z waszą kulturą, lecz ze sprawami czysto sportowymi. Nie lubię przegrywać!


W Legii grało kilku Serbów...


- I nikt nie przyniósł wstydu. Być może, oprócz mnie i Stanko Svitlicy, nie zrobili kariery, ale na pewno starali się i dali z siebie wszystko.


Za to w Pańskim ukochanym klubie - Partizanie Belgrad - gra Polak, Tomasz Rząsa.


- W naszej lidze jest niewielu obcokrajowców, ale to ze względu na sytuację w kraju. Trudno oczekiwać, że ktoś do nas przyjedzie, kiedy raczej sami Serbowie uciekają. Ale akurat Partizan jest klubem wyjątkowym, który stać na sprowadzenie zawodników z zagranicy.


A jak ocenia Pan postawę Rząsy, jako wierny kibic Partizana?


- Niestety, nie miałem okazji widzieć zbyt wielu meczów, ale wiem, że to wartościowy zawodnik. Świadczy o tym fakt, że został powołany do reprezentacji Polski.


Ma Pan przyjaciół wśród najlepszych serbskich zawodników z kadry?


- Ostatnio osłabł trochę kontakt, ale znam dobrze Mateję Keżmana.


Pana relacje z kibicami Legii?


- Wielokrotnie to podkreślam i nie robię tego, by im się przypodobać - mamy najlepszych kibiców w Polsce!


Jak rysuje się przyszłość Legii?


- Najlepiej wypowiadać się na ten temat, kiedy Grupa ITI już zainwestuje w nasz klub. Każdy z nas chce dobra Legii i na pewno zrobi wszystko, by pokazać się z jak najlepszej strony, a przy okazji zapewnić sobie przyszłość. Ale nie rozmawiałem jeszcze na temat przedłużenia kontraktu.


Niewątpliwie jednak przyszli włodarze będą chcieli zatrzymać najlepszych zawodników, a szczególnie tych, którzy są mocno przywiązani do barw Legii.


- Naprawdę nie wiem, jak prezesi ITI mnie oceniają, ale jeżeli poczuję, że jestem tu potrzebny i jest sens zostać, zostanę.


W jakim innym mieście chciałby Pan zagrać jeszcze w derby?


- Nigdy sie nad tym nie zastanawiałem, ale bardzo cenię derby Glasgow. Spotkania Celticu z Rangersami są zawsze pełne walki i prawdziwej rywalizacji. Derby tych drużyn uchodzi za jedne z najlepszych w Europie, jednak piłkarsko nie ciągnie mnie do Szkocji.

Podaj ten news dalej: