Po przerwie na mecze reprezentacji, podczas której wiele ekip z całej Polski postanowiło wrócić na trybuny na meczach kadry, licząc w dobre intencje prezesa PZPN, nam przyszło wrócić do ligowej rzeczywistości. Fani Lechii, którzy tak ochoczo stawili się na meczu biało-czerwonych na Stadionie Narodowym, nie byli obecni na meczu przy Łazienkowskiej. Na pewno brak przyjezdnych sprawił, że mecz stracił wiele na atrakcyjności. Pod adresem lechistów wywieszone zostały stosowne transparenty, które część mediów próbowało przypisywać... polityce.
Fani Lechii do Warszawy przyjechać nie mogli z powodu zakazu wyjazdowego, który nałożono na nich za domowe spotkanie z Widzewem. Tamto spotkanie zostało przerwane na kilkanaście minut z powodu zadymienia murawy po odpaleniu pirotechniki, choć zakaz został nałożony nie z powodu rac, a antysemickich haseł oraz hasła na jednym z transparentów ("Powtórka z rozrywki, Żydzi znów w squadzie, tym razem na mecz piłki! JŻS") wywieszonych w młynie BKS-u. Kara została wlepiona w momencie, gdy gdańszczanie mieli niemal wypełnione dwa pociągi specjalne. Na nic się zdały próby rozmów z PZPN, by karę zawiesić, ew. odłożyć w czasie. Niestety, klatka podczas sobotniego meczu przy Ł3 została pusta.
W związku z brakiem gości, z naszej strony tego dnia nie było żadnych bluzgów pod adresem Lechii. Na Żylecie wywieszone zostały jedynie dwa transparenty, z wydawało się jasnym przekazem, który jak się okazało, dla niektórych mediów okazał się zbyt trudny do właściwej interpretacji - "Daliście słowo, zwodzicie dwa lata. Więcej honoru od was ma szmata" oraz "www.koniec-CHWM.pl". Tego dnia na Żylecie zadebiutowała replika pierwszej flagi OFMC, która po raz pierwszy pojawiła się na naszym stadionie w 2004 roku. Spotkanie poprzedziła minuta ciszy dla młodego kibica z Ochoty, który odszedł od nas w ostatnich dniach. Na meczu obecna była setka dzieciaków z Chełmży.

Wszyscy przybyli na stadion wierzyli, że może tym razem uda się naszym gwiazdom zwyciężyć... tym bardziej, że porażka zbliżyłaby nas bardzo do strefy spadkowej. Frekwencja była trochę niższa niż zazwyczaj, ale ponad 21 tys. na trybunach, w tym 6,7 tys. na Żylecie pokazuje, że dla wielu z nas ch... wyniki, czy mroźna pogoda nie wpływają na obecność na stadionie. Co oczywiście nie znaczy, że nie wkur...ją. Wszak nam naprawdę zależy na tym, aby Legia była wielka w każdym aspekcie. Czy doczekamy, by do tego zaczęli dążyć także pseudo-działacze?
Naszym dopingiem w sobotni wieczór kierował "Szczęściarz". Rozpoczęliśmy od okrzyku "Hej Legio tylko zwycięstwo", licząc, że w końcu piłkarze zagrają tak jak należy. W I połowie dobrych kilkanaście razy z rzędu śpiewaliśmy "Żyleta, Żyleta, Żyleta..." - do momentu kiedy gniazdowy uznał, że osiągnięty został odpowiedni poziom decybeli. Niestety jeśli chodzi o aspekt piłkarski, legioniści ostatnio grają tak, że potrafią obrzydzić nawet największym koneserom piłki nożnej, oglądanie tychże występów. Po straconej kilka minut przed przerwą bramce, natychmiast pojawiły się okrzyki "Legia grać, k... mać" oraz "Co wy robicie, wy naszą Legię hańbicie". Schodzących do szatni piłkarzy żegnały gwizdy. I podobne powitanie zgotowaliśmy naszym przepłacanym gwiazdom po przerwie.

Na początku II połowy najpierw śpiewaliśmy "Biegać, walczyć i się starać, w Legii trzeba zapier...ć", a następnie na dwie strony - "Legia grać... k... mać!". Kiedy w końcu udało się doprowadzić do wyrównania, spiker zadał pytanie o nazwisko strzelca. Żyleta nie pytała jednak o liczbę bramek, zamiast tego skandując ponownie "Legia grać...". Później zaś rozkręciliśmy na dobrym poziomie "Gdybym jeszcze raz, miał urodzić się". Ślepo wierząc, że uda się powalczyć o korzystny wynik, z naszej strony niosło się "Legia walcząca do końca". Zamiast tego, przyjezdni ponownie wyszli na prowadzenie na kwadrans przed końcem. I "czar" prysł niemal natychmiast. "Co wy robicie...", "Zejdźcie z boiska, nie róbcie z nas pośmiewiska" oraz "Legia to my, Legia to my, ejaeja Legia to my!" - niosło się niemal natychmiast przez parę kolejnych minut. By następnie ponownie zaśpiewać, tym razem w nieco zmienionej wersji - "Biegać, walczyć i się starać, a jak nie to wypier...ć!".
Do samego końca zdzieraliśmy gardła starając się nie patrzeć na to, co wyczyniają nasze asy. I nawet wyrównujący, przypadkowy gol z ostatniej minuty doliczonego czasu, ani trochę nie poprawił naszych nastrojów. Piłkarzyki, zdając sobie sprawę, że zawiedli po raz kolejny (który to już k... raz?!), nawet nie próbowali podchodzić w naszym kierunku, czy też w stronę sektorów rodzinnych i czym prędzej udali się do szatni.
Przed nami czwartkowy mecz ze Spartą Praga w Lidze Konferencji, na który Czesi przyjadą przede wszystkim autokarami. Wobec chorych cen biletów, nieadekwatnych do poziomu sportowego, trudno spodziewać się w czwartkowy wieczór wysokiej frekwencji.
P.S. Na Żylecie wywieszone zostały transparenty "Borys RR walcz!", "Bławdziew pozdrowienia do więzienia" oraz "Górak, Bajabongo, Adaśko, Adaś, Bobrzyk, Golden, Maliniak, Dudek, Krzychu, Grzelu, Łętos, Łubiana, Kawa, Artek, Eryk, Mysza, Janek, Marcin, Wali PDW".
Frekwencja: 21 138
Kibiców gości: 0 (zakaz)
Autor: Bodziach
Legia Warszawa 2-2 Lechia Gdańsk - Mishka / 38 zdjęć
Legia Warszawa 2-2 Lechia Gdańsk - Piotr Galas / 86 zdjęć
Legia Warszawa 2-2 Lechia Gdańsk - Maciek Gronau / 60 zdjęć
Legia Warszawa 2-2 Lechia Gdańsk - Kamil Marciniak / 35 zdjęć
