- Nie możemy się cieszyć z tego punktu. Nie potrafimy się cieszyć - to jest dobre uzasadnienie tego, co się tutaj dzieje. Punkt w całym rozrachunku jest lepszy niż zero, ale generalnie zagraliśmy słaby mecz. Lechia miała więcej sytuacji, by zamknąć ten mecz i podwyższyć swoje prowadzenie. To jest smutne, ale nie wiem czy ten punkt do końca nam się należy - powiedział po remisie z Lechią Gdańsk kapitan Legii Warszawa, Bartosz Kapustka.
- Na pewno wiele rzeczy nie działa u nas tak, jak należy. Nie ma co zakłamywać rzeczywistości. Widzą to ludzie z boku i my widzimy to również z boiska. Niestety, po straconych bramkach było widać, że byliśmy jeszcze bardziej nerwowi. Próbowaliśmy lecieć na hurra, całym zespołem, zostawiając 2-3 zawodników broniących. Sam w jednej sytuacji ratowałem się wślizgiem, gdzie nie byłem do końca pewny, czy uda mi się wybić piłkę, ale musiałem zaryzykować. Na pewno widać nerwowość w naszych poczynaniach.
- Gdyby nie minusowe punkty, Lechia nie byłaby na ostatnim miejscu. Widać było, że miała swoje założenia na ten mecz i wykreowała z nich kilka sytuacji. Mogę tylko ocenić Lechię tak jak wcześniej - zasługiwała dziś na zwycięstwo bardziej niż my.
- Nie mamy aż tak słabej drużyny, by znajdować się tam, gdzie teraz jesteśmy. Tak uważam, patrząc na naszą kadrę i chłopaków w szatni. Możemy wykrzesać z tego znacznie więcej. Dziś jest taki moment, że nikt nie rozdaje punktów. Żaden piłkarz Legii nie może być z siebie zadowolony, z tego co robi na boisku. Każdy musi się uderzyć w pierś, spojrzeć w lustro i porozmawiać sam ze sobą.
- Z obecną sytuacją mogą sobie poradzić tylko ludzie, którzy będą mieli jaja, by wyjść na boisko i zamknąć pewien rozdział, grać swoje, najlepiej jak potrafią i przede wszystkim nie kalkulować. Takich ludzi teraz potrzebuje ta drużyna.
- Czy jest w naszych głowach wizja Legii grającej w I Lidze? Nie ma takiej wizji.
- Każdy mecz jest dobrą szansą, by się odbić. To, że gramy za moment ze Spartą Praga, jest dobrą sprawą, bo nie chciałbym czekać całego tygodnia na kolejne spotkanie, po takim meczu jak dziś. W czwartek znów gramy przy Łazienkowskiej i będziemy mieli kolejną okazję, by walczyć o zmianę oblicza naszej drużyny.
